Kobietobójstwo w Polsce. Wywiad z Alicją Serafin z fundacji Femicide in Poland

Wywiad z Ali­cją Sera­fin, zało­ży­ciel­ką fun­da­cji Femi­ci­de in Poland, praw­nicz­ką, kry­mi­no­loż­ką, laty­no­ame­ry­ka­nist­ką i tłu­macz­ką przy­się­głą języ­ka hisz­pań­skie­go. Roz­mo­wę prze­pro­wa­dzi­ła Pali­na Apa­no­vich, człon­ki­ni Sto­wa­rzy­sze­nia Bez.

Pali­na Apa­no­vich: Chcia­ła­bym zacząć od pyta­nia pry­wat­no-ogól­ne­go, żeby przed­sta­wić Pani syl­wet­kę naszym czy­tel­nicz­kom: kim Pani jest, czym się Pani zaj­mu­je, i co też spra­wi­ło, że dokład­nie tym się pani zajmuje?

Ali­cja Sera­fin: Z wykształ­ce­nia jestem praw­nicz­ką i kry­mi­no­loż­ką, laty­no­ame­ry­ka­nist­ką i tłu­macz­ką. Zaj­mu­ję się pro­ble­ma­ty­ką kobie­to­bójstw od 2016 roku, bo wte­dy zaczy­na­łam pisać pra­cę magi­ster­ską na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim o kobie­to­bój­stwie w Ciu­dad Juárez w Mek­sy­ku. Zain­te­re­so­wał mnie wte­dy ten temat, bo byłam jed­no­cze­śnie stu­dent­ką filo­lo­gii hisz­pań­skiej i spe­cja­li­zo­wa­łam się wła­śnie w regio­nie Ame­ry­ki Łaciń­skiej, a ponad­to uczęsz­cza­łam na semi­na­rium kry­mi­no­lo­gicz­ne na Wydzia­le Pra­wa Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go pod opie­ką pro­fe­sor Moni­ki Pła­tek. W pra­cy magi­ster­skiej, poświę­co­nej kobie­to­bój­stwom, uda­ło mi się rów­nież usta­lić, że Mek­syk wca­le nie był pierw­szym pań­stwem, któ­re wpro­wa­dzi­ło ter­min „kobie­to­bój­stwo” – wcze­śniej zro­bi­ła to Kosta­ry­ka. Mek­syk wpro­wa­dził jed­nak naj­szer­sze prze­pi­sy, dzia­ła­ją­ce na pozio­mie fede­ral­nym i we wszyst­kich sta­nach, w tym w sta­nie Chi­hu­ahua i słyn­nym Ciu­dad Juárez. Obec­nie par­la­ment mek­sy­kań­ski pra­cu­je nad regu­la­cją ujed­no­li­ca­ją­cą wszyst­kie prze­pi­sy sta­no­we w tym zakre­sie. Co istot­ne, pomi­mo nagło­śnie­nia sytu­acji w Mek­sy­ku, sta­ty­stycz­nie naj­wię­cej kobie­to­bójstw wca­le nie dzie­je się tam, lecz w Ame­ry­ce Środ­ko­wej, a bio­rąc pod uwa­gę war­to­ści bez­względ­ne – w Bra­zy­lii, co wyni­ka z pew­no­ścią z wiel­ko­ści popu­la­cji tego kraju.

Pod koniec pra­cy magi­ster­skiej zaczę­łam zasta­na­wiać się, czy o kobie­to­bój­stwie może­my mówić na grun­cie euro­pej­skim. W 2016 roku bada­łam głów­nie Hisz­pa­nię i Por­tu­ga­lię, gdzie prze­pływ infor­ma­cji praw­nej z Ame­ry­ką Łaciń­ską jest naj­więk­szy. W Hisz­pa­nii poja­wia­ły się już pierw­sze publi­ka­cje kry­mi­no­lo­gicz­ne na ten temat, ale w innym, bar­dziej ogra­ni­czo­nym kon­tek­ście. W Ame­ry­ce Łaciń­skiej kobie­to­bój­stwa czę­sto wią­żą się z prze­stęp­czo­ścią zor­ga­ni­zo­wa­ną, han­dlem ludź­mi czy pro­sty­tu­cją. Na grun­cie euro­pej­skim mówi­my głów­nie o kobie­to­bój­stwach part­ner­skich (inti­ma­te part­ner femi­ci­des) lub rodzin­nych (fami­ly rela­ted femi­ci­des).

To waż­ny dro­go­wskaz w deba­cie o tym, czy i jak regu­lo­wać to zja­wi­sko w Euro­pie. Czę­sto sły­szy się gło­sy, że u nas ska­la jest inna niż w Ame­ry­ce Łaciń­skiej. Oczy­wi­ście nie mówi­my o realiach mek­sy­kań­skich gan­gów, ale mecha­ni­zmy prze­mo­cy domo­wej są u nas takie same. Prak­ty­ki doty­czą­ce powo­ły­wa­nia spe­cjal­nych insty­tu­cji zaj­mu­ją­cych się gro­ma­dze­niem danych i pre­wen­cją prze­mo­cy wobec kobiet może­my z powo­dze­niem implementować.

W budo­wa­niu świa­do­mo­ści na temat spe­cy­fi­ki prze­mo­cy wobec kobiet oraz kobie­to­bójstw mek­sy­kań­skich w Pol­sce pomo­że zapew­ne doku­ment „La Fiscal” (Pro­ku­ra­tor­ka) w reży­se­rii Pau­li Móna­co Feli­pe i Migu­ela Tova­ra. Opo­wia­da on o pra­cy mek­sy­kań­skiej pro­ku­ra­tu­ry bada­ją­cej przy­pad­ki kobietobójstw. 

Moje zain­te­re­so­wa­nie naro­dzi­ło się wła­śnie z nauko­wej ana­li­zy Ame­ry­ki Łaciń­skiej i chę­ci połą­cze­nia jej z kry­mi­no­lo­gią. Począt­ko­wo dok­to­rat miał doty­czyć ogól­nie prze­mo­cy ze wzglę­du na płeć, ale widząc, jak poję­cie kobie­to­bój­stwa wkra­cza do euro­pej­skiej kry­mi­no­lo­gii i prze­pi­sów, uzna­łam, że trze­ba pisać bez­po­śred­nio o Euro­pie. To prze­stęp­stwo będzie typi­zo­wa­ne w naj­bliż­szych latach – wie­le państw już się na to zde­cy­do­wa­ło, inne się zasta­na­wia­ją. Kry­mi­no­lo­dzy i kry­mi­no­loż­ki mają tu ogrom­ną rolę w popu­la­ry­zo­wa­niu wie­dzy o tym, czym jest kobie­to­bój­stwo i jak mu prze­ciw­dzia­łać na grun­cie europejskim.

A na grun­cie laty­no­ame­ry­kań­skim? Czy w tym kon­tek­ście ist­nie­je zgo­da co do rozu­mie­nia tego pojęcia?

W Mek­sy­ku w 2012 roku wpro­wa­dzo­no prze­stęp­stwo kobie­to­bój­stwa do kodek­su kar­ne­go. Pro­ces ten był uni­kal­ny, ponie­waż pra­wo prze­ję­ło ter­min wypra­co­wa­ny wcze­śniej w języ­ku i kry­mi­no­lo­gii przez akty­wist­ki i badacz­ki. Zain­te­re­so­wa­ło mnie to i zaczę­łam badać, czy w prze­pi­sach innych państw Ame­ry­ki Łaciń­skiej też takie poję­cie funk­cjo­nu­je. Gdy przej­rza­łam wszyst­kie prze­pi­sy i przy­go­to­wa­łam kom­pa­ra­ty­sty­kę laty­no­ame­ry­kań­ską, oka­za­ło się, że nie­któ­re pań­stwa sto­su­ją ter­min „femi­ni­ci­dio”, a inne „femi­ci­dio”.

Tutaj powsta­je pierw­sze pyta­nie: cze­mu? Odkry­łam, że wszyst­ko zaczę­ło się od histo­rii pew­ne­go tłu­ma­cze­nia z języ­ka angiel­skie­go na język hisz­pań­ski. Ter­min „femi­ci­de” wpro­wa­dzi­ła Dia­na Rus­sell w latach sie­dem­dzie­sią­tych na okre­śle­nie zabójstw kobiet ze wzglę­du na płeć w swo­jej publi­ka­cji „Kobie­to­bój­stwo. Poli­ty­ka zabi­ja­nia kobiet”. Póź­niej, w 1994 roku, Mar­ce­la Lagar­de, Mek­sy­kan­ka, tłu­ma­czy­ła dzie­ło Rus­sell na język hisz­pań­ski i zauwa­ży­ła, że w kon­tek­ście Mek­sy­ku moż­na mówić o dużej dozie bez­kar­no­ści. Chcia­ła więc to poję­cie roz­sze­rzyć o insty­tu­cjo­nal­ną bez­kar­ność, brak reak­cji pań­stwa oraz brak zapew­nie­nia odpo­wied­nich mecha­ni­zmów ochro­ny pokrzyw­dzo­nych. Dla­te­go wpro­wa­dzi­ła poję­cie „femi­ni­ci­de”

Powstał przez to pewien spór nauko­wy, ponie­waż Rus­sell zarzu­ci­ła jej dupli­ko­wa­nie tego same­go zja­wi­ska i roz­my­wa­nie jego zna­cze­nia. Prze­cież mogą być też takie przy­pad­ki w Mek­sy­ku, któ­re są osą­dzo­ne, a spraw­ca jest pocią­gnię­ty do odpo­wie­dzial­no­ści – czy to wte­dy będzie „femi­ci­de”, czy „femi­ni­ci­de”?

Przez to poja­wi­ła się po pro­stu podwój­na ter­mi­no­lo­gia. Część państw Ame­ry­ki Łaciń­skiej zaczę­ła sto­so­wać poję­cie za Rus­sell, czy­li „femi­ci­de”, a część „femi­ni­ci­de” (od „femi­ni­ci­dio”), zgod­nie z regu­la­cją mek­sy­kań­ską, któ­ra weszła w życie w 2012 roku za spra­wą Mar­ce­li Lagar­de. Poja­wił się dyso­nans, przez któ­ry de fac­to te same prze­pi­sy doty­czą­ce tego same­go zja­wi­ska mają inną nazwę. ONZ, przy­go­to­wu­jąc ramy sta­ty­stycz­ne czy wytycz­ne dla państw, bar­dzo czę­sto sto­su­je zapis podwój­ny: „femicide/​feminicide”, żeby uwzględ­nić ten sam czyn i jego regio­nal­ną specyfikę.

Czy w języ­ku pol­skim, w pol­skim pra­wo­daw­stwie kobie­to­bój­stwo jest w jakiś spo­sób zde­fi­nio­wa­ne? Czy to poję­cie jest uży­wa­ne powszechnie?

W Pol­sce nie mamy bez­po­śred­niej defi­ni­cji legal­nej kobie­to­bój­stwa. Bazu­je­my cały czas na defi­ni­cjach mię­dzy­na­ro­do­wych, w tym tej wypra­co­wa­nej mię­dzy inny­mi przez ONZ. Jed­ną z pierw­szych była defi­ni­cja zawar­ta w Dekla­ra­cji Wie­deń­skiej z 2013 roku, ale moim zda­niem jest ona zbyt sze­ro­ka na potrze­by zja­wisk mają­cych miej­sce na grun­cie euro­pej­skim. Uwzględ­nia ona wszyst­kie rodza­je zbrod­ni, sta­no­wiąc bar­dzo ogól­ne spektrum.

W mojej oce­nie (piszę też o tym sze­rzej na stro­nie www.femicideinpoland.pl) może­my wyróż­nić kobie­to­bój­stwo sen­su lar­go, czy­li w szer­szym zna­cze­niu, jako obec­ne w róż­nych kul­tu­rach zja­wi­sko kry­mi­nal­ne oraz kobie­to­bój­stwo sen­su stric­to, czy­li w wąskim zna­cze­niu, któ­re jest ure­gu­lo­wa­ne w usta­wach kar­nych nie­któ­rych państw euro­pej­skich jako osob­ny, inny niż zwy­kłe zabój­stwo, czyn zabro­nio­ny. W tym szer­szym zna­cze­niu przy­ta­cza­ne są róż­ne­go rodza­ju zbrod­nie: kobie­to­bój­stwa wojen­ne i w trak­cie kon­flik­tów zbroj­nych (war femi­ci­des, femi­ci­des in armed con­flicts), kobie­to­bój­stwa posa­go­we (dowry-rela­ted femi­ci­des), kobie­to­bój­stwa hono­ro­we (hono­ur-based kil­lings), oka­le­cza­nie żeń­skich narzą­dów płcio­wych i wyni­ka­ją­ca z tego śmierć (fema­le geni­tal muti­la­tion deaths), a nawet kobie­to­bój­stwa histo­rycz­ne (histo­ric femi­ci­des), jak pale­nie na sto­sie kobiet oskar­ża­nych o czary.

Kobie­to­bój­stwo w wąskim zna­cze­niu (sen­su stric­to) goto­we jako model do przy­ję­cia w prze­pi­sach przez pań­stwa moż­na odna­leźć w wytycz­nych (guide­li­nes) ONZ z 2021 roku. Są one adre­so­wa­ne do państw, któ­re nie mają defi­ni­cji legal­nej kobie­to­bój­stwa, aby wie­dzia­ły, jak zbie­rać dane, czym cha­rak­te­ry­zu­je się ta zbrod­nia oraz w jaki spo­sób róż­ni się od zwy­kłe­go zabój­stwa. Te wytycz­ne są bar­dzo kon­kret­ne, skie­ro­wa­ne do decy­den­tów, pro­ku­ra­tu­ry, poli­cji i sędziów. Defi­niu­ją one kobie­to­bój­stwo jako zabój­stwo kobie­ty z rąk męż­czy­zny ze wzglę­du na płeć.

W tych wytycz­nych przyj­mu­je się, że, aby zakwa­li­fi­ko­wać praw­nie dany czyn jako kobie­to­bój­stwo, nale­ży spraw­dzić czy ist­nie­ją prze­słan­ki ze wzglę­du na płeć (gen­der-based reasons). Zgod­nie z kla­sy­fi­ka­cją pro­po­no­wa­ną dla państw euro­pej­skich, kobie­to­bój­stwem nie będzie na przy­kład zabój­stwo na tle rabun­ko­wym. Mimo, że ofia­rą jest kobie­ta, nie wcho­dzi tu w grę moty­wa­cja mizo­gi­nicz­na ani prze­słan­ki ze wzglę­du na płeć, więc ONZ wyłą­cza takie przy­pad­ki z tego zakre­su. Podob­nie jest z zabój­stwa­mi euta­na­tycz­ny­mi, doko­ny­wa­ny­mi pod wpły­wem współ­czu­cia wobec part­ner­ki w sta­nie ago­nal­nym. Zgod­nie z wytycz­ny­mi ONZ nie uzna­je­my ich za kobie­to­bój­stwo, ponie­waż bra­ku­je w nich moty­wa­cji mizo­gi­nicz­nej. Jak Pani widzi, to poję­cie ule­ga tutaj wyraź­ne­mu zawę­że­niu. Waż­ne jest aby mieć świa­do­mość, że nie każ­de zabój­stwo kobie­ty to zgod­nie z linią przy­ję­tą przez ONZ kobie­to­bój­stwo. Sama płeć pokrzyw­dzo­nej o tym nie prze­są­dza. Koniecz­na jest rów­nież ana­li­za cało­ści oko­licz­no­ści czynu.

Odcho­dząc od defi­ni­cji: jak kobie­to­bój­stwa są opi­sy­wa­ne w mediach? Jak ta nar­ra­cja wpły­wa na spo­łecz­ne postrze­ga­nie problemu?

8 mar­ca, w Mię­dzy­na­ro­do­we Dzień Kobiet, na stro­nie Fun­da­cji został opu­bli­ko­wa­ny raport „Kobie­to­bój­stwo w pol­skiej pra­sie i mediach 2016-2026”. Wyróż­ni­łam w nim sześć szko­dli­wych nar­ra­cji, jakie może­my spo­tkać w pol­skich mediach. Są one szko­dli­we na róż­ne spo­so­by: styg­ma­ty­zu­ją spraw­cę, na przy­kład ze wzglę­du na pocho­dze­nie, ste­reo­ty­pi­zu­ją pokrzyw­dzo­ną oraz nor­ma­li­zu­ją, try­wia­li­zu­ją lub roman­ty­zu­ją przemoc.

Naj­częst­szą nar­ra­cją w pol­skich mediach była maka­bry­za­cja. Przez dłu­gi czas zasta­na­wia­łam się, czy przy­ta­czać kon­kret­ne nagłów­ki, ponie­waż w pew­nym sen­sie prze­ka­zu­je to tę nar­ra­cję dalej, zwięk­sza­jąc jej zasięg. Z dru­giej stro­ny, bez wyraź­ne­go przy­kła­du odbior­cy nie wie­dzie­li­by, o co cho­dzi. Spo­ty­ka­my na przy­kład opi­sy: „klat­ka cała we krwi” lub sfor­mu­ło­wa­nia typu „zarżnął”, „rąbał”. Uży­wa­nie cza­sow­ni­ków odno­szą­cych się do zwie­rząt oraz szcze­gó­ło­we opi­sy­wa­nie narzę­dzi zbrod­ni to sku­pie­nie się na maka­brze, co wystę­pu­je głów­nie w pra­sie tabloidowej.

W ramach maka­bry­za­cji naj­bar­dziej szko­dli­wa moim zda­niem jest ani­ma­li­za­cja, czy­li pozba­wia­nie kobie­ty cech ludz­kich i trak­to­wa­nie jej jako zwie­rzę­cia lub obiek­tu pozba­wio­ne­go cech ludz­kich. Z dru­giej stro­ny spraw­cę przed­sta­wia się jako dra­pież­ni­ka, któ­ry „upo­lo­wał” ofia­rę. Tego typu ter­mi­no­lo­gia, zaczerp­nię­ta wprost z łowiec­twa, spra­wia, że umy­ka nam fakt, iż mówi­my o dwoj­gu ludzi, któ­rzy mają wol­ną wolę. Szcze­gó­ło­we opi­sy­wa­nie sce­ne­rii miej­sca zbrod­ni czy sen­sa­cyj­ne tytu­ły rzą­dzą się swo­imi pra­wa­mi w powie­ściach kry­mi­nal­nych czy doku­men­tach true cri­me. Choć pew­nie war­to, żeby pisa­rze i twór­cy true cri­me też cza­sem zwró­ci­li uwa­gę na prze­sła­nie, jakie ich utwo­ry i dzie­ła nio­są spo­łe­czeń­stwu. W mediach infor­ma­cyj­nych taka ter­mi­no­lo­gia jest abso­lut­nie nie­do­pusz­czal­na. Stan­dar­dy UNESCO wska­zu­ją, że cza­sem mała ilość infor­ma­cji bywa lep­szą infor­ma­cją i ma więk­szy wymiar edu­ka­cyj­ny niż tani sen­sa­cjo­na­lizm czy epa­to­wa­nie makabrą.

Kolej­ną nar­ra­cją jest try­wia­li­za­cja, czy­li baga­te­li­zo­wa­nie pro­ble­mu poprzez przy­ta­cza­nie bła­hych oko­licz­no­ści życia codzien­ne­go, na przy­kład: „zabił ją i poszedł zjeść obiad” lub „i poszedł do toa­le­ty”, „Naj­pierw wyrzu­cił meble przez okno, a póź­niej żonę”. Try­wia­li­za­cja to więc pro­ces czy­nie­nia zda­rze­nia, w tym przy­pad­ku prze­mo­cy ze skut­kiem śmier­tel­nym, banal­nym lub pozba­wio­nym znaczenia.

Trze­cim rodza­jem jest roman­ty­za­cja. O ile maka­bry­za­cja i try­wia­li­za­cja domi­nu­ją w tablo­idach, o tyle roman­ty­za­cja „weszła na salo­ny” w mediach ogól­no­pol­skich. Dzien­ni­ka­rze i repor­te­rzy uży­wa­ją sfor­mu­ło­wań o „nie­szczę­śli­wej” lub „tok­sycz­nej miło­ści”, pisząc: „on ją tak kochał!”. Tutaj kła­nia­ją się stu­dia nad psy­cho­lo­gią spo­łecz­ną i tego, czym jest miłość, a czym prze­moc, opre­syj­na kon­tro­la i reifi­ka­cja dru­gie­go czło­wie­ka. W rela­cjach prze­mo­co­wych miłość się koń­czy, a poja­wia się pra­gnie­nie skrzyw­dze­nia part­ne­ra lub part­ner­ki i trak­to­wa­nie jej/​jego jako wła­sno­ści. Ktoś mógł­by zapy­tać: cze­mu pisa­nie o prze­mo­cy w spo­sób roman­ty­zu­ją­cy ją jest szko­dli­we? Prze­cież lite­ra­tu­ra i kul­tu­ra dostar­cza­ją mnó­stwa takich przy­kła­dów. Roman­ty­zo­wa­nie rela­cjo­no­wa­nia praw­dzi­we­go zabój­stwa spra­wia, że umy­ka nam sam pro­blem prze­mo­cy i krzyw­dy wyrzą­dzo­nej ofie­rze i jej bli­skim. Nie sku­pia­my się na zda­rze­niu i jego kon­tek­ście spo­łecz­nym, a kon­cen­tru­je­my uwa­gę na „słod­kim opa­ko­wa­niu” w jakim je przed­sta­wio­no. To odbie­ra powa­gę prze­stęp­stwa i powo­du­je, że prze­moc wobec kobiet nie jest trak­to­wa­na przez orga­ny ści­ga­nia poważ­nie, bo przed­sta­wi­cie­le orga­nów i insty­tu­cji też chło­ną te wszyst­kie nar­ra­cje. Przed­sta­wia­nie zbrod­ni jako fabu­ły fil­mo­wej czy dra­ma­tycz­ne spra­wia, że prze­sta­je­my widzieć w niej czyn, praw­dzi­wą zbrod­nię, krzyw­dę i utra­tę dru­gie­go czło­wie­ka. Prze­sta­je­my zada­wać wła­ści­we pyta­nia o to czy i jak moż­na było temu zapobiec.

ONZ i UNESCO, a tak­że ini­cja­ty­wy takie jak „Dzien­ni­ka­rze Prze­ciw Prze­mo­cy Wobec Kobiet”, wska­zu­ją, jak pra­wi­dło­wo rela­cjo­no­wać o takich spra­wach bez ste­reo­ty­pów. Nale­ży poda­wać nume­ry pomo­co­we i osa­dzać zda­rze­nie w kon­tek­ście szer­sze­go zja­wi­ska prze­mo­cy wobec kobiet, poda­wać dane doty­czą­ce licz­by podob­nych przy­pad­ków, a nie przed­sta­wiać je jako nagły, odizo­lo­wa­ny incy­dent czy atak sza­leń­ca. W wie­lu pań­stwach euro­pej­skich ist­nie­ją orga­ny moni­to­ru­ją­ce media pod kątem pro­pa­go­wa­nia sek­si­stow­skiej mowy nie­na­wi­ści lub roz­po­wszech­nia­nia ste­reo­ty­pów płcio­wych. W Hisz­pa­nii od 1994 roku na pozio­mie cen­tral­nym ist­nie­je Obser­wa­to­rium ds. Wize­run­ku Kobiet w Mediach, a na pozio­mach wspól­not auto­no­micz­nych tre­ści takie zgła­sza­ją insty­tu­ty ds. prze­mo­cy wobec kobiet. We Fran­cji ist­nie­je ARCOM. Każ­da sek­si­stow­ska lub mizo­gi­nicz­na treść jest wery­fi­ko­wa­na przez pań­stwo­we­go regu­la­to­ra i zdej­mo­wa­na. Do tępie­nia prak­tyk dzien­ni­kar­skich ste­reo­ty­pi­zu­ją­cych prze­moc domo­wą i prze­moc wobec kobiet zobo­wią­zu­je nas rów­nież art. 17 Kon­wen­cji stam­bul­skiej. Pań­stwa powin­ny wspie­rać media oraz sek­tor pry­wat­ny w opra­co­wy­wa­niu i wdra­ża­niu wytycz­nych słu­żą­cych zapo­bie­ga­niu prze­mo­cy wobec kobiet oraz wzmac­nia­niu sza­cun­ku dla god­no­ści czło­wie­ka, a jako pań­stwo zwią­za­ne Kon­wen­cją Rady Euro­py i dyrek­ty­wa­mi anty­prze­mo­co­wy­mi Unii Euro­pej­skiej powin­ni­śmy dążyć do reali­za­cji tych pro­fe­sjo­nal­nych standardów.

Ostat­nie trzy nar­ra­cje to humo­ry­za­cja, sen­sa­cjo­na­lizm oraz styg­ma­ty­za­cja i ste­reo­ty­pi­za­cja. Styg­ma­ty­za­cja to te kla­sycz­ne już „Bestia zabi­ła pięk­ną blon­dyn­kę” czy „Czar­no­skó­ry zabił Polkę”. Styg­ma­ty­zu­je się spraw­cę jako „bestię”, suge­ru­jąc, że zabi­ja tyl­ko ktoś „inny”, kto spra­wia wra­że­nie agre­syw­ne­go czy nie­po­czy­tal­ne­go, a nie prze­cięt­ny męż­czy­zna, „jeden z nas”. Jed­no­cze­śnie ste­reo­ty­pi­zu­je się pokrzyw­dzo­ną, wybie­ra­jąc do mediów tyl­ko te przy­pad­ki zabójstw kobiet, któ­re są atrak­cyj­ne wizu­al­nie i „sprze­da­żo­we”. Śmierć star­szej kobie­ty, oso­by w kry­zy­sie bez­dom­no­ści czy oso­by z mniej­szo­ści reli­gij­nej lub etnicz­nej czę­sto nie tra­fia do pra­sy, co wpły­wa na nasze postrze­ga­nie ska­li tej prze­stęp­czo­ści. Dodat­ko­wo takie nagłów­ki czy­ta­ją oso­by bli­skie ofia­ry, i tu wcho­dzi w grę naru­sze­nie ich dóbr oso­bi­stych i wize­ru­nek pośmiert­ny oso­by zmar­łej. Rodzi­na nie­ko­niecz­nie i nie zawsze chcia­ła­by widzieć swo­ją naj­bliż­szą oso­bę w mediach przed­sta­wio­ną w tani, sen­sa­cjo­nal­ny lub roman­tycz­ny sposób.

Wobec tego, że Pol­ska sta­je się pań­stwem migranc­kim i coraz bar­dziej wie­lo­kul­tu­ro­wym, poja­wia się tak­że styg­ma­ty­za­cja naro­do­wo­ścio­wa, na przy­kład nagłów­ki: „Ukra­iniec zabił Polkę” albo „Kolum­bij­czyk zabija/​zabił swo­ją pięk­ną narze­czo­ną”. Repor­te­rzy twier­dzą, że to tyl­ko fak­ty, że rze­czy­wi­ście miał taką naro­do­wość i ich zda­niem była to cie­ka­wa czy waż­na infor­ma­cja. I to z pozo­ru może być nie­win­ne, ale akcen­to­wa­nie czy­jejś inno­ści, naro­do­wo­ści już w samym krzy­czą­cym nagłów­ku zaraz przy prze­stęp­stwie w odbio­rze spo­łecz­nym może powo­do­wać nie­bez­piecz­ne pro­jek­cje. Takie infor­ma­cje są wyko­rzy­sty­wa­ne do repro­du­ko­wa­nia nie­na­wi­ści wobec grup reli­gij­nych lub mniej­szo­ści naro­do­wych czy etnicz­nych pod hasłem „oni zabi­ja­ją nasze kobie­ty”. W rze­czy­wi­sto­ści przy­pad­ki, gdy cudzo­zie­miec zabi­ja Polkę, są w ska­li kra­ju jed­nost­ko­we. W kon­tek­ście kobie­to­bój­stwa i prze­mo­cy wobec kobiet naj­czę­ściej spraw­cy zabi­ja­ją part­ner­ki tej samej naro­do­wo­ści. Wybi­ja­nie naro­do­wo­ści, rasy, reli­gii czy innej cechy w nagłów­ku odno­szą­cym się do zbrod­ni styg­ma­ty­zu­je całe gru­py spo­łecz­ne. Stan­dar­dy dzien­ni­kar­skie ONZ zale­ca­ją tu więk­szą odpo­wie­dzial­ność spo­łecz­ną mediów i uni­ka­nie takich zabiegów.

W taki spo­sób odcią­ga­my też uwa­gę od tra­ge­dii tej kobie­ty. Jak piszą o tym na przy­kład przed­sta­wi­cie­le rady­kal­nej pra­wi­cy, to ich nie inte­re­su­je to, co fak­tycz­nie się wyda­rzy­ło; że kobie­ta zosta­ła zabita.

Tak, to jest wyko­rzy­sty­wa­ne do upra­wia­nia poli­ty­ki i sze­ro­ko rozu­mia­ne­go popu­li­zmu. Naj­czę­ściej przed­sta­wia się wte­dy nar­ra­cje, że trze­ba przy­wró­cić karę śmier­ci lub uka­rać spraw­cę suro­wo. Te nar­ra­cje poja­wia­ją się po to, aby wyko­rzy­stać śmierć kobie­ty w spo­sób poli­tycz­ny. Łączy je to, że pró­bu­ją z zabój­stwa lub prze­mo­cy na tle płcio­wym zro­bić spek­takl – sprze­dać to i prze­ka­zać w spo­sób prze­ja­skra­wio­ny, wyol­brzy­mio­ny i czę­sto nie­zgod­ny ze sta­nem faktycznym.

Dru­ga spra­wa, któ­rą poru­szam w rapor­cie „Kobie­to­bój­stwo w pol­skiej pra­sie i mediach”, to kwe­stia pra­cy z mate­ria­łem dra­stycz­nym lub wraż­li­wym. Spo­tka­łam się w Pol­sce z bada­nia­mi doty­czą­cy­mi nie samych kobie­to­bójstw, ale zwy­kłych zabójstw kobiet, w któ­rych na pod­sta­wie ana­li­zy akt przed­sta­wia­no nume­rycz­nie kar­ty opi­su­ją­ce prze­bieg zbrod­ni z peł­ny­mi jej szcze­gó­ła­mi. Wpro­wa­dza­ły one nar­ra­cję fabu­la­ry­zo­wa­nia, na przy­kład: „i nagle zapadł mrok” albo „part­ner wte­dy zdjął z niej tę część ubra­nia”. Badacz, kry­mi­no­log czy wik­ty­mo­log powi­nien się zasta­no­wić, co daje dokład­ne opi­sy­wa­nie spra­wy prze­mo­cy wobec kobiet w tak sfa­bu­la­ry­zo­wa­ny spo­sób. Bo jeśli chce­my takie frag­men­ty wpro­wa­dzać, to muszą one cze­muś służyć.

Jeśli Remi­giusz Mróz lub Kata­rzy­na Bon­da piszą tak w swo­ich powie­ściach kry­mi­nal­nych – mają do tego wol­ność arty­stycz­ną. Jed­nak badacz musi liczyć się z tym, że obo­wią­zu­je go język nauko­wy oraz koniecz­ność uwzględ­nie­nia per­spek­ty­wy oso­by pokrzyw­dzo­nej, nawet jeśli ona już nie żyje. W Pol­sce wciąż rzad­ko mówi się o potrze­bie wpro­wa­dze­nia per­spek­ty­wy, któ­rą daje wik­ty­mo­lo­gia femi­ni­stycz­na. Jest to przy­ję­cie punk­tu widze­nia pokrzyw­dzo­nej przy rela­cjo­no­wa­niu lub bada­niu spra­wy prze­mo­cy wobec kobiet. Nale­ży zadać sobie pyta­nie, czy opi­sa­nie zbrod­ni w okre­ślo­ny spo­sób nie będzie pro­fa­na­cją, ubli­że­niem god­no­ści pośmiert­nej lub naru­sze­niem pamię­ci. Fabu­la­ry­zo­wa­nie na grun­cie badań nauko­wych w XXI wie­ku nie ma racji bytu. Wik­ty­mo­lo­gia mówi o tym, że trze­ba zmie­nić per­spek­ty­wę z sen­sa­cyj­nej na taką, któ­ra ma sprzy­jać pokrzyw­dzo­nym i uni­kać ich uprzedmiotowienia.

Ktoś mógł­by zapy­tać: „Zaj­mu­je się pani kobie­to­bój­stwem, nie uciek­nie pani od maka­bry. Cza­sa­mi trze­ba przy­to­czyć szcze­gó­ły, poka­zać publicz­nie wize­ru­nek spraw­cy lub poka­zać twarz pokrzyw­dzo­nej”. Owszem, są kam­pa­nie, gdzie jest to uza­sad­nio­ne. W rapor­cie wymie­niam kam­pa­nię Inter­po­lu „Iden­ti­fy Me”. Poka­za­nie twa­rzy pokrzyw­dzo­nej lub jej rekon­struk­cji nie ma tam wzbu­dzać maka­bry ani stra­szyć odbior­cy, lecz zakła­da kon­kret­ny cel: przy­wró­ce­nie tej oso­bie toż­sa­mo­ści i iden­ty­fi­ka­cję, kim była.

Klu­czo­we jest pyta­nie o cel rela­cjo­no­wa­nia. Czy chce­my uczyć, sta­wiać na pre­wen­cję i prze­ciw­dzia­łać, czy tyl­ko roz­pro­wa­dzać tanią sensację? 

Oprócz tego ist­nie­ją też media spo­łecz­no­ścio­we, gdzie cho­ciaż­by na Insta­gra­mie powsta­je mul­tum fil­mi­ków, z jed­nej stro­ny humorystycznych…

Takie „deepfake’i” na przykład.

Tak, to po pierw­sze, a po dru­gie też fil­mi­ki o tym, jak bar­dzo kobie­ta lubi być pod­du­sza­na, albo posty o tym, że to jest wła­śnie praw­dzi­wa róż­no­rod­ność w życiu sek­su­al­nym. Nato­miast z dru­giej stro­ny mamy przy­kła­dy osób, któ­re pró­bu­ją temu prze­ciw­dzia­łać, ponie­waż jest to po pro­stu zagro­że­nie dla życia kobiet. Czy widzi­my w sta­ty­sty­kach jakieś odbi­cie nie­bez­piecz­nych dla kobiet prak­tyk seksualnych?

W przy­pad­ku pol­skich spraw kobie­to­bójstw part­ner­skich (inti­ma­te-part­ner femi­ci­des) głów­nie wystę­po­wa­ły mecha­ni­zmy opre­syj­nej kon­tro­li (coer­ci­ve con­trol). Prze­moc fizycz­na oczy­wi­ście była obec­na, ale pod­du­sza­nia czy innych podob­nych prak­tyk nie odno­to­wa­łam. Co inne­go dzie­je się w przy­pad­ku kobie­to­bójstw na tle sek­su­al­nym (sexu­al femi­ci­des). W Pol­skiej Mapie Kobie­to­bójstw były przy­pad­ki gdy pra­cow­ni­ce sek­su­al­ne lub pokrzyw­dzo­ne prze­stęp­stwem han­dlu ludź­mi pono­si­ły śmierć w wyni­ku udu­sze­nia. Jeśli pyta Pani o związ­ki por­no­gra­fii z póź­niej­szą prze­mo­cą ze skut­kiem śmier­tel­nym to klu­czo­we jest tu zja­wi­sko por­no­gra­fi­za­cji prze­mo­cy opi­sa­ne przez Andreę Dworkin.

Jako ilu­stra­cję pole­cam zgłę­bić spra­wę Lin­dy Love­la­ce, któ­ra wła­ści­wie nazy­wa­ła się Lin­da Bore­man. Ona łączy to, czym jest prze­moc domo­wa, z tym, czym jest por­no­gra­fia. Poka­zu­je, że kobie­ty, o któ­rych wyda­wa­ło­by się, że dają zgo­dę i godzą się na udział w prze­my­śle por­no­gra­ficz­nym, tak napraw­dę doświad­cza­ją prze­mo­cy. To była spra­wa z lat 80. w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Part­ner Lin­dy Bore­man wpro­wa­dził ją w prze­mysł, a ona godzi­ła się na to ze stra­chu przed nim. Dopie­ro po latach wyda­ła książ­kę i świa­dec­two Orde­al, gdzie mówi­ła, że była tak strau­ma­ty­zo­wa­na jako ofia­ra prze­mo­cy męża, że nie potra­fi­ła mu powie­dzieć „nie”. Docho­dzi­ło tam do róż­nych aktów eks­tre­mal­nej prze­mo­cy z uży­ciem mate­ria­łów por­no­gra­ficz­nych, a nawet zwie­rząt. Poka­zu­je to, że sytu­acja pokrzyw­dzo­nych zawsze musi być bada­na z uży­ciem per­spek­ty­wy wik­ty­mo­lo­gii femi­ni­stycz­nej. Oczy­wi­ście poja­wia­ło się dużo gło­sów kwe­stio­nu­ją­cych jej wia­ry­god­ność, co jest cha­rak­te­ry­stycz­ne dla kul­tu­ry gwał­tu. Tutaj mamy przy­kład, gdzie ona po pro­stu się go bała, on sto­so­wał prze­moc fizycz­ną, a przy tym strę­czył i wyko­rzy­sty­wał ją jako źró­dło docho­dów – to prze­moc eko­no­micz­na i trak­to­wa­nie kobie­ty jako obiek­tu, któ­ry moż­na „sprze­da­wać” w por­no. Myślę, że to dobrze łączy to, o czym roz­ma­wia­my: prze­moc domo­wą, prze­moc wobec kobiet i cię­żar psy­chicz­ny oraz trau­mę, z jaki­mi wią­że się zło­że­nie takie­go świa­dec­twa. Histo­ria Lin­dy nie była odosob­nio­na, prze­moc sek­su­al­na wobec kobiet w Sta­nach Zjed­no­czo­nych była przez lata tabu­izo­wa­na i nor­ma­li­zo­wa­na. Poka­zu­ją to rów­nież histo­rie wie­lu kobiet ze świa­ta kul­tu­ry i fil­mu jak Mari­lyn Mon­roe, Jane Fon­da czy ostat­nia afe­ra wokół akt Jef­freya Epsteina.

Prze­mo­cy sek­su­al­nej doświad­cza­ją rów­nież współ­cze­śnie zwy­kłe oby­wa­tel­ki nie­bę­dą­ce oso­ba­mi publicz­ny­mi. Pro­szę spoj­rzeć na spra­wę dziś 73-let­niej już oby­wa­tel­ki Fran­cji – Gisèle Pelicot.

Przez oko­ło dzie­więć lat, od lip­ca 2011 r. do paź­dzier­ni­ka 2020 r. jej mąż, Domi­ni­que Peli­cot, poda­wał jej środ­ki nasen­ne i uspo­ka­ja­ją­ce, a następ­nie gwał­cił ją oraz umoż­li­wiał gwał­ty dzie­siąt­kom innych męż­czyzn, któ­rych rekru­to­wał przez inter­net. Sama Gisèle Peli­cot nie wie­dzia­ła o prze­mo­cy w cza­sie jej trwa­nia. O spra­wie dowie­dzia­ła się dopie­ro w 2020 roku, gdy poli­cja wsz­czę­ła docho­dze­nie po zatrzy­ma­niu jej męża za inne prze­stęp­stwo. W toku śledz­twa odna­le­zio­no tysią­ce zdjęć i nagrań doku­men­tu­ją­cych gwał­ty. Zwy­czaj­ni męż­czyź­ni dopu­ści­li się zgwał­ce­nia wobec 59-let­niej kobie­ty, pew­ni, że nikt ich nie odkry­je i nie uka­rze. Sta­ło się tak, ponie­waż mąż Gisèle umoż­li­wił im to i zapew­nił warun­ki bez­kar­no­ści. Poka­zu­je to, jak bar­dzo jeste­śmy nie­świa­do­mi pew­nych mecha­ni­zmów, któ­re cały czas funk­cjo­nu­ją. Spraw­cy bar­dzo czę­sto, jeśli tyl­ko mają sprzy­ja­ją­ce warun­ki, sto­su­ją prze­moc sek­su­al­ną, ponie­waż kul­tu­ra gwał­tu im na to pozwa­la, tak byli socja­li­zo­wa­ni i mają przy­zwo­le­nie innych męż­czyzn, któ­rzy nor­ma­li­zu­ją tę prze­moc. Gisèle mogła­by powie­dzieć, że jej mąż był bestią, ale ona wyraź­nie mówi­ła, że Domi­ni­que przez wie­le lat funk­cjo­no­wał w rodzi­nie jako nor­mal­ny męż­czy­zna. Myślę, że to jest nar­ra­cja, któ­rą trze­ba zacząć czę­ściej sto­so­wać, żeby prze­ciw­dzia­łać tej prze­stęp­czo­ści. Trze­ba mówić, że spo­sób wycho­wa­nia chłop­ców, któ­ry nie wska­zu­je na szko­dli­wość por­no­gra­fii, pro­wa­dzi do takich skut­ków. Zro­bić z kogoś potwo­ra jest bar­dzo łatwo, trud­niej jest przy­znać, że prze­moc sto­su­je ktoś kogo zna­my i cza­sem lubi­my. Mon­ste­ry­za­cja spraw­ców zwal­nia nas z koniecz­no­ści zro­zu­mie­nia, jak zwy­kli ludzie sta­ją się zdol­ni do okru­cień­stwa. Wie­rzę, że zmia­na tego podej­ścia spo­wo­du­je, że po pro­stu będzie­my mie­li mniej takich przestępstw.

War­to dodać, że skut­ki eks­tre­mal­nej por­no­gra­fii pozna­my dopie­ro, gdy zosta­ną opra­co­wa­ne wyni­ki badań o non-fatal stran­gu­la­tion (pod­du­sza­nie bez skut­ku śmier­tel­ne­go, wyko­rzy­sty­wa­ne m.in. jako eks­tre­mal­na prak­ty­ka sek­su­al­na – przyp. P.A.), któ­re dopie­ro co wystar­to­wa­ły np. w Wiel­kiej Brytanii. 

Wiel­ka Bry­ta­nia ma ure­gu­lo­wa­ną kwe­stię eks­tre­mal­nej por­no­gra­fii – od 2008 roku jest tam zaka­za­na. Podob­nie jak posia­da­nie nie­kon­sen­su­al­nych obra­zów intym­nych i deepfake’ów sek­su­al­nych. Są one trak­to­wa­ne jako for­my prze­mo­cy wobec kobiet i dziew­cząt. Wiel­ka Bry­ta­nia jest pań­stwem, gdzie wyróż­nio­no to zagad­nie­nie i łączy się je bez­po­śred­nio z prze­mo­cą wobec kobiet oraz fak­tem, że może ona pro­wa­dzić do skut­ków śmiertelnych.

Pol­skie pra­wo nie zawie­ra odręb­nej regu­la­cji odno­szą­cej się do por­no­gra­fii eks­tre­mal­nej lub typu deep­fa­ke z udzia­łem osób doro­słych. Ochro­na praw­na opie­ra się przede wszyst­kim na prze­pi­sach doty­czą­cych naru­sze­nia intym­no­ści sek­su­al­nej (art. 191a k.k.). Art. 202 k.k. pena­li­zu­je zaś por­no­gra­fię z udzia­łem mało­let­nich oraz por­no­gra­fię przed­sta­wia­ją­cą wytwo­rzo­ny lub prze­two­rzo­ny wize­ru­nek mało­let­nie­go uczest­ni­czą­ce­go w czyn­no­ści sek­su­al­nej. Pro­szę zauwa­żyć, że nie ma w nim mowy o por­no­gra­fii z udzia­łem osób doro­słych czy two­rzo­nej przy uży­ciu Sztucz­nej Inteligencji.

Są to pew­ne luki sys­te­mo­we, któ­re u nas wciąż wyma­ga­ją opie­ki i dostrze­że­nia, że prze­moc wobec kobiet to zja­wi­sko szer­sze niż tyl­ko prze­moc domo­wa i może być repro­du­ko­wa­na za pomo­cą nowych tech­no­lo­gii (AI tech-faci­li­ta­ted vio­len­ce aga­inst women). Musi­my dostrzec, że jest to rów­nież prze­moc w miej­scu publicz­nym, któ­ra bar­dzo czę­sto zaczy­na się od sek­si­stow­skich żar­tów i przy­zwo­le­nia na nie.

Wie­le osób pyta, czy wpro­wa­dze­nie kobie­to­bój­stwa do Kodek­su kar­ne­go coś zmie­ni, czy kobie­ty prze­sta­ną ginąć, a spraw­cy sto­so­wać prze­moc. Nie zmie­ni od razu, ale pomo­że uwi­docz­nić prze­moc wyso­kie­go ryzy­ka, jakiej w szcze­gól­no­ści doświad­cza­ją kobie­ty i dziew­czę­ta. Doświad­cze­nia innych państw poka­zu­ją, że war­to nazy­wać to zja­wi­sko kry­mi­nal­ne oraz roz­ma­wiać o tym, w jaki spo­sób moż­na je ure­gu­lo­wać. Jed­nak za tą widocz­no­ścią i deba­tą muszą iść kon­kret­ne ini­cja­ty­wy edu­ka­cyj­ne, środ­ki finan­so­we oraz kam­pa­nie spo­łecz­ne mówią­ce o współ­cze­snych zagro­że­niach dla kobiet i o tym, jakie zacho­wa­nia i prze­strze­nie repro­du­ku­ją prze­moc sek­si­stow­ską. To aku­rat bez­po­śred­nio się ze sobą łączy.

Czy tak ogól­nie pol­ski sys­tem radzi sobie z kobie­to­bój­stwa­mi? Czy pro­ce­du­ra Nie­bie­skiej Kar­ty jest sku­tecz­na? Czy ta ochro­na jest rze­czy­wi­ście zapew­nia­na ofia­rom prze­mo­cy domowej?

W Pol­skiej Mapie Kobie­to­bójstw są spra­wy, w któ­rych zało­że­nie Nie­bie­skiej Kar­ty spo­wo­do­wa­ło eska­la­cję prze­mo­cy – spraw­ca dowia­dy­wał się, że kobie­ta chce go zgło­sić lub szu­ka pomo­cy. Pod tym wzglę­dem mamy bar­dzo tra­dy­cyj­ne podej­ście: pokrzyw­dzo­na musi pójść do orga­nu fizycz­nie. Inne pań­stwa roz­pra­co­wu­ją sytu­acje wyso­kie­go ryzy­ka (high-risk cases), takie jak roz­sta­nie czy sam moment zgło­sze­nia prze­mo­cy i budu­ją wokół nich infra­struk­tu­rę bez­pie­czeń­stwa dla pokrzyw­dzo­nych prze­mo­cą. Oso­ba doświad­cza­ją­ca prze­mo­cy może to zro­bić oso­bi­ście, ale może też zadzwo­nić lub zło­żyć zawia­do­mie­nie elek­tro­nicz­nie. Wie­le państw sto­su­je stro­ny masku­ją­ce, któ­re jed­nym klik­nię­ciem umoż­li­wia­ją wyj­ście i są usu­wa­ne z histo­rii prze­glą­dar­ki, oraz apli­ka­cje do zgło­szeń, ponie­waż wie­dzą, że jeśli opre­syj­ny spraw­ca dowie się o szu­ka­niu pomo­cy, może to wywo­łać eska­la­cję prze­mo­cy. Pol­ska jest dopie­ro na począt­ku tej drogi.

Czy Nie­bie­ska Kar­ta dzia­ła? Nie ma jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi. Na pew­no jest to mecha­nizm, któ­ry powi­nien być narzę­dziem żywym, na bie­żą­co udo­sko­na­la­nym i wery­fi­ko­wa­nym. Dobrym tro­pem było roz­sze­rze­nie naka­zów ochron­nych w 2020 roku – poli­cja może wydać nakaz natych­mia­sto­wej izo­la­cji spraw­cy, i to oso­ba sto­su­ją­ca prze­moc musi opu­ścić miesz­ka­nie. Powin­no to było zostać wpro­wa­dzo­ne znacz­nie wcze­śniej, co narzu­ca­ła obo­wią­zu­ją­ca w Pol­sce od 2015 roku Kon­wen­cja stam­bul­ska. Bra­ku­ją­cym ele­men­tem pre­wen­cji, jaki zauwa­żam przy kobie­to­bój­stwach, jest sta­łe moni­to­ro­wa­nie eska­la­cji ryzy­ka (VAWG risk asses­sment moni­to­ring). Moni­to­ring powi­nien być cią­gły: jeśli pokrzyw­dzo­na zgła­sza, że prze­moc eska­lu­je, nie może to być baga­te­li­zo­wa­ne. Infor­ma­cja musi tra­fiać do sys­te­mu, naj­le­piej elek­tro­nicz­ne­go, do któ­re­go dostęp mają wszy­scy uczest­ni­cy postę­po­wa­nia: poli­cjan­ci, pra­cow­ni­cy socjal­ni, pro­ku­ra­to­rzy i sędzio­wie. Wte­dy nie na wymów­ki, że ktoś nie wiedział. 

Pol­skie spra­wy kobie­to­bójstw ujaw­nia­ją rów­nież pro­blem bra­ku komu­ni­ka­cji mie­dzy orga­na­mi. Jed­na stro­na twier­dzi, że nie wie­dzia­ła, dru­ga, że nie zgła­sza­no eska­la­cji – i wte­dy docho­dzi do zabój­stwa. Tak było w spra­wie pani Kata­rzy­ny z Ruś­ca, gdzie funk­cjo­na­riusz wska­zy­wał na pro­ku­ra­tu­rę, a pro­ku­ra­tu­ra na poli­cję. Bra­ku­je sko­or­dy­no­wa­ne­go, elek­tro­nicz­ne­go sys­te­mu infor­ma­cji o rosną­cym ryzy­ku, któ­ry umoż­li­wił­by zabez­pie­cze­nie pokrzyw­dzo­nej. Nale­ży moni­to­ro­wać szcze­gól­nie przy­pad­ki prze­mo­cy wyso­kie­go ryzy­ka np. te z udo­ku­men­to­wa­ną wcze­śniej­szą histo­rią prze­mo­cy. Klu­czo­we zna­cze­nie ma szyb­ka reak­cja, nie­igno­ro­wa­nie gło­su pokrzyw­dzo­nej i zapew­nie­nie jej natych­mia­sto­wej ochro­ny. Takie podej­ście spo­wo­du­je też, że oso­by doświad­cza­ją­ce prze­mo­cy (rów­nież męż­czyź­ni) chęt­niej ją zgło­szą jeśli będą wiedziały/​wiedzieli, że jest szan­sa na real­ną pomoc. W Pol­sce olbrzy­mią rolę w zakre­sie zaple­cza anty­prze­mo­co­we­go odgry­wa­ją wciąż orga­ni­za­cje poza­rzą­do­we, ale powin­na to być przy­naj­mniej czę­ścio­wo rola pań­stwa. Nie moż­na całym cię­ża­rem zor­ga­ni­zo­wa­nia infra­struk­tu­ry pomo­co­wej obar­czać orga­ni­za­cji poza­rzą­do­wych, któ­re nie dadzą rady same. Przy­kła­dem pań­stwa, któ­re zbu­do­wa­ło jeden z naj­lep­szych sys­te­mów prze­ciw­dzia­ła­nia prze­mo­cy wobec kobiet i prze­mo­cy domo­wej finan­so­wa­ny z budże­tu, a nie gran­tów, jest Hisz­pa­nia. Jest tam wpro­wa­dza­ny sys­tem prze­ciw­dzia­ła­nia prze­mo­cy part­ner­skiej dru­giej gene­ra­cji (VioGen2), któ­ry po 20 latach doświad­czeń jest wciąż sta­le udoskonalany. 

Jed­ną z moich reko­men­da­cji w rapor­cie jest dostrze­że­nie przez orga­ny ści­ga­nia, że prze­moc domo­wa może eska­lo­wać do zabój­stwa. Oce­na ryzy­ka jest trud­na, ale cho­wa­nie gło­wy w pia­sek i uda­wa­nie, że go nie ma, nie roz­wią­że pro­ble­mu. Koniecz­ne są szko­le­nia dla pro­ku­ra­to­rów, poli­cjan­tów oraz sędziów tym czym jest prze­moc part­ner­ska, i na czym pole­ga trau­ma, jakiej doświad­cza pokrzyw­dzo­na (trau­ma cen­tred justi­ce). Prze­moc wobec kobiet, w tym ta ze skut­kiem śmier­tel­nym, to zupeł­nie inny cha­rak­ter prze­stęp­stwa niż kra­dzież czy roz­bój. Jej naj­bar­dziej bole­snym ele­men­tem jest fakt, że sta­ty­stycz­nie naj­czę­ściej dopusz­cza się jej oso­ba naj­bliż­sza pokrzyw­dzo­nej, pozo­sta­ją­ca z nią lub będą­ca kie­dyś w rela­cji uczu­cio­wej, a docho­dzi do czy­nu w prze­strze­ni domo­wej. Bar­dzo bra­ku­je u nas per­spek­ty­wy wik­ty­mo­lo­gii femi­ni­stycz­nej, któ­ra uwzględ­nia te wszyst­kie czyn­ni­ki i oko­licz­no­ści. W Hisz­pa­nii ist­nie­ją wyspe­cja­li­zo­wa­ne sądy i pro­ku­ra­tu­ry ds. prze­mo­cy wobec kobiet łączą­ce kom­pe­ten­cje cywil­ne i karne.

Bra­ku­je u nas tak­że podej­ścia „po fak­tach”. Gdy w Pol­sce docho­dzi do tak zwa­ne­go roz­sze­rzo­ne­go samo­bój­stwa, na któ­re powin­no się mówić zabój­stwo samo­bój­cze, spra­wa jest uma­rza­na i archi­wi­zo­wa­na. Nie bada się jej głę­biej. Nie ma zna­cze­nia, że przed popeł­nie­niem samo­bój­stwa spraw­ca pozba­wił życia swo­ich pozo­sta­łych bli­skich, naj­czę­ściej kobie­ty. W Wiel­kiej Bry­ta­nii ist­nie­ją zespo­ły eks­perc­kie takie jak MARAC czy homi­ci­de reviews, któ­re ana­li­zu­ją, co moż­na było zro­bić, aby te oso­by prze­ży­ły. Pol­ska nie odra­bia tej lek­cji. Zamy­ka się te spra­wy, bo po co je badać, sko­ro już nic nie da się zro­bić. Czę­sto dosta­ję pyta­nie: „Po co Pani to zbie­ra? No prze­cież nie pomo­że Pani już tym kobie­tom”. Cho­dzi o to, żeby uświa­do­mić ludziom, że pro­blem jest real­ny, poka­zać ska­lę zja­wi­ska i zoba­czyć, co nie zagra­ło, aby następ­nym razem sys­tem zadzia­łał i nie doszło do kolej­nej tra­ge­dii. Bra­ku­je zespo­łów pań­stwo­wych ana­li­zu­ją­cych przy­pad­ki kobie­to­bójstw, tych, gdzie spraw­ca też popeł­nił samo­bój­stwo, pod kątem zapo­bie­ga­nia przy­szłym zda­rze­niom. Dla­te­go w maju 2026 roku wraz z Femi­no­te­ką i Nie­bie­ską Linią Fun­da­cja Femi­ci­de in Poland wysto­so­wa­ła pismo do Mini­stra Spra­wie­dli­wo­ści, w któ­rym ape­lu­je­my o powo­ła­nie sta­łe­go Zespo­łu ds. Bada­nia Przy­pad­ków Prze­mo­cy wobec Kobiet ze skut­kiem śmiertelnym.

Co jest dla Pani w tej pra­cy naj­trud­niej­sze emocjonalnie?

Cza­sem czu­ję, że wal­czę z wia­tra­ka­mi. Pol­ska nie­ste­ty cały czas pozo­sta­je w nar­ra­cji prze­mo­cy, któ­ra nie uwzględ­nia per­spek­ty­wy kobiet i dzie­ci, w tym dziew­cząt. War­to sobie uświa­do­mić, że za gene­rycz­nym poję­ciem prze­mo­cy domo­wej, któ­rym upar­cie posłu­gu­je się od prze­szło 20 lat pol­ski usta­wo­daw­ca (na prze­mian z prze­mo­cą w rodzi­nie) sto­ją praw­dzi­wi ludzie – oso­by pokrzyw­dzo­ne. To ich per­spek­ty­wę nale­ży zacząć przyj­mo­wać. Mówić o prze­moc wobec kobiet, prze­mo­cy wobec dzie­ci i rów­nież prze­mo­cy wobec męż­czyzn. Dystan­so­wa­nie się od pro­ble­mu i udo­mo­wie­nie go w bez­oso­bo­wej kate­go­rii prze­moc domo­wa nie spo­wo­du­je, że będzie on bar­dziej ano­ni­mo­wy albo znik­nie. Bar­dzo czę­sto spo­ty­kam się z podej­ściem, że prze­moc wyso­kie­go ryzy­ka i kobie­to­bój­stwo to nie my – to może Afry­ka albo kra­je Glo­bal­ne­go Połu­dnia, ale nie Pol­ska. U nas jest pięk­nie, a ten, kto mówi ina­czej, nie jest patrio­tą. Twier­dzi się upar­cie, że w Pol­sce takich przy­pad­ków śmier­tel­nych nie ma, a jeśli już są, to ich licz­ba jest zni­ko­ma. Tym­cza­sem są one zebra­ne w rapor­cie i w mapie, więc teraz nie może­my się zasła­niać ich brakiem.

Świa­do­mość, że tych przy­pad­ków z roku na rok przy­by­wa, to ładu­nek emo­cjo­nal­ny, z któ­rym trze­ba sobie radzić. Opi­su­jesz spra­wę, któ­ra napraw­dę mia­ła miej­sce. To nie jest powieść kry­mi­nal­na, fik­cyj­ny serial czy film, tyl­ko histo­ria kobie­ty, któ­ra jesz­cze tydzień temu pro­wa­dzi­ła zaję­cia w szko­le, była uśmiech­nię­ta, mia­ła, tak jak Ty, swo­je pla­ny, rodzi­nę i przy­ja­ciół i nagle jej życie zosta­ło dra­ma­tycz­nie ode­bra­ne. To jest ładu­nek, z któ­rym trze­ba sobie w jakiś spo­sób radzić.

Sta­ram się nie spro­wa­dzać tych przy­pad­ków do liczb. Dzien­ni­ka­rze, naj­czę­ściej męż­czyź­ni, czę­sto pyta­ją: „No to ile ich jest u nas?”, a gdy sły­szą odpo­wiedź, reagu­ją: „Tyl­ko tyle? To po co o tym w ogó­le mówić?”. Argu­men­tu­ją, że jest woj­na, że Ukra­in­ki czy Bia­ło­ru­sin­ki mają gorzej, że nie­któ­re kobie­ty żyją w dyk­ta­tu­rze i są wyma­zy­wa­ne z życia publicz­ne­go, a w Rosji w ogó­le nie ist­nie­je prze­stęp­stwo prze­mo­cy domo­wej. Pol­ska men­tal­ność doty­czą­ca tego zja­wi­ska cały czas spro­wa­dza się do stwier­dze­nia: „Inni mają gorzej”. Wyzwa­niem jest uświa­do­mie­nie sobie i zaak­cep­to­wa­nie, że to nie ozna­cza, iż nie mamy nad sobą pra­co­wać. To zadzi­wia­ją­ce, bo dum­nie przed­sta­wia­my się wszę­dzie jako czło­nek Unii Euro­pej­skiej, sygna­ta­riusz Kon­wen­cji Rady Euro­py CETS210 i Kon­wen­cji ONZ CEDAW. Sko­ro mamy już taką pozy­cję, to przy prze­ciw­dzia­ła­niu prze­mo­cy powin­ni­śmy obie­rać raczej inne punk­ty odnie­sie­nia niż kra­je blo­ku wschod­nie­go czy Bli­skie­go Wscho­du. Zada­wać inne pyta­nia, jak cho­ciaż­by: co może­my zro­bić, żeby było lepiej, żeby kobie­ty i inne oso­by doświad­cza­ją­ce prze­mo­cy nie bały się jej zgła­szać, żeby wie­dzia­ły, że to, cze­go doświad­cza­ją, to prze­moc, a nie żyły w nie­wie­dzy i bra­ku świa­do­mo­ści? Wciąż zbyt mało słu­cha­my orga­ni­za­cji poza­rzą­do­wych, któ­re zna­ją pro­blem od pod­szew­ki, na co dzień zaj­mu­ją się pro­ble­mem prze­mo­cy i mogły­by pomóc, a czę­sto same muszą wal­czyć o prze­trwa­nie. Wciąż wsty­dzi­my się, że Polki giną z rąk Pola­ków, bo łatwiej jest wie­rzyć, że zło i prze­moc sto­su­je ktoś obcy, cał­ko­wi­cie inny od nas lub oso­ba cał­ko­wi­cie nie­po­czy­tal­na czy wybit­nie zła.