Hiszpania to kraj wielu sprzeczności. Z jednej strony jest to państwo zamożne, z drugiej strony walczące z trwającym od lat kryzysem. Z jednej strony wielonarodowe, z drugiej nacjonalistyczne. Jednym z tematów, które dzielą obecną Hiszpanię jest abolicja prostytucji. Kwestia ta budzi gorące emocje w wielu państwach i Hiszpania nie stanowi tutaj wyjątku. Burzliwa historia kraju pokazuje jednak, że usilne starania odważnych kobiet mogą przynieść oczekiwane rezultaty. Niniejszy artykuł przygląda się historii walki z prostytucją w Hiszpanii, od dziewiętnastowiecznych domów tolerancji po dwudziestopierwszowieczny „sex work”.
Status prostytucji w XIX wieku
Na początku warto przyjrzeć się historii legalności prostytucji w Hiszpanii. W skrócie sprawa przedstawia się następująco: prostytucja była w kraju chroniona prawem od dawien dawna. Legalność prostytucji ustalono już w połowie XIX wieku. Przeważał pogląd, że prostytucja jest potrzebna społecznie i w związku z tym powinna być kontrolowana przez państwo. Z tego względu kobiety uwikłane w owym czasie w prostytucję w Hiszpanii funkcjonowały w nadzorowanych przez rząd domach publicznych zwanych „domami tolerancji” (casas de tolerancia). Były one tam rejestrowane, a następnie poddawane regularnym badaniom medycznym, mającym na celu wykrycie chorób wenerycznych. Wszystkie te działania wynikały z postrzegania prostytucji jako „zła koniecznego”, niezbędnego dla poprawnego funkcjonowania mężczyzn. Kobiety w prostytucji traktowano w tym samym czasie jako upadłe moralnie.
Międzywojenne zwycięstwo feministek
Lata trzydzieste przyniosły w Hiszpanii duży postęp w kwestii feminizmu. Kobiety wywalczyły prawo głosu, mogły podejmować się wszelkich, także tych najbardziej prestiżowych zawodów, a dziewczęta uczono w świeckich i koedukacyjnych szkołach. Powstawało wiele stowarzyszeń feministycznych, wydawano także różne publikacje dotyczące tej tematyki. W 1935 roku anarchistyczny rząd republikańskiej Hiszpanii, reprezentowany przez ministrę zdrowia Federicę Montseny, oficjalnie położył kres legalności prostytucji w kraju. Wszelkie domy publiczne zostały zamknięte. Decyzja ta była motywowana zasadami etyki i feminizmu. Hiszpanki i Hiszpanie dostrzegli, że prostytucja to forma wyzysku nieidąca w parze z nowoczesnymi ideałami republikańskiej wolności, do której usilnie dążono.
Dyktatura i co dalej?
Wolność od prostytucji nie trwała jednak długo. W 1939 roku władzę w kraju objął generał Francisco Franco. Pod jego autorytatywnymi rządami feministyczny postęp w Hiszpanii cofnął się drastycznie. W pierwszych latach dyktatury wiele działaczek kobiecych poddano karze śmierci, a te, którym udało się tego uniknąć, były więzione lub zmuszone do opuszczenia kraju. Wprowadzono także wiele praw przekreślających wywalczoną dotychczas wolność kobiet, takie jak prawo do głosu, prawo do rozwodu, prawo do podejmowania pracy i zakładania konta bankowego bez zgody męża. Liczne przepisy były również nierówne wobec kobiet i mężczyzn: cudzołóstwo traktowano jako przestępstwo tylko wtedy, gdy dopuściła się go kobieta. Zabronione były wszelkie formy zrzeszania się kobiet, zakazano publikacji prokobiecych czasopism. Wieść feministyczna mogła nieść się tylko w głębokim podziemiu. Wszystkie te zakazy motywowano walką z anarchizmem, komunizmem i sekularyzacją społeczeństwa. W trakcie swojej dyktatury generał Franco ściśle współpracował z Kościołem Katolickim. Ze względu na moralność chrześcijańską domy publiczne nie mogły istnieć oficjalnie. Tajemnicą poliszynela było jednak, że prostytucja miała się jak najlepiej. Mimo rządowego dyskursu przypominającego o czystości kobiety i jej katolickich powinnościach, władze przymykały oko na istnienie domów publicznych. Uważano, podobnie jak w XIX wieku, że prostytucja po prostu musi istnieć, żeby mężczyzna mógł prawidłowo funkcjonować.
Na początku lat 70. sytuacja hiszpańskich kobiet zaczęła się powoli zmieniać. Wraz z lekkim otwarciem polityki gospodarczej, zezwolono kobietom na podejmowanie się drobnych prac poza domem. Rok 1975 był dla Hiszpanii przełomowy, ponieważ umarł wtedy generał Franco. Po jego śmierci udało się obalić prawo, które głosiło, że to mężczyzna podejmuje wszelkie decyzje za podległą mu żonę. W 1975 roku zaczęły się także odbywać pierwsze od czasów upadku republiki spotkania feministyczne. Nadal nie działały one jednak w pełni otwarcie. Stały się legalne w 1978 roku, kiedy to podpisana wówczas konstytucja przywróciła kobietom prawa wywalczone w latach trzydziestych. Jednak, paradoksalnie bądź nie, otwarcie na demokrację pogorszyło sytuację kobiet w kwestii prostytucji. Nie była ona bowiem ani legalna, ani zakazana. Korzystając z nowo nabytej wolności gospodarczej, Hiszpanie masowo zakładali nowe domy publiczne. Interes kwitł.
Lata 90. przyniosły istniejące już w niektórych krajach Zachodnich, ale niespotykane dotąd w Hiszpanii zjawisko: nazywanie prostytucji „pracą”. Wynikły z tego zażarte debaty między zwolennikami legalizacji prostytucji a abolicjonistkami. Kolejna dekada, wraz z rozwojem gospodarczym i napływem ludności z uboższych krajów (przede wszystkim Ameryki Łacińskiej), przyniosła jeszcze większe rozbudowanie siatki domów publicznych. Hiszpania uplasowała się w czołówce europejskich państw jeśli chodzi o popyt i podaż na prostytucję. Ta niepokojąca sytuacja zmobilizowała jednak działaczki feministyczne do wywierania większej presji na rząd, który rozpoczął debatę o wprowadzeniu modelu abolicyjnego znanego z krajów nordyckich, czy chociażby sąsiedniej Francji.
XXI wiek – nowa nadzieja?
Jak sytuacja wygląda obecnie? Do niedawna wydawało się, że sprawa przedstawia się obiecująco. Rządząca Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (el Partido Socialista Obrero Español) wspólnie z koalicjantami prezentuje postawy o charakterze otwarcie abolicyjnym. Rząd postrzega zatem prostytucję jako formę przemocy wobec kobiet i stara się znaleźć skuteczne rozwiązania polegające na dekryminalizacji osób sprzedających seks, przy równoczesnym karaniu klientów i osób trzecich zaangażowanych w transakcję. Funkcjonujące do tej pory nielegalne domy publiczne zostałyby więc ponownie odgórnie zamknięte. W czerwcu 2022 parlament Hiszpanii poparł wniosek o stworzenie prawa abolicyjnego. Karze podlegaliby klienci, stręczyciele, oraz inne osoby czerpiące zyski z prostytucji. Osoby w prostytucji nie podlegałyby karze. Trzy lata później, w czerwcu 2025 r., ministra równości Ana Redondo ogłosiła, że wstępny projekt ustawy abolicyjnej zostanie przedstawiony Radzie Ministrów na koniec września. Aby projekt przeszedł, wymagana była większość bezwzględna. Nie została ona osiągnięta, ale ministra Redondo nie traci nadziei, a nawet pracuje nad jeszcze ambitniejszym projektem, uwzględniającym także prostytucję online na platformach takich jak OnlyFans. Jej propozycja, mimo bariery, którą napotkała w rządzie, znajduje coraz więcej zwolenniczek i zwolenników, a sama Redondo konsekwentnie podkreśla, że nie ustąpi w tej ważnej kwestii.
Mimo odważnych wizji na przyszłość naturalnie na drodze do abolicji prostytucji w Hiszpanii stoi też kilka przeszkód. Pierwszą z nich jest brak porozumienia. Mowa tu zarówno o porozumieniu między stronnictwami politycznymi, jak i między feministkami działającymi w różnych nurtach. W kwestii grup politycznych można zauważyć pewną niezgodę na lewicy: niektóre mniejsze partie przeciwstawiają propozycji abolicjonistycznej regulację (a więc uznanie prostytucji za zawód). Podobnie ma się rzecz z feministkami. Mimo że przeważają głosy abolicjonistyczne, silne jest również poparcie dla idei „pracy seksualnej”, a więc poglądu, jakoby prostytucja była wyrazem osobistej emancypacji i jako taka powinna być chroniona prawnie.
Wbrew głosom strony przeciwnej, hiszpańskie abolicjonistki mogą pochwalić się dużymi sukcesami. Jeszcze kilka lat temu abolicja prostytucji nie była istotnym tematem w hiszpańskiej debacie publicznej. Dzisiaj natomiast stanowi ona w rządzie niejako oś rozmów o prawach kobiet. W swoim programie wyborczym, a także późniejszych wypowiedziach, na walkę z prostytucją zwrócił uwagę nawet premier Hiszpanii Pedro Sánchez. Propozycja ustawy spotkała się w parlamencie z dużym poparciem, choć, jak się okazało, niewystarczającym. Z drugiej jednak strony pojawia się coraz więcej stowarzyszeń feministycznych działających w duchu abolicyjnym, a sam projekt ustawy ma być przedstawiony do ponownego rozpatrzenia.
Jak widać, Hiszpania znajduje się teraz w ciekawym punkcie. Mimo głosów sprzeciwu istnieje realna szansa na wprowadzenie w kraju modelu abolicjonistycznego, co stanowiłoby kamień milowy w walce o prawa hiszpańskich kobiet. Nie pozostaje nam więc nic innego niż trzymać za nie kciuki.
