Czego nie mówią Ci tradwives, czyli dlaczego warto być niezależną ekonomicznie od mężczyzny

Wraz z począt­kiem pan­de­mii w mediach spo­łecz­no­ścio­wych zaczę­ło poja­wiać się coraz to wię­cej kont tzw. tra­dwi­ves (skrót od angiel­skie­go tra­di­tio­nal wives), two­rzą­cych tre­ści inter­ne­to­we inspi­ro­wa­ne este­ty­ką lat 50. Dłu­gie sukien­ki, pie­cze­nie chle­ba na zakwa­sie, zaj­mo­wa­nie się domem i rodzi­ną to głów­ne ele­men­ty cha­rak­te­ry­zu­ją­ce tra­dwi­ves. Plat­for­my naj­bar­dziej zna­nych twór­czyń, takich jak Han­nah Neele­man czy Nara Smith, cie­szą się ogrom­ną popu­lar­no­ścią, przy­cią­ga­jąc odpo­wied­nio 10 i 11 milio­nów obser­wu­ją­cych na Tik­To­ku. Oglą­da­jąc kolej­ne kadry z domo­wej kuch­ni i rodzin­ne­go życia, łatwo prze­oczyć prze­sła­nie poli­tycz­ne, któ­re się za nimi kryje. 

Ten nagły zwrot „ku tra­dy­cji” tra­dwi­ves tłu­ma­czą czę­sto zmę­cze­niem kapi­ta­li­zmem. Nie chcą już wię­cej poświę­cać swo­je­go życia pogo­ni za karie­rą, któ­ra prze­cież nie da im speł­nie­nia. Pro­blem w tym, że odrzu­ca­jąc kapi­ta­li­stycz­ne dąże­nie do suk­ce­su, odrzu­ca­ją rów­nież poli­ty­kę femi­ni­stycz­ną, winiąc ją za puste obiet­ni­ce, któ­re nie roz­wią­za­ły pro­ble­mów nie­rów­no­ści płcio­wych [1]. Odrzu­ca­jąc femi­nizm i wybie­ra­jąc życie w patriar­chal­nej struk­tu­rze hete­ro­nor­ma­tyw­nej rodzi­ny, kobie­ty same napę­dza­ją sys­tem, któ­ry dąży do ich mar­gi­na­li­za­cji [2]. Zapo­mi­na­ją przy tym, że femi­nizm nie popie­ra ist­nie­nia sys­te­mu kapi­ta­li­stycz­ne­go. Co wię­cej, femi­nist­ki aktyw­nie dążą do roz­wią­za­nia tych samych pro­ble­mów, któ­re skło­ni­ły tra­dwi­ves do wyco­fa­nia się z życia zawodowego. 

Choć w swo­ich nar­ra­cjach tra­dwi­ves przed­sta­wia­ją ten wybór jako świa­do­me odrzu­ce­nie sys­te­mu, w rze­czy­wi­sto­ści czę­sto sta­no­wi on jedy­nie reak­cję na jego niewydolność. 

Pra­ca opiekuńcza

Jed­nym z naj­więk­szych wyzwań, z któ­ry­mi bory­ka­ją się współ­cze­sne kobie­ty, jest obo­wią­zek łącze­nia pra­cy opie­kuń­czej z pra­cą zarob­ko­wą. Bez wzglę­du na to, czy iden­ty­fi­ku­ją się jako tra­dwi­ves czy nie, według opra­co­wa­ne­go w 2018 roku rapor­tu Mię­dzy­na­ro­do­wej Orga­ni­za­cji Pra­cy, czy­li jed­nej z agen­cji afi­lio­wa­nych ONZ, kobie­ty wyko­nu­ją śred­nio 76,2% wszyst­kich godzin bez­płat­nej pra­cy opie­kuń­czej. W obli­czu bra­ku roz­wi­nię­te­go pań­stwa opie­kuń­cze­go i sta­rze­ją­ce­go się spo­łe­czeń­stwa pra­cy tej tyl­ko przy­by­wa, a pogo­dze­nie jej z pra­cą zawo­do­wą sta­je się wręcz nie­moż­li­we. Według US Cen­sus Bure­au, oko­ło 25% matek w Sta­nach Zjed­no­czo­nych zre­zy­gno­wa­ło z pra­cy ze wzglę­du na brak dostęp­no­ści infra­struk­tu­ry opie­kuń­czej spo­wo­do­wa­ny pan­de­mią. Ponad­to bada­nie Pew Rese­arch Cen­ter dowo­dzi, że w 2021 roku 26% matek nie było aktyw­nych zawo­do­wo, z cze­go przy­tła­cza­ją­ca więk­szość jako powód poda­ła zaj­mo­wa­nie się rodzi­ną lub domem. 

Gdy w pra­cę opie­kuń­czą zaan­ga­żo­wa­ne są w prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści kobie­ty, któ­re w następ­stwie tego rezy­gnu­ją z aktyw­no­ści zawo­do­wej, docho­dzi auto­ma­tycz­nie do pogłę­bie­nia roz­gra­ni­cze­nia mię­dzy pra­cą zarob­ko­wą, któ­rej podej­mu­ją się męż­czyź­ni, aby utrzy­mać finan­so­wo rodzi­nę – czy­li tzw. pra­cą pro­duk­tyw­ną – a pra­cą opie­kuń­czą kobiet, czy­li pra­cą repro­duk­cyj­ną [3]. Ste­reo­ty­py płcio­we spra­wia­ją, że repro­duk­cja, postrze­ga­na jako moty­wo­wa­na instynk­tem macie­rzyń­skim i przed­sta­wia­na jako labor of love („pra­ca miło­ści”), sta­je się więc spra­wą pry­wat­ną, znaj­du­ją­cą się poza sfe­rą odpo­wie­dzial­no­ści pań­stwa [4]. Dzię­ki temu pań­stwo nie musi przej­mo­wać się roz­wi­ja­niem poli­ty­ki pro­ro­dzin­nej, któ­ra zapew­ni­ła­by dodat­ko­we wspar­cie i w kon­se­kwen­cji umoż­li­wi­ła kobie­tom powrót na rynek pra­cy. Dodat­ko­wo, przyj­mu­jąc zało­że­nie, że posia­da­nie dzie­ci – w prze­ci­wień­stwie do pra­cy wyko­ny­wa­nej dla celów finan­so­wych – jest powo­do­wa­ne moty­wa­cją wewnętrz­ną, łatwo zało­żyć, że macie­rzyń­stwo i wycho­wa­nie potom­stwa pra­cą jako taką nie jest. Nie tyl­ko uci­na to dys­ku­sje na temat poten­cjal­nej pomo­cy finan­so­wej, ale two­rzy rów­nież pod­sta­wę do eks­plo­ato­wa­nia pra­cy opie­kuń­czej, co tyl­ko przy­czy­nia się do powięk­sza­nia ist­nie­ją­cych już nie­rów­no­ści na tle płcio­wym  [5].

Kry­zys opieki

Wyżej opi­sa­ne zja­wi­sko nazy­wa­ne jest cri­sis of care, czy­li kry­zy­sem opie­ki. Naukow­cy i naukow­czy­nie opi­su­ją­ce to zja­wi­sko pod­kre­śla­ją, jak bar­dzo klu­czo­wa dla funk­cjo­no­wa­nia spo­łe­czeń­stwa jest wyko­ny­wa­na pra­ca opie­kuń­cza i wska­zu­ją na to, w jaki spo­sób obec­ny sys­tem unie­moż­li­wia jej zapew­nie­nie [6]. Spra­wo­wa­nie opie­ki wyma­ga prze­wi­dy­wal­nej sytu­acji życio­wej, moż­li­wo­ści zarzą­dza­nia swo­im cza­sem i fizycz­ne­go prze­by­wa­nia z oso­bą, któ­ra tej uwa­gi wyma­ga. Jed­no­cze­śnie coraz wię­cej prac, któ­re umoż­li­wia­ją wyż­sze zarob­ki, wyma­ga tzw. „peł­nej dostęp­no­ści” pra­cow­ni­ka przez 24 godzi­ny na dobę. 

W takiej sytu­acji, w szcze­gól­no­ści gdy mowa o wycho­wa­niu dzie­ci, pary zmu­szo­ne są pod­jąć decy­zję: albo obie oso­by podej­mu­ją się pra­cy z tzw. cza­sem kon­tro­lo­wa­nym – takiej, któ­ra ma miej­sce tyl­ko w sta­łych ramach cza­so­wych i nie wyma­ga zaan­ga­żo­wa­nia poza jej godzi­na­mi, ale jest zde­cy­do­wa­nie gorzej płat­na – i pró­bu­ją pogo­dzić ją z obo­wiąz­ka­mi rodzin­ny­mi, albo jed­na oso­ba wybie­ra zawód, w któ­rym czas jest nie­kon­tro­lo­wa­ny, tj. któ­ry wyma­ga peł­nej dostęp­no­ści w zamian za poten­cjal­nie dużo więk­sze zarob­ki. Dru­ga oso­ba przej­mu­je wów­czas więk­szą część nie­od­płat­nych zadań [7]. Jako że z regu­ły pra­ce z cza­sem nie­kon­tro­lo­wa­nym – tzw. gre­edy work – mają nie­pro­por­cjo­nal­nie wyż­sze wyna­gro­dze­nie, wie­le par decy­du­je się na takie roz­wią­za­nie ze wzglę­dów eko­no­micz­nych. Nie­ste­ty model ten zazwy­czaj ude­rza bez­po­śred­nio w kobie­ty i ich nie­za­leż­ność eko­no­micz­ną, gdyż w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści przy­pad­ków to one rezy­gnu­ją z aktyw­no­ści zawodowej. 

Co cie­ka­we, pro­blem ten dużo dotkli­wiej doty­ka kobiet z wyż­szym sta­tu­sem eko­no­micz­nym niż tych z niż­szym. Wyni­ka to wła­śnie z tego, że posia­da­ne przez nie kwa­li­fi­ka­cje i wykształ­ce­nie pre­dys­po­nu­ją je do wyko­ny­wa­nia gre­edy work z nie­kon­tro­lo­wa­nym cza­sem pra­cy. Taka pra­ca z kolei czę­sto oka­zu­je się być nie do pogo­dze­nia na przy­kład z macie­rzyń­stwem. To zja­wi­sko nazy­wa­ne jest para­dox of pri­vi­le­ge („para­dok­sem przy­wi­le­ju”) [8]. Kobie­ty te albo decy­du­ją się na cał­ko­wi­te wyłą­cze­nie z karie­ry zawo­do­wej, albo podej­mu­ją się prac mniej pre­sti­żo­wych, czę­sto postrze­ga­nych jako ste­reo­ty­po­wo kobie­ce – na przy­kład w naucza­niu czy trze­cim sek­to­rze. Takie sytu­acje nie tyl­ko skut­ku­ją poten­cjal­nym zatrzy­ma­niem roz­wo­ju zawo­do­we­go poszcze­gól­nych jed­no­stek, ale bez­po­śred­nio prze­kła­da­ją się na mniej­szą repre­zen­ta­cję kobiet na pozy­cjach przywódczych. 

Brak zaufa­nia do systemu

Pod­su­mo­wu­jąc, rosną­cy brak zaufa­nia do sys­te­mu skut­ku­je róż­ny­mi reak­cja­mi ze stro­ny kobiet. Pod­czas gdy róż­ne gru­py femi­ni­stycz­ne nawo­łu­ją do kolek­tyw­ne­go dzia­ła­nia, tra­dwi­ves obie­ra­ją inną dro­gę. Sko­ro sys­tem nie dzia­ła, nale­ży radzić sobie samej – jed­nym sło­wem, odciąć się od kapi­ta­li­zmu i pra­cy zarob­ko­wej, zamiast tego two­rząc swo­ją bez­piecz­ną bań­kę, osa­dzo­ną w tra­dy­cji oraz indy­wi­du­ali­zmie. Takie dzia­ła­nia nie sta­no­wią reme­dium na kry­zys sys­te­mu opie­ki, ale prze­no­szą odpo­wie­dzial­ność z pań­stwa na poszcze­gól­ne jed­nost­ki. Zamiast wal­czyć o powsta­wa­nie żłob­ków czy przed­szko­li finan­so­wa­nych z budże­tu pań­stwa, kobie­ty cały cię­żar opie­ki bio­rą na siebie.

Indy­wi­du­ali­za­cja opie­ki sta­no­wi pro­blem nie tyl­ko dla­te­go, że pogłę­bia nie­rów­ność płci. Przy­czy­nia się tak­że do postę­pu­ją­ce­go pro­ble­mu pola­ry­za­cji. Jeże­li nie może­my pole­gać na sys­te­mie w jed­nej kwe­stii, to czy może­my ufać mu w innych? Postę­pu­ją­cy brak zaufa­nia zaczy­na prze­no­sić się rów­nież na inne obsza­ry życia. Tra­dwi­ves odgry­wa­ją m.in. dużą rolę w pro­mo­wa­niu ruchów antysz­cze­pion­ko­wych, ale tak­że innych nar­ra­cji cha­rak­te­ry­stycz­nych dla skraj­nie pra­wi­co­wych śro­do­wisk, takich jak stra­sze­nie o rze­ko­mym zagro­że­niu ze stro­ny ruchów queero­wych i femi­ni­stycz­nych, czy sze­rzej – pod­wa­ża­nie wie­dzy nauko­wej i wia­ry­god­no­ści insty­tu­cji publicz­nych [9] [10]. 

Dla przy­kła­du, głów­ną rze­czą, na któ­rą tra­dwi­ves poświę­ca­ją swój czas to przy­go­to­wy­wa­nie jedze­nia od zera („from scratch”). W ten spo­sób usi­łu­ją uchro­nić swo­ją rodzi­nę przed tok­sycz­ną żyw­no­ścią, któ­ra jest wyni­kiem dys­funk­cyj­ne­go sys­te­mu żyw­no­ścio­we­go. Brak zaufa­nia do jako­ści żyw­no­ści nie jest niczym nowym – ten sam trend był rów­nież obec­ny w latach 50. Codzien­ne pie­cze­nie chle­ba, zara­bia­nie cia­sta na maka­ron i robie­nie wła­sne­go jogur­tu wyma­ga­ją mnó­stwa cza­su i nie są moż­li­we do pogo­dze­nia z peł­no­eta­to­wą pra­cą. Czyn­no­ści te sta­no­wią więc jed­no z wytłu­ma­czeń, dla­cze­go rezy­gna­cja kobiet z pra­cy zarob­ko­wej jest konieczna. 

Pro­ble­mem nie jest wyłącz­nie to, że tra­dwi­ves decy­du­ją się na pozo­sta­nie w domu, aby opie­ko­wać się dzieć­mi i zaj­mo­wać się mężem. Pro­ble­mem jest to, że patrząc na tre­ści, w któ­rych influ­en­cer­ki roman­ty­zu­ją ten styl życia, nie dostrze­ga­my, jak bar­dzo jest on upo­li­tycz­nio­ny. Sam choć­by pro­blem żyw­no­ści, a w szcze­gól­no­ści pro­mo­wa­nie orga­nicz­nych pro­duk­tów, uwy­dat­nia róż­ni­ce kla­so­we, któ­re tra­dwi­ves tak bar­dzo usi­łu­ją zata­ić. Te róż­ni­ce jed­nak wycho­dzą na jaw szcze­gól­nie wte­dy, gdy zna­ne tra­dwi­ves zaczy­na­ją wypusz­czać swo­je wła­sne wyro­by. Przy­kła­do­wo, pakie­ty pro­duk­tów mię­snych ofe­ro­wa­ne przez mar­kę Bal­le­ri­na Farm nale­żą­cą do Han­ny Neele­man się­ga­ją 199 dola­rów, a zesta­wy wypie­ków – 149 dola­rów, w momen­cie, gdy mie­sięcz­ny budżet żyw­no­ścio­wy prze­cięt­nej miesz­kan­ki czy miesz­kań­ca Sta­nów Zjed­no­czo­nych wyno­si od 315 (w wer­sji oszczęd­nej) do 485 (w wer­sji prze­cięt­nej) dola­rów. Jed­nym sło­wem, dla więk­szo­ści kobiet pro­mo­wa­ne stan­dar­dy są nie­moż­li­we do spełnienia.

Ruch tra­dwi­ves ma więc cha­rak­ter sil­nie kla­so­wy. Model życia pro­po­no­wa­ny przez influ­en­cer­ki nie jest moż­li­wy do osią­gnię­cia dla więk­szo­ści kobiet. W samych Sta­nach Zjed­no­czo­nych jedy­nie nie­wie­le ponad 20% kobiet w wie­ku mię­dzy 25 a 54 lat nie jest czyn­na zawo­do­wo. Z kolei naj­bar­dziej zna­ne inter­ne­to­we tra­dwi­ves nie tyl­ko czer­pią zyski ze swo­jej dzia­łal­no­ści w inter­ne­cie, ale są rów­nież w posia­da­niu ogrom­ne­go kapi­ta­łu spo­łecz­ne­go i finansowego. 

Wyżej wspo­mnia­na Han­nah Neele­man, publi­ku­ją­ca tre­ści jako Bal­le­ri­na­Farm, ukoń­czy­ła Juil­liard, uwa­ża­ną za jed­ną z naj­lep­szych szkół arty­stycz­nych na świe­cie. Jej mężem jest Daniel Neele­man, syn miliar­de­ra Davi­da Neele­ma­na, któ­ry jest z kolei m.in. zało­ży­cie­lem linii lot­ni­czej Jet­Blue. Podą­ża­jąc za marze­niem Danie­la o „pro­stym życiu w gospo­dar­stwie”, para pro­wa­dzi pod mar­ką Bal­le­ri­na Farm ogrom­ne gospo­dar­stwo w Utah, praw­do­po­dob­nie war­te (w roku zaku­pu, czy­li w 2018) 2,75 milio­na dola­rów. Oprócz przy­cho­dów gene­ro­wa­nych przez samą far­mę, Han­nah pro­wa­dzi rów­nież sklep inter­ne­to­wy, gdzie sprze­da­je swo­je produkty.

Z kolei Nara Smith roz­po­czę­ła swo­ją karie­rę jako model­ka. Aktu­al­nie sku­pia się głów­nie na roz­wi­ja­niu swo­jej karie­ry w inter­ne­cie. W 2026 roku For­bes umie­ścił ją na liście For­bes’ 2026 Top Cre­ators list, sza­cu­jąc  jej zarob­ki na 7,5 milio­na dolarów. 

Hipo­kry­zja popu­lar­nych influencerek

Tra­dwi­ves robią dla mło­dych kobiet coś bar­dzo kuszą­ce­go – sprze­da­ją obraz kobie­ty, któ­ra jest wol­na, bo nie musi pra­co­wać zarob­ko­wo. Spę­dza swo­je dni w domu, oto­czo­na gro­mad­ką dzie­ci, gotu­jąc kolej­ny posi­łek dla męża. Cały ten obra­zek, dodat­ko­wo upstrzo­ny pięk­ny­mi (choć mało wygod­ny­mi czy prak­tycz­ny­mi) stro­ja­mi, wyglą­da kuszą­co w cha­otycz­nym świe­cie, gdzie kobie­ty dosta­ją co rusz sprzecz­ne komu­ni­ka­ty doty­czą­ce roli, jaką powin­ny wyko­ny­wać w spo­łe­czeń­stwie. Zmę­czo­ne femi­ni­stycz­ny­mi hasła­mi o nie­za­leż­no­ści, odno­szą się one do nich nie­zbyt przy­chyl­nie, bio­rąc pod uwa­gę trud­ną obec­nie sytu­ację na ryn­ku pra­cy nie tyl­ko w Pol­sce, ale rów­nież glo­bal­nie. Nic więc dziw­ne­go, że kolo­ro­we i este­tycz­ne rol­ki czy Tik­To­ki pro­mu­ją­ce tzw. tra­dy­cyj­ną kobie­cość wyglą­da­ją zachęcająco. 

War­to jed­nak zauwa­żyć pew­ne sprzecz­no­ści w nar­ra­cji tych influ­en­ce­rek. Sku­szo­ne wizją powro­tu do tra­dy­cyj­ne­go życia, wie­le mło­dych kobiet może nie zauwa­żyć, że ich ulu­bio­ne twór­czy­nie tak napraw­dę mimo prze­ka­zu tra­dy­cyj­ne nie są. Wie­le z nich w grun­cie rze­czy zara­bia na swo­ich tre­ściach w mediach spo­łecz­no­ścio­wych. Mają więc one dochód, któ­ry moż­na potrak­to­wać jako ewen­tu­al­ne zabez­pie­cze­nie finan­so­we. To z kolei daje wra­że­nie celo­we­go kre­owa­nia mar­ki. War­to zauwa­żyć tę nie­spój­ność prze­ka­zu cho­ciaż­by dla­te­go, że jego skut­ki mogą być po pro­stu nie­bez­piecz­ne. Trend tra­dwi­ves wysy­ła kobie­tom komu­ni­kat, że speł­nie­nie dla kobie­ty ozna­cza odda­nie się pod opie­kę męż­czy­zny, nie­pra­co­wa­nie, zaj­mo­wa­nie się domem i dzieć­mi, ogra­ni­cze­nie auto­no­mii decy­zyj­nej. Pro­mu­je on więc model pod­po­rząd­ko­wa­nia i zależ­no­ści kobiet. Zależ­ność i pod­po­rząd­ko­wa­nie są cia­łem i duchem tej nar­ra­cji: męż­czy­zna to Twój opie­kun i prze­wod­nik, masz mu się oddać w opie­kę, zaufać cał­ko­wi­cie, niech Cię pro­wa­dzi, a Ty mu nie wchodź w dro­gę, tyl­ko za nim podą­żaj – i pamię­taj, aby nie przy­cią­gać wzro­ku innych męż­czyzn. Influ­en­cer­ki tra­dwi­fe jed­nak nie speł­nia­ją tych kry­te­riów – moż­na zauwa­żyć, że same publi­ku­ją swój wize­ru­nek w inter­ne­cie, któ­re­go odbior­ca­mi są milio­ny. Mają swój wła­sny głos, plat­for­mę, eks­po­nu­ją swo­je poglą­dy w wyra­zi­sty spo­sób, a przede wszyst­kim korzy­sta­ją z moż­li­wo­ści zara­bia­nia na publi­ko­wa­nych tre­ściach, jed­no­cze­śnie pozu­jąc w mediach spo­łecz­no­ścio­wych na zależ­ne i ule­głe. Ta hipo­kry­zja jest nie­bez­piecz­na, bo ma real­ny wpływ na rze­czy­wi­stość. Odbior­czy­nia­mi takich tre­ści są głów­nie kobie­ty, a użyt­kow­ni­czek, do któ­rych tra­fia ten prze­kaz są milio­ny. Łatwo więc sobie wyobra­zić, na jaką ska­lę roz­prze­strze­nił się opi­sy­wa­ny trend i jak wie­le kobiet może się nim zain­spi­ro­wać. Tra­dwi­ves to nie jest zwy­kłe inter­ne­to­we zja­wi­sko, o któ­rym zapo­mni­my za mie­siąc – trend ten może mieć nama­cal­ne kon­se­kwen­cje spo­łecz­ne, poli­tycz­ne i eko­no­micz­ne, nie­rzad­ko ze stra­tą dla kobiet.

Kto czer­pie korzy­ści z tra­dy­cyj­nych ról płciowych?

Trend tra­dwi­fe jako per­for­mo­wa­nie kobie­co­ści i este­ty­za­cja zależ­no­ści od męż­czy­zny w głów­nej mie­rze sprzy­ja inte­re­som męż­czyzn. Nie powin­na być to zaska­ku­ją­ca teza, ponie­waż to wła­śnie wokół męż­czy­zny i jego potrzeb sku­pia się rola tra­dy­cyj­nej żony. Jej toż­sa­mość rów­nież nie­rzad­ko for­mu­je się w odnie­sie­niu do męż­czyzn. Są to tzw. męsko­cen­trycz­ne kobie­ty, albo jak je nazwa­ła pisar­ka i filo­zof­ka femi­ni­stycz­na bell hooks – male-iden­ti­fied women, czy­li kobie­ty, któ­re opo­wia­da­ją się po stro­nie męż­czyzn, jed­no­cze­śnie dzia­ła­jąc na szko­dę kobiet. Tra­dy­cyj­ne żony repre­zen­tu­ją wła­śnie ten typ kobiet, co moż­na zoba­czyć w mediach spo­łecz­no­ścio­wych – nor­ma­li­zu­ją one bycie ule­głą i uza­leż­nio­ną od męża, kry­ty­ku­ją libe­ral­ne i lewi­co­we kobie­ty albo zamiesz­cza­ją w mediach krzyw­dzą­ce opi­nie. Przy­kła­dem jest mło­da influ­en­cer­ka Savan­na Sto­ne, któ­ra gło­si, że kobie­ty nie powin­ny mieć pra­wa gło­su w wybo­rach, oraz któ­ra zasły­nę­łą sło­wa­mi: ,,Czy pró­bo­wa­łaś zało­żyć let­nią sukien­kę i ugo­to­wać mu ulu­bio­ny posi­łek? Czy pró­bo­wa­łaś napraw­dę słu­chać, kie­dy mówi? Czy pró­bo­wa­łaś być szczę­śli­wa i rado­sna, kie­dy wra­ca do domu, zamiast go drę­czyć? Czy sta­ra­łaś się utrzy­mać dom w czy­sto­ści, żeby był dla nie­go azy­lem, do któ­re­go wra­ca, a nie kolej­nym cha­osem?”. Oczy­wi­ście, kobie­ty tak­że mogą czer­pać korzy­ści z tra­dy­cyj­ne­go ukła­du – nie muszą stre­so­wać się pra­cą zarob­ko­wą, czu­ją się zaopie­ko­wa­ne, mogą budo­wać bli­ską więź z dzieć­mi. To jed­nak dosyć wąska per­spek­ty­wa, któ­ra nie poka­zu­je peł­ne­go obra­zu dyna­mi­ki takie­go mode­lu ani jego poten­cjal­nych skut­ków. Rezy­gna­cja przez kobie­tę z pra­cy zarob­ko­wej powo­du­je powsta­wa­nie asy­me­trii zależ­no­ści w związ­ku. Męż­czy­zna zysku­je więk­szą kon­tro­lę, a rezy­gna­cja z pra­cy zarob­ko­wej ozna­cza dla kobie­ty rezy­gna­cję nie tyl­ko z wła­snych zaso­bów finan­so­wych, ale tak­że poten­cjal­ny brak moż­li­wo­ści odej­ścia od part­ne­ra. Może odbie­rać tak­że poczu­cie spraw­czo­ści, któ­re nie­rzad­ko wpły­wa na samo­oce­nę. Te czyn­ni­ki wła­dzy mogą dawać męż­czyź­nie kon­tro­lę, co nie jest ani roman­tycz­ne, ani bez­piecz­ne w praw­dzi­wym świe­cie, w któ­rym każ­da decy­zja nie­sie za sobą pew­ne ryzy­ko. Zależ­ność finan­so­wa od męż­czy­zny, któ­ry sto­su­je jaką­kol­wiek for­mę prze­mo­cy – fizycz­ną, psy­chicz­ną, sek­su­al­ną, eko­no­micz­ną – odbie­ra kobie­cie moż­li­wość odej­ścia, ochro­ny dzie­ci czy wzię­cia rozwodu. 

Nie­rzad­ko sły­szy się gło­sy męż­czyzn twier­dzą­cych, że to oni poświę­ca­ją się w związ­kach, ponie­waż utrzy­mu­ją rodzi­nę, pod­czas gdy żona prze­by­wa w domu z dzieć­mi. War­to jed­nak zauwa­żyć, że męż­czy­zna będą­cy sin­glem rów­nież cho­dził­by do pra­cy – oczy­wi­ście miał­by mniej wydat­ków, ale nadal robił­by to samo. Z kolei kobie­ta pozo­sta­ją­ca w domu nie dosta­je za swo­ją pra­cę ani gro­sza, choć czę­sto zaj­mu­je się domem cały dzień, tak­że po godzi­nach pra­cy męża, w zasa­dzie wyko­nu­jąc pra­ce domo­we i opie­ku­jąc się dzieć­mi od rana do nocy. War­to więc zadać pyta­nie: kto na tym korzy­sta? Bada­nia eko­no­micz­ne i socjo­lo­gicz­ne potwier­dza­ją, że męż­czyź­ni lepiej pro­spe­ru­ją zawo­do­wo, gdy mają kogoś (naj­czę­ściej part­ner­kę) wyko­nu­ją­cą więk­szość prac opie­kuń­czych i domo­wych. Jest to układ wygod­ny i korzyst­ny przede wszyst­kim dla mężczyzn.

Czy femi­nizm może kry­ty­ko­wać tra­dwi­ves?

Nie­któ­re libe­ral­ne femi­nist­ki w mediach spo­łecz­no­ścio­wych bro­nią opi­sy­wa­ne­go tren­du, jako argu­ment poda­jąc wol­ność wybo­ru. Są one jed­nak w zde­cy­do­wa­nej mniej­szo­ści. Ich zało­że­nie jest takie, że każ­dy kobie­cy wybór jest w porząd­ku, póki wybie­ra kobie­ta. Trud­no się z tym zgo­dzić, bio­rąc pod uwa­gę, że więk­szość naszych wybo­rów jest podyk­to­wa­na tym, co sły­szy­my i widzi­my żyjąc w spo­łe­czeń­stwie. Wąt­pli­wo­ści wzbu­dza stwier­dze­nie, że uzna­wa­nie każ­de­go wybo­ru kobie­ty za słusz­ny jest w inte­re­sie femi­ni­zmu jako ruchu [11]. Mamy tu do czy­nie­nia z kobie­ta­mi, któ­re pro­pa­gu­ją sta­wia­nie kobiet w roli osób zależ­nych, bez real­nej wła­dzy. Jest to zja­wi­sko, z któ­rym femi­nist­ki wal­czy­ły i wal­czą od lat, dla­te­go jego powrót w for­mie tren­du w mediach spo­łecz­no­ścio­wych jest nie­po­ko­ją­cy i poten­cjal­nie ryzy­kow­ny dla mło­dych kobiet – wszak influ­en­cer­ki nie uświa­da­mia­ją tych ostat­nich, z czym może wią­zać się decy­zja o cał­ko­wi­tej zależ­no­ści finan­so­wej od męż­czy­zny. Mło­de kobie­ty dopie­ro for­mu­łu­ją swo­je poglą­dy, a zde­cy­do­wa­nie się na bycie cał­ko­wi­cie zależ­ną finan­so­wo od męż­czy­zny w mło­dym wie­ku może nieść za sobą sze­reg kon­se­kwen­cji, z któ­rych mło­da kobie­ta nie zda­je sobie spra­wy. Każ­da z nas ma pra­wo do wła­sne­go wybo­ru, ale na nie­któ­re wybo­ry war­to patrzeć kry­tycz­nym okiem.

Zależ­ność eko­no­micz­na to groź­na pułapka

Zależ­ność eko­no­micz­na nigdy nie będzie dzia­łać w inte­re­sie kobiet, nie­za­leż­nie od tego, jak ład­nie ktoś tę nar­ra­cję opa­ku­je. Kobie­ta, któ­ra nie ma ani doświad­cze­nia zawo­do­we­go, ani pie­nię­dzy, może mieć trud­no­ści z odej­ściem od prze­mo­co­we­go part­ne­ra. Lub odwrot­nie – może zna­leźć się w bar­dzo trud­nym poło­że­niu, jeże­li jej mąż ogło­si pew­ne­go dnia, że chce roz­wo­du. Prze­moc eko­no­micz­na to udo­ku­men­to­wa­ne zja­wi­sko doty­ka­ją­ce bar­dzo wie­lu kobiet. Finan­so­wa kon­tro­la – wydzie­la­nie pie­nię­dzy, ogra­ni­cza­nie dostę­pu do rachun­ku ban­ko­we­go czy unie­moż­li­wia­nie pod­ję­cia pra­cy zarob­ko­wej – to realia kobiet na całym świe­cie. Nie­ste­ty, to zja­wi­sko rzad­ko jest trak­to­wa­ne poważ­nie. W wie­lu kra­jach nadal panu­je cał­kiem sil­ne prze­ko­na­nie, że kobie­ta powin­na być pod­po­rząd­ko­wa­na męż­czyź­nie, a kon­cept prze­mo­cy eko­no­micz­nej nie jest powszech­nie zna­ny, więc jej prze­ja­wy bywa­ją bagatelizowane.

Zja­wi­sko powro­tu do tra­dy­cyj­ne­go sty­lu życia utrwa­la tak­że wzor­ce męsko­ści, któ­re w dzi­siej­szym świe­cie wie­le kobiet postrze­ga raczej jako szko­dli­we. Utrwa­la­nie tych sta­rych wzor­ców cofa nas do postrze­ga­nia kobiet jako bier­nych, nie­zdol­nych do podej­mo­wa­nia decy­zji, potrze­bu­ją­cych pro­wa­dze­nia przez życie za rękę przez męskie­go opie­ku­na. To zja­wi­sko infan­ty­li­za­cji kobiet, co gor­sza popu­la­ry­zo­wa­ne przez same kobie­ty, od dłuż­sze­go cza­su moż­na zaob­ser­wo­wać w social mediach nie tyl­ko jako trend tra­dwi­ves, ale tak­że w for­mie innych tren­dów mają­cych milio­ny wyświe­tleń i polu­bień. Przy­kła­da­mi są „girl math”, „being good at blue sto­re so I can go to the pink sto­re” oraz „colo­ring whi­le my boy­friend is at his big boy job”. „Girl math” utrwa­la ste­reo­ty­py, że kobie­ty nie kie­ru­ją się logi­ką i roz­sąd­kiem oraz postę­pu­ją nie­roz­sąd­nie oraz nie­od­po­wie­dzial­nie z pie­niędz­mi. ,,Being good at blue sto­re so I can go to the pink sto­re” ozna­cza, że kobie­ta zacho­wu­je się „odpo­wied­nio”, gdy jest z jej part­ne­rem w „męskim” skle­pie, aby on ją potem zabrał do „dziew­czę­ce­go” skle­pu i pozwo­lił jej coś tam kupić. Nie dość, że utrwa­la to ste­reo­ty­py na temat płci i ról płcio­wych, to dodat­ko­wo przed­sta­wia kobie­tę jako dziec­ko, któ­re jest zależ­ne od swo­je­go part­ne­ra. Poka­zu­je kobie­ty jako dzie­cin­ne, głu­piut­kie i „pod wła­dzą” dru­giej oso­by. Z kolei „colo­ring whi­le my boy­friend is at his big boy job” to kolej­ny przy­kład infan­ty­li­za­cji kobiet, tym razem w naj­bar­dziej oczy­wi­stej for­mie. Kobie­ta tutaj jest przed­sta­wio­na jako mała dziew­czyn­ka, któ­ra wyko­nu­je typo­wą dla dzie­ci czyn­ność jaką jest kolo­ro­wa­nie, pod­czas gdy jej part­ner jest w pra­cy i wyko­nu­je poważ­ną pra­cę. Zno­wu poja­wia się tu utrwa­la­nie dyna­mi­ki dam­sko-męskiej jako dziec­ka i doro­słej osoby.

Pol­ska brak wspar­cia, brak wyboru

Kry­zys opie­ki znaj­du­je rów­nież swo­je odnie­sie­nie w pol­skim kon­tek­ście. Według danych GUS jesz­cze w 2018 roku jedy­nie 36% pol­skich gmin posia­da­ło jaką­kol­wiek pla­ców­kę opie­ki nad dzieć­mi do lat trzech. Do 2022 roku odse­tek ten wzrósł do 53,5%, jed­nak nie­mal trzy czwar­te tych pla­có­wek to insty­tu­cje pry­wat­ne, na któ­re więk­szość pol­skich rodzin zwy­czaj­nie nie stać. Kobie­ty decy­du­ją­ce się na macie­rzyń­stwo są czę­sto sta­wia­ne przed fak­tem doko­na­nym – sys­tem nie zapew­nia im infra­struk­tu­ry, któ­ra umoż­li­wi­ła­by aktyw­ność zawo­do­wą. Ma to odzwier­cie­dle­nie rów­nież w danych: Pol­ska nale­ży do sied­miu kra­jów UE, w któ­rych luka zatrud­nie­nia mię­dzy kobie­ta­mi a męż­czy­zna­mi prze­kra­cza śred­nią unij­ną – z wyni­kiem 11,3% zaj­mu­je czwar­te  miej­sce w tej gru­pie

Ponie­waż rocz­ne przy­cho­dy „nie­pra­cu­ją­cej” Neele­man to 40 lat przy­cho­dów prze­cięt­nej Polki czy Pola­ka, więc pró­by dorów­na­nia pro­mo­wa­ne­mu przez tra­dwi­ves spo­so­bu życia są po pro­stu cał­ko­wi­cie nie­re­ali­stycz­ne. Pro­po­no­wa­ne roz­wią­za­nia nie mają żad­ne­go prze­ło­że­nia na rze­czy­wi­stość. Jedy­ną szan­są na popra­wę są zmia­ny na pozio­mie strukturalnym. 

Dla­cze­go war­to być nie­za­leż­ną ekonomicznie? 

Kry­ty­ka femi­ni­stycz­na w wyda­niu innym niż libe­ral­ne, taka, któ­ra nie apro­bu­je bez­kry­tycz­nie decy­zji kobiet o wej­ściu w eko­no­micz­ne uwi­kła­nie, może budzić pew­ne kon­tro­wer­sje czy opór. Nie­mniej jed­nak war­to zauwa­żyć, że wej­ście w zależ­ność eko­no­micz­ną to jedy­nie ilu­zja bez­pie­czeń­stwa obar­czo­na real­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi, czę­sto nie­bez­piecz­ny­mi dla kobiet. W Pol­sce 12% kobiet doświad­czy­ło prze­mo­cy eko­no­micz­nej. Z kolei na ska­li Euro­py ponad 31% kobiet doświad­czy­ło jakie­go­kol­wiek rodza­ju prze­mo­cy ze stro­ny part­ne­ra. Ozna­cza to, że pra­wie jed­na trze­cia kobiet jest lub była w prze­mo­co­wym związ­ku. Ponad­to według bada­nia z 2010 roku, 34% Pola­ków “wydzie­la­nie pie­nię­dzy i kon­tro­lo­wa­nie wydat­ków współ­mał­żon­ka uwa­ża za prze­jaw gospo­dar­no­ści”, a według rapor­tu Euro­pe­an Insti­tu­te for Gen­derx Equ­ali­ty, 36% bada­nych uwa­ża prze­moc eko­no­micz­ną w ramach związ­ku za akcep­to­wal­ną. Prze­moc eko­no­micz­na jest bar­dzo sku­tecz­na w trzy­ma­niu kobie­ty w prze­mo­co­wym związ­ku poprzez ode­bra­nie jej wol­no­ści. Co wię­cej, według danych, któ­ry­mi dys­po­nu­je­my, to wła­śnie dom jest naj­bar­dziej nie­bez­piecz­nym miej­scem dla kobie­ty, a naj­bar­dziej nie­bez­piecz­ną oso­bą jest dla niej jej part­ner. W Pol­sce aż 63% kobiet, któ­re są ofia­ra­mi kobie­to­bój­stwa, ginie z rąk part­ne­ra. Samych ofiar prze­mo­cy domo­wej wśród kobiet było w 2025 roku ponad 50 tysię­cy. Dane Cen­trum Praw Kobiet wska­zu­ją, że każ­de­go dnia z rąk part­ne­ra lub byłe­go part­ne­ra ginie co naj­mniej jed­na kobie­ta. Ozna­cza to, że w prak­ty­ce szan­sa na doświad­cze­nie prze­mo­cy w związ­ku ze stro­ny męż­czy­zny jest nie­ma­ła, a zależ­ność kobie­ty w wymia­rze eko­no­micz­nym zamy­ka jej dro­gę poten­cjal­nej ucieczki.

Jed­nym ze skut­ków zależ­no­ści eko­no­micz­nej jest ubó­stwo poroz­wo­do­we kobiet. Kobie­ty, któ­re pole­ga­ją na docho­dach part­ne­ra, są bar­dziej nara­żo­ne na skut­ki roz­wo­du, a naj­bar­dziej nara­żo­ne są zwłasz­cza mat­ki [12]. Wzrost zatrud­nie­nia ani ali­men­ty czę­sto nie wystar­cza­ją. Męż­czyź­ni tra­cą mniej, bo rza­dziej pole­ga­ją na docho­dzie part­ner­ki, co jest kolej­nym argu­men­tem, by zapew­nić sobie nie­za­leż­ność eko­no­micz­ną. Nie każ­de mał­żeń­stwo koń­czy się roz­wo­dem, jed­nak bufor bez­pie­czeń­stwa w posta­ci pie­nię­dzy może zapo­biec jego nie­ko­rzyst­nym skut­kom oraz pozwo­lić kobie­cie ten roz­wód w ogó­le zainicjować.

W pol­skim kon­tek­ście rzad­ko jest tak­że mowa o eme­ry­tu­rze. Brak aktyw­no­ści zawo­do­wej ozna­cza brak zabez­pie­cze­nia na sta­rość. Według pol­skich prze­pi­sów, oso­by, któ­re nie prze­pra­co­wa­ły ani jed­ne­go dnia, nie mają zagwa­ran­to­wa­nej eme­ry­tu­ry. W szcze­gól­nych przy­pad­kach mogą liczyć na nie­zbyt dużą kwo­tę 1600 zł [13]. Im mniej­sza aktyw­ność zawo­do­wa, tym mniej­sza kwo­ta eme­ry­tu­ry, a kobie­ty są naj­bar­dziej nara­żo­ne na gło­do­we stawki.

Per­spek­ty­wa decy­zyj­no­ści gra bar­dzo dużą rolę w kon­tek­ście tra­dy­cyj­ne­go mał­żeń­stwa i podzia­łu ról. Brak spraw­czo­ści w rela­cji to brak moż­li­wo­ści decy­do­wa­nia, gdy w grę wcho­dzą pie­nią­dze. Kobie­ta mają­ca wła­sny dochód czy finan­so­we zabez­pie­cze­nie może sta­wiać warun­ki lub nie godzić się na nie, gdy są dla niej nie­wy­god­ne. Nie­za­leż­ność eko­no­micz­na zwięk­sza więc pozy­cję nego­cja­cyj­ną kobiety.

Źró­dła

[1] Banet‑Weiser, S. & Reinis, S. (2026). The rage of tra­dwi­ves: Affec­ti­ve eco­no­mies and roman­ti­ci­zing retre­at. Femi­nist The­ory, 27 (1), pp. 50–66.

[2] Ber­lant, L. (2008). Cru­el opti­mism. Dur­ham: Duke Uni­ver­si­ty Press.

[3] Bailyn, L. et al. (2025). The cri­sis of care: A cura­ted discus­sion. Jour­nal of Mana­ge­ment Inqu­iry, 34(4), pp. 351-377.

[4] Flet­cher, J. (1999). Disap­pe­aring acts: Gen­der, power, and rela­tio­nal prac­ti­ce at work. Cam­brid­ge, MA: MIT Press.

[5] Fede­ri­ci, S. (2004). Cali­ban and the witch: Women, the body and pri­mi­ti­ve accu­mu­la­tion. New York: Autonomedia.

[6] Bailyn, L. et al. op cit. 

[7] Ibid.

[8] Ibid.

[9] Farvid, P., Ric­car­di, J., Basker, S., Nathan, R., McGin­ley, C., & Fra­sier, I. (2026). Tra­dwi­fe influ­en­cers and the main­stre­aming of alt-right femi­ni­ni­ty: A visu­al motif ana­ly­sis of gen­de­red extre­mism onli­ne. Psy­cho­lo­gy of Women Quar­ter­ly, 50(2), 165–185.

[10] Banet-Weiser, S., & Reinis, S. op. cit.

[11] Thwa­ites, R. (2017). Making a cho­ice or taking a stand? Cho­ice femi­nism, poli­ti­cal enga­ge­ment and the con­tem­po­ra­ry femi­nist move­ment. Femi­nist The­ory, 18(1), 55–68. 

[12] Hogen­do­orn, B., Leopold, T., & Bol, T. (2020). Divor­ce and diver­ging pover­ty rates: A risk-​and-​vulnerability appro­ach. Jour­nal of Mar­ria­ge and Fami­ly, 82(3), 1089–1109. 

[13] Usta­wa z dnia 13 paź­dzier­ni­ka 1998 r. o sys­te­mie ubez­pie­czeń spo­łecz­nych (Dz. U. 1998 Nr 137 poz. 887).