Do czerwca 2022 r. kwestia legalności prostytucji w Belgii była dość niejasna – mimo braku faktycznej prawnej dekryminalizacji, kobiety w prostytucji mogły działać jako osoby samozatrudnione, a co za tym idzie, mieć prawo do np. świadczeń społecznych. Pomimo, że stręczycielstwo oraz sutenerstwo nie były legalne, Belgia kierowała się tzw. “polityką tolerancji”, co pozwalało, aby w większych miastach istniały liczne domy publiczne, a nawet całe dzielnice niekryjące swojej działalności, a sama Belgia była krajem docelowym dla handlarzy ludźmi z całego świata. Dopiero nowy kodeks karny wprowadził zmiany, takie jak depenalizacja osób trzecich (osoby zajmujące się udostępnianiem lokalu czy księgowością nie są już uznawane za stręczycieli, jak to miało miejsce wcześniej), możliwość zawierania umów o pracę, które mają gwarantować dostęp do ubezpieczenia zdrowotnego i emerytalnego, zasiłków dla bezrobotnych, czy urlopów macierzyńskich. Nowe prawo zakłada również prawo do odmowy usługi bez konsekwencji dyscyplinarnych. Belgia stała się więc pierwszym krajem w Europie (i drugim na świecie po Nowej Zelandii), który dokonał pełnej dekryminalizacji prostytucji, jednak najważniejszą zmianą, jaką wprowadziła ustawa, jest faktyczna akceptacja stręczycielstwa przez państwo. Zwolennicy zmian argumentowali, że reforma ograniczy handel ludźmi oraz stygmatyzację kobiet w prostytucji.
Czy tak się stało? Chcąc lepiej zrozumieć skutki wprowadzonych reform, zwróciłam się z pytaniami do organizacji Isala – brukselskiej organizacji pomocowej, która od lat walczy o podmiotowość kobiet i oferuje realne drogi wyjścia z systemu prostytucji.
Jakie konkretne zagrożenia widzicie w fakcie, że po reformie prawnej z 2022 r., osoby trzecie mogą teraz czerpać zyski z prostytucji pod płaszczykiem „umów o pracę”?
To połączenie dwóch ustaw pozwala na zawieranie legalnych „umów o pracę” w celu uprawiania prostytucji: ustawy z 2022 r., która zmienia belgijski kodeks karny, oraz ustawy z 2024 r. z zakresu prawa pracy, która ustanawia system certyfikacji dla sutenerów, aby mogli zatrudniać osoby do prostytucji, pod warunkiem spełnienia szeregu warunków.
Zagrożenia są wielorakie:
- Ryzyko dalszej legitymizacji stręczycielstwa w Belgii, zarówno pod tą, jak i innymi postaciami, co – jak niestety dowiodła praktyka – faktycznie ma miejsce. Jednocześnie argumentacja, że przepisy te pozwolą na wyraźne oddzielenie „złego” handlu ludźmi i stręczycielstwa (które policja i wymiar sprawiedliwości powinny ścigać) od „dobrej pracy seksualnej”, okazała się nieprawdziwa. W rzeczywistości policja (a ogólniej administracja federalna) nie ściga stręczycieli, którzy nie przestrzegają ustawy z 2024 roku. Administracyjna tolerancja dla stręczycielstwa, która istniała już przed przyjęciem ustaw z lat 2022 i 2024, jest po prostu większa niż wcześniej.
W tym kontekście zmian wprowadzonych przez ustawę z 2024 r. nie należy rozpatrywać samodzielnie, lecz w połączeniu z szerszą dekryminalizacją innych form stręczycielstwa. Decydujące jest na przykład zdekryminalizowanie platform internetowych kojarzących osoby prostytuowane z „klientami” (co wcześniej było „tylko” tolerowane). Widzieliśmy na przykład, że prominentna platforma internetowa „Quartier Rouge” otwarcie zamieszcza „oferty pracy” w imieniu „pracodawców”, którzy niekoniecznie spełniają warunki ustawy z 2024 r., a zatem w zasadzie są nielegalnymi stręczycielami. - Ryzyko dalszego wzrostu przemysłu seksualnego w Belgii. Jest jeszcze za wcześnie, by to jednoznacznie stwierdzić, ale jasne jest, że te przepisy prawdopodobnie uczynią Belgię atrakcyjnym miejscem dla handlarzy ludźmi i stręczycieli wszelkiego rodzaju.
- Ryzyko postępującej normalizacji – a nawet glamoryzacji – prostytucji, która jest już daleko posunięta, nawet w stosunku do nieletnich. Na przykład w ramach edukacji seksualnej w szkołach dzieci uczą się, że zgoda na akty seksualne może być „transakcyjna”, co uznaje się za dopuszczalne. W tym sensie normalizacja prostytucji nie jest bezpośrednią konsekwencją zmian ustawodawczych, ale stanowi część szerszej kultury, która w pierwszej kolejności umożliwiła te zmiany.
Czy z waszego doświadczenia wynika, że posiadanie statusu prawnego (umowy o pracę) faktycznie zmniejsza poziom traumy i przemocy, której kobiety w prostytucji doświadczają ze strony klientów?
Nie mamy w tym zakresie bezpośredniego doświadczenia. Istnieje bardzo niewielu legalnych stręczycieli, a co za tym idzie, również niewiele osób pracujących w Belgii pod egidą umowy o pracę i, o ile mi wiadomo, żadna z nich nie zgłosiła się do nas po wsparcie.
Nie ma też jeszcze żadnych badań empirycznych na ten temat, ponieważ jest na to za wcześnie. Pierwsze certyfikaty przyznane tym legalnym stręczycielom wydano zaledwie kilka miesięcy, lub nawet tygodni, temu. W rzeczywistości niewielu z nich jest zainteresowanych legalizacją, co jest bardzo logiczne, biorąc pod uwagę administracyjną tolerancję, z której obecnie korzystają. Mogą nadal robić to, co chcą, bez konieczności przestrzegania warunków prawnych, ponosząc przy tym niewielkie lub żadne ryzyko prawne. W praktyce często nazywają swoje kontrakty „umowami o świadczenie usług” zamiast „umowami o pracę”, co nie robi istotnej różnicy.
Jedna z wolontariuszek Isali przeanalizowała fora internetowe klientów niektórych stręczycieli, którzy otrzymali certyfikację. Oto wnioski, jakie udało jej się wyciągnąć:
- Biznes stręczycieli wydawał się pozostawać niezmieniony przed i po wejściu w życie ustawy;
- Klienci skarżyli się na przykład, że osoby prostytuowane (czasem wskazane z imienia), z których usług korzystali, nalegały na użycie prezerwatywy. Innymi słowy, podstawowa ochrona, którą ustawa z 2024 r. miała zapewnić „pracownikom seksualnym” (sformułowanie użyte w ustawie), polegająca na tym, że powinni oni mieć możliwość odmowy określonych aktów/praktyk seksualnych itp., nie wydawała się tak oczywista. Warto doprecyzować, że ustawa z 2024 r. nie nakłada żadnych obowiązków na samych klientów w tym – ani w żadnym innym – zakresie.
Czy dekryminalizacja z 2022 r. ułatwiła policji identyfikację ofiar handlu ludźmi, czy wręcz przeciwnie – utrudniła odróżnienie kogoś, kto jest samodzielnie podjął wybór trudnienia się prostytucją, od kogoś, kto jest zmuszany?
Tak jak wcześniej mówiłyśmy, trudno o dane empiryczne, ponieważ prawo weszło w życie niedawno, a w rzeczywistości tolerancja administracyjna dla stręczycielstwa była w Belgii już wcześniej niezwykle wysoka. Przykład platformy „Quartier Rouge” jest tu wymowny: rejestrowano tam średnio 200 nowych „profili” każdego miesiąca, zarówno przed, jak i po ustawie. Mimo, że ich działalność była wyraźnie nielegalna przed 2022 r., sutenerzy nie napotkali żadnych konsekwencji prawnych.
Ponadto jednym z problemów w Belgii jest brak badań i jasnych danych liczbowych dotyczących prostytucji, handlu ludźmi w celach seksualnych itp.
Jeśli chodzi o nas, miałyśmy przypadek, w którym zgłosiłyśmy porwanie i podejrzenie handlu ludźmi. Zajęcie się sprawą zajęło miesiące, aż w końcu policjanci odpowiedzieli oględnie, że skoro prostytucja jest teraz legalna, nie mogą wiele w tej sprawie zrobić. Moje przypuszczenie (choć nie mam na to dowodów) jest takie, że policja ma ogromne braki kadrowe. Handel ludźmi w celu prostytucji nie jest priorytetem politycznym (podobnie jak ochrona ofiar, na którą przeznacza się bardzo mało środków), zatem zmiany legislacyjne mogą po prostu nieco ułatwiać oddalanie skarg.
Dlaczego Belgia skupia się na regulowaniu „pracy” kobiet, zamiast zająć się zachowaniem mężczyzn i ograniczeniem popytu na kupowanie ciał?
Same w sobie ustawy z lat 2022 i 2024 w przeważającej mierze NIE regulują „pracy” kobiet. W bardzo znacznym stopniu dekryminalizują one stręczycielstwo, nakładając na stręczycieli jedynie kilka warunków. Ustawa z 2024 r., stanowiąca ramy prawne dla umowy o pracę, jest skierowana do stręczycieli, a nie do kobiet. Na papierze to one są beneficjentkami prawa, jako że zapewnia się im pewne prawa socjalne jako pracownikom. Należy tu jednak poczynić kilka zastrzeżeń:
- Nadal jest to kwestia włączenia prostytucji w ramy umowy o pracę. Oznacza to, że kobiety muszą być trafić w tym celu do rejestrów, być zarejestrowane w systemie ubezpieczeń społecznych, dla bezrobotnych itp.
- Niektóre choroby przenoszone drogą płciową są uznawane za ryzyko zawodowe w kontekście umowy o pracę, ale nie wtedy, gdy kobiety pracują jako „freelancerki”. Stanowi to rodzaj zachęty do pracy pod nadzorem pracodawcy.
- Specyficzna regulacja platform internetowych, kojarzących osoby prostytuowane z klientami wymaga, aby platformy te dokonywały kontroli profili (czy posiadają dokumenty, dowód osobisty itp.), co w istocie sprowadza się do formy ich regulowania.
Odnośnie pytania, dlaczego Belgia nie zajmuje się zachowaniem mężczyzn ani nie dąży do ograniczenia popytu:
- To prawda, że tego nie robi. Jak już mówiłam, żadna z nowych ustaw nie nakłada ŻADNYCH obowiązków na klientów, nawet w tak podstawowych kwestiach jak prezerwatywy.
- Domniemanym powodem jest to, że prostytucja nie jest sama w sobie przemocą, lecz pracą, pod warunkiem, że transakcja jest uczciwa i nie odbywa się pod przymusem. Przymus ekonomiczny absolutnie nie jest tu brany pod uwagę. Całkowicie lekceważy się zachowania klientów, a w szerszym ujęciu kupujący stają się całkowicie niewidzialni.
- Zgodnie z tą samą ideą, Belgia nie stara się ograniczyć popytu, ani prostytucji jako całości.
Ile osób faktycznie korzysta każdego roku z belgijskich programów wyjścia z przemysłu i czy państwo finansuje je w stopniu wystarczającym w porównaniu do tego, ile zarabia na podatkach z prostytucji?
Bardzo chciałabym znać odpowiedź na to pytanie! Programy wyjścia są skrajnie nieliczne, są prowadzone przez zaledwie kilka stowarzyszeń, takich jak Isala w Brukseli i kilka innych w całym kraju. Takie organizacje są wysoce niedofinansowane i brakuje im zasobów. Na tym etapie nie ma dedykowanego finansowania dla podobnej działalności. Na przykład Isala korzysta z funduszy na pracę socjalną, ale nie konkretnie na programy wychodzenia z prostytucji. Nie ma dedykowanych priorytetowych systemów wsparcia w zakresie mieszkalnictwa, zdrowia itp. Nie ma też możliwości, aby kobiety prostytuowane, niezależnie od tego, czy były zmuszane przez stręczyciela czy nie, mogły uzyskać dokumenty pobytowe na tej podstawie.
Biorąc pod uwagę, że zdecydowana większość osób w belgijskich domach publicznych to kobiety z Nigerii, Rumunii i Bułgarii, czy nazywanie tego „pracą” nie maskuje globalnego handlu ludźmi i nierówności ekonomicznych?
Mowa o większej ilości państw. Jest też wiele kobiet z Brazylii (najliczniejsza narodowość), obecnie z Ukrainy, Maroka, Albanii… Ogółem wiele cudzoziemek. Jest wśród nich wiele kobiet bez dokumentów i z różnych mniejszości w swoich krajach, na przykład tureckojęzycznych Bułgarek czy Romek z Rumunii i Bułgarii itp. Ogólniej rzecz biorąc, kobiety w prostytucji, włączając w to Belgijki, wykazują nieproporcjonalny poziom różnego rodzaju czynników podatności na krzywdę, takich jak wywodzenie się z dysfunkcyjnych rodzin, nadużycia seksualne w dzieciństwie czy ubóstwo, które napędzają prostytucję i są przez nią wzmacniane.
Naszym zdaniem nazywanie prostytucji pracą faktycznie maskuje wykorzystywanie seksualne, które jest nierozerwalnie związane z prostytucją, nawet jeśli nie jest to handel ludźmi per se. Widzimy, że prostytucja leży na przecięciu wyzysku kapitalistycznego, neokolonialnego i patriarchalnego.
Czy promując legalną „pracę seksualną”, państwo belgijskie nie zamyka drogi do wyjścia z branży? Czy łatwiej jest rzucić „pracę”, czy uciec z „systemu prostytucji”?
Jednym z argumentów przemawiających za ustawą z 2024 r. (prawo pracy) jest to, że pozwala ona osobom w prostytucji uzyskać zasiłek dla bezrobotnych, gdy opuszczą branżę. Mogłyby więc na tej podstawie wybrać inną pracę, jeśli tak zdecydują. W każdym razie taki argument był wysuwany.
Tak jak napisałyśmy powyżej, tylko garstka osób objęta jest zakresem ustawy. Płace są skrajnie ograniczone, co oznacza, że aby „skorzystać” z zasiłku dla bezrobotnych, kobiety musiałyby poddać się ogromnej liczbie niechcianych aktów seksualnych…
Poza tym, jak słusznie zauważasz, prawo postrzega wyjście wyłącznie jako zmianę kariery, podczas gdy z doświadczenia wiemy, że wyjście – bądź ucieczka – z systemu prostytucji to coś zupełnie innego.
Zwolennicy prawa mówią o „bezpieczeństwie”. Jakie są wskaźniki PTSD (zespołu stresu pourazowego) wśród kobiet pracujących legalnie w belgijskiej prostytucji w porównaniu do ofiar innych form przemocy?
Nie mamy na ten temat żadnych danych.
Dlaczego Belgia ułatwia dostęp do usług seksualnych, zamiast – wzorem Szwecji czy Francji – edukować klientów, że ciało innej osoby nie jest towarem?
Jeśli cofniemy się w czasie, zobaczymy, że COVID był czynnikiem zapalnym – lub, powiedzmy, został wykorzystany jako taki. Argumentowano, że podczas COVID-u osoby w prostytucji nie mogły „pracować”, a jednocześnie potrzebowały pieniędzy. Zostało to wykorzystane jako argument za dekryminalizacją stręczycielstwa i normalizacją prostytucji jako pracy.
W rzeczywistości przepisy dotyczące prostytucji były wysoce nieskuteczne. Nagabywanie na ulicach było karalne. Stręczycielstwo było w zasadzie nielegalne, a jednocześnie w dużej mierze tolerowane. Dysfunkcje prawa zostały przedstawione jako argumenty za dekryminalizacją przemysłu seksualnego. Argumentowano, że potrzebna jest dekryminalizacja prostytucji, podczas gdy to, co faktycznie nastąpiło później, to dekryminalizacja stręczycielstwa i wyzysku (wyjątek stanowi nagabywanie).
Mniej więcej w tym samym czasie, a może nawet nieco wcześniej, stowarzyszenia opowiadające się za dekryminalizacją przemysłu seksualnego otrzymały duże fundusze publiczne, co pozwoliło im urosnąć w siłę i sprawiło, że ich dyskurs zdominował przestrzeń w mediach i wśród polityków. W związku z tym większość partii politycznych, zarówno prawicowych i lewicowych, poparła zmiany legislacyjne.
Poza tym nie mam dowodów na jakiekolwiek inne czynniki wyjaśniające tę sytuację.
Belgijska reforma, choć okrzyknięta sukcesem przez zwolenników liberalizacji, z perspektywy organizacji pomocowych jawi się jako niebezpieczny precedens. Czy system, który legalizuje stręczycielstwo, może realnie chronić najbardziej bezbronnych? Odpowiedź Isali sugeruje, że za fasadą „bezpiecznych umów” kryje się ten sam stary mechanizm wyzysku, a jedyne wsparcie otrzymali stręczyciele, czerpiący zyski z płatnego gwałtu, jakim de facto jest prostytucja.

