Koncepcja „różnicy płciowej” nie bez powodu brzmi skrajnie konserwatywnie dla polskich (i nie tylko) uszu; murem stał za nią między innymi Watykan, już na przełomie tysiącleci prowadząc krucjatę przeciwko idei gender, czyli płci rozumianej jako kulturowej konstrukcji, orędując za porządkiem społecznym jako wynikającym bezpośrednio z (wybranych aspektów) ludzkiej biologii [1].
Takie rozumienie różnicy ma jednak niewiele wspólnego z tym, jak różnicę płciową rozumie feminizm. Wręcz przeciwnie, nurt funkcjonujący pod nazwą feminizmu różnicy ma istotne punkty wspólne z feminizmem radykalnym, ponieważ jego twórczynie za punkt wyjścia obierają kobietę jako podmiot ucieleśniony. Według nich to właśnie z ucieleśnienia (fr. l’incarnation; ang. embodiment) płynie feministyczna polityka, nie tylko w sensie opozycji wobec męskocentrycznego obrazu świata, ale też w formie afirmacji podmiotowości wypchniętej na margines patriarchalnego porządku, poszukiwania nowych osi solidarności oraz twórczej dekonstrukcji hegemonicznej koncepcji (każdej z) płci.
Krótka historia pojęcia „różnicy płciowej”: feministki francuskie wobec psychoanalizy
Feminizm różnicy płciowej, ze względu na swoje źródła w feminizmie francuskim lat 70., nie ma swojej silnej tradycji w Polsce; we współczesnej zachodniej myśli feministycznej także bywa zresztą traktowany jako specyficzny relikt feminizmu drugiej fali, a samo pojęcie „różnicy płciowej” (sexual difference) jako koncepcja, która straciła na aktualności na rzecz rzekomo bardziej adekwatnej kategorii gender, czyli płci społeczno-kulturowej. Badaczki wskazują na impas, do jakiego w latach 80. doprowadziło w myśli feministycznej starcie między tymi dwiema tendencjami [2] [3].
Aby móc wyjaśnić zjawisko, jakim był w tamtym okresie francuski feminizm – do którego czołowych reprezentantek należą Hélène Cixous, Julia Kristeva i (szczególnie istotna w tym kontekście) Luce Irigaray – należy najpierw wskazać na silny autorytet, jakim od końca XIX wieku cieszyła się freudowska (a od lat 50. lacanowska) psychoanaliza. Służyła ona nie tylko jako narzędzie indywidualnej terapii, ale także jako dyskurs dążący do opisania, jak kształtują się tożsamość oraz podmiotowość, w tym płciowość jednostki. Jednocześnie psychoanaliza wprowadziła do badań nad rozwojem psychoseksualnym kategorię patologii, przez co szybko zaczęła pełnić funkcję silnie normotwórczą.
Omawiając proces kształtowania się seksualności i tożsamości płciowej, Freud wskazuje na istotną rolę procesów psychicznych zachodzących we wczesnym dzieciństwie. Chodzi tu oczywiście o tzw. kompleks Edypa – koncepcję, zgodnie z którą za procesem rozwoju płciowości stoi nieświadome pożądanie rodzica płci przeciwnej oraz wrogość i zazdrość wobec rodzica tej samej płci. Jak twierdzi Freud, w przypadku chłopców napięcie to prowadzi do lęku przed kastracją z rąk tego drugiego, a w efekcie do porzucenia kazirodczych pragnień i identyfikacji z ojcem. To z kolei stanowi warunek wytworzenia się superego, czyli tej części jaźni, która hamuje „nieakceptowalne” impulsy i pragnienia, pozwalając jednostce wpisać się w społeczne normy poprzez sublimację.
Dlaczego jest to istotne w kontekście niniejszych rozważań? W przypadku dziewczynek, ten sam proces rozwoju nie wychodzi, rzecz jasna, od lęku przed kastracją, lecz, zdaniem Freuda, rozpoczyna się w momencie, kiedy dziewczynka, uświadomiwszy sobie różnice anatomiczne między nią a chłopcami, zaczyna zdawać sobie sprawę z „braku” – rzekomej kastracji, która miała dotknąć zarówno ją, jak i matkę. Jest to etap rozwoju, na którym u dziewczynek ma wytworzyć się silne przywiązanie do ojca i rywalizacja z matką o jego względy, który to konflikt zostaje wreszcie rozwiązany poprzez identyfikację z matką.
Freud wskazuje zatem, że już we wczesnym dzieciństwie kobieca tożsamość budowana jest na poczuciu braku. Ponadto, jak zauważa Luce Irigaray, choć w przypadku mężczyzn proces dojrzewania, jak opisuje go Freud, zostaje w miarę ostatecznie domknięty w momencie identyfikacji z ojcem (a na poziomie społeczno-kulturowym, poprzez sublimację pragnień w formie aktywności twórczej, politycznej, intelektualnej, itd.), w przypadku dziewczynek tzw. zazdrość o członka (penis envy) może zostać uśmierzona jedynie poprzez macierzyństwo. Dziecko, a zwłaszcza syn, ma wypełnić brak, który kobieta od młodych lat dostrzega w sobie [4] [5].
W swojej przełomowej książce, która zdefiniowała XX-wieczny feminizm we Francji, czyniąc z autorki feministyczną ikonę, Simone de Beauvoir dowodzi, że zjawiska opisane przez Freuda mają sens jedynie na poziomie społecznym w kontekście społeczeństwa patriarchalnego, które od początku jej życia przypisuje kobiecie rolę Innej. Poczucie wybrakowania, które dziewczynka odkrywa na pewnym etapie rozwoju, ma związek nie z samą anatomią, lecz z rozpoznaniem, że ze względu na nią będzie miała w najlepszym wypadku ograniczony dostęp do uczestniczenia w życiu publicznym. Freud potraktował więc jako uniwersalny proces coś, co w rzeczywistości jest silnie uwarunkowane społeczno-politycznie [6].
Tę samą krytykę wysuwa między innymi Irigaray [7]. Jednak teoretyczki feminizmu różnicy, w odróżnieniu od Beauvoir, nie uciekają od dyskursu psychoanalitycznego ani nie proponują asymilacji kobiet do męskich standardów funkcjonowania w życiu publicznym jako remedium na marginalizację. Nie dążą one też do przezwyciężenia różnic w imię nowej, postpłciowej, humanistycznej podmiotowości [8].
Badaczka teorii feministycznej Toril Moi wskazuje, że to, co znamy obecnie jako francuską myśl feministyczną czerpiącą z psychoanalizy powstało na fali rewolucyjnego lewicowego optymizmu będącego następstwem zamieszek z maja 1968 roku. Jak już zostało wspomniane, psychoanaliza, ze względu na swój ówczesny autorytet w środowiskach paryskich intelektualistek, pozostała oczywistym punktem odniesienia – szczególnie w wersji praktykowanej przez Jacquesa Lacana, który dowodził że proces kształtowania się jaźni, który opisywał Freud, jest jednocześnie procesem inicjacji w język jako strukturę porządkującą rzeczywistość.
Dlatego też jednym z projektów feministycznych tamtego okresu były próby odnalezienia kobiecego języka, mającego na celu odzyskanie identyfikacji z tym, co matczyne, ucieleśnione, czyli poprzedzające inicjację w patriarchalne symboliczne struktury. To właśnie stoi za terminem écriture féminine, wprowadzonym przez filozofkę Hélène Cixous w eseju „Śmiech Meduzy”; inne feministki związane z tym nurtem również proponowały zbliżone projekty [9].
Czym jest „różnica” w feminizmie różnicy?
W odróżnieniu od patriarchalnego pojęcia różnicy rozumianej pejoratywnie, jako brak, teoria różnicy płciowej postuluje pozytywną waloryzację różnicy jako twórczej siły napędzającej feministyczną politykę. Choć feminizm różnicy podkreśla wagę kobiecego ucieleśnienia jako punktu wyjścia dla tejże polityki, nie zamyka on kobiet w figurze Kobiety rozumianej jako patriarchalny konstrukt, w opozycji do którego formuje się męskość. Ponieważ męskocentryczna kultura nie wytworzyła języka ani znaczeń adekwatnych do opisu doświadczenia kobiet, kobiecość jest z konieczności nadal trwającym projektem, procesem przekształcania patriarchalnych wzorców, by ostatecznie je przezwyciężyć [10].
Rosi Braidotti — współczesna filozofka feministyczna, jedna z pionierek instytucjonalnych badań feministycznych w Europie, czerpiąca w swojej pracy z dorobku Irigaray — dowodzi, że różnicę płciową należy rozumieć na trzech poziomach. Pierwszy z nich ma charakter diagnostyczny, opisowy, polegający na rozpoznaniu fałszywego uniwersalizmu przypisywanego męskocentrycznym wartościom w patriarchalnym społeczeństwie. To, co twórcze, pozytywne, racjonalne, jest z definicji męskie, a to, co kobiece, ma być „ciemną stroną” tego porządku. Charakterystyczne dla feminizmu różnicy jest rozpoznanie, że te dwa porządki cechuje niezbywalna asymetria, przez co asymilacja kobiet do hegemonicznych, patriarchalnych wartości jest niemożliwa. Patriarchalna kultura potrzebuje „Innej”, w opozycji do której może się definiować. Następny krok polega na ujawnieniu fałszu, jakim jest uniwersalizm, który przypisuje sobie męskocentryczna kultura, poprzez próby odzyskania z jej szponów tego, co „kobiece”, a więc też to, czemu przez wieki odmawiano adekwatnej reprezentacji. Punktem wyjścia dla feministycznej polityki staje się tutaj materialne, ucieleśnione doświadczenie kobiet, które uniemożliwia nie tylko sprowadzenie tego, co kobiece, do negatywu męskości, ale też sprowadzenie płci do społecznej abstrakcji celem ustanowienia feministycznego podmiotu jako stojącego ponad płcią [11].
Paradoksalnie więc to właśnie świadomość marginalizacji stanowi impuls do tworzenia nowej feministycznej tożsamości. Drugim poziomem różnicy płciowej są różnice wewnątrz samej kategorii kobiecości, czyli, mówiąc prościej, różnice między kobietami. Ze względu na mnogość ucieleśnionych doświadczeń kobiecości, jest ona procesem ciągłym, dążącym nie do domknięcia, lecz do dalszego różnicowania. Cielesność nie stanowi więc o naszym przeznaczeniu (jak chciałby tego determinizm płciowy w wersji konserwatywnej), lecz jest punktem wyjścia do nieredukowalnej wielości. Jednocześnie jednak materialne doświadczenie kobiecości pozwala na rozpoznanie wspólnych doświadczeń czy interesów, pierwszym spośród których jest krytyczny dystans wobec patriarchalnie rozumianej kategorii Kobiety (przez wielkie „K”). To, co „kobiece” nie jest więc ani odgórnie zdefiniowaną esencją, ani nie jest też jedynie społecznym konstruktem, lecz projektem politycznym mającym na celu wyzwolenie kobiecej tożsamości czy reprezentacji kobiet alternatywnych wobec tej, w której od wieków zamyka je patriarchalna kultura.
Mit Kobiety jako innej jest teraz pustym polem, gdzie różne kobiety mogą eksperymentować ze swoim jednostkowym stawaniem-się [12].
Ostatnim poziomem różnicy, na jaki wskazuje Braidotti, są różnice wewnątrz każdej z nas. Pomimo krytycznego stosunku do niektórych psychoanalitycznych tez, teoretyczki feminizmu różnicy przyjmują wiele z jej kluczowych założeń oraz korzystają z wytworzonych przez nią narzędzi. Jednym z tych założeń jest przekonanie o wewnętrznym zróżnicowaniu każdej osoby; nikt nie jest jednolitą, w pełni samoświadomą jaźnią, jak chciałaby tego oświeceniowa myśl humanistyczna. Indywidualna tożsamość nie jest tym samym, co polityczna podmiotowość. Ta druga jest świadomym wytworem, podczas gdy ta pierwsza w nierozerwalny sposób związana jest z ciałem, z całą jego złożonością, pragnieniami (w tym nieświadomymi) czy emocjami, tak więc każda (i każdy) z nas stanowi pełną wewnętrznych sprzeczności mozaikę nieuświadomionych dążeń, zinternalizowanych obrazów siebie, różnych sił, które nie podlegają rozumowej kontroli. Według Braidotti, w feminizmie powinno być miejsce na tego rodzaju wewnętrzne niespójności, które zresztą nie muszą wcale stanowić źródła kryzysu. Wręcz przeciwnie, Braidotti podkreśla, że w tym afektywnym ujęciu sam feminizm może być nie tylko świadomie obranym celem czy strategia polityczną, ale również obiektem tęsknoty czy pragnień [13].
Kobiecość, do dowartościowania której dąży feminizm różnicy, nie jest kobiecością rozumianą patriarchalnie czy konserwatywnie jako odwrotność męskości, jako to, co męskość (męskocentryczna kultura) musi wyprzeć na margines, jednocześnie czerpiąc z niej jako zasobu, żeby móc zaistnieć jako kategoria sama w sobie. Zamiast asymilacji do męskiego porządku, w ramach którego to, co kobiece może istnieć jedynie jako lustro, w którym przegląda się męskość, feminizm różnicy proponuje budowanie pozytywnie rozumianej kobiecej tożsamości z tej właśnie zmarginalizowanej pozycji.
Feminizm różnicy wobec płci społeczno-kulturowej (gender): czy ten pierwszy promuje esencjalizm płciowy?
Rozdźwięk między feminizmem różnicy a feminizmem spod znaku gender jest zjawiskiem w dużej mierze warunkowanym odmiennymi kontekstami językowymi. Podczas gdy ten pierwszy wypływa z myśli francuskiej i przyjął się głównie na gruncie zachodnioeuropejskim, ten drugi jest charakterystyczny dla anglo-amerykańskiego feminizmu. Jak twierdzi polska badaczka Aleksandra Derra, sam podział na sex, czyli płeć biologiczną, i gender, czyli płeć społeczno-kulturową, jest cechą języka angielskiego, dlatego też długo nie był obecny w piśmiennictwie innym niż anglojęzyczne. [14] Według Moi to też stanowiło jedną z trudności związanych z recepcją francuskiej myśli feministycznej na gruncie amerykańskim: francuskie słowo féminin może oznaczać zarówno to, co żeńskie (ang. female; związane z biologią), jak i to, co kobiece (ang. feminine; mające cechy kulturowo uznawane za takowe) [15].
Należy zaznaczyć, że spór między feministkami posługującymi się pojęciem gender i feministkami stosującymi koncept różnicy płciowej nie jest sporem o hermetyczną terminologię. Chodzi tutaj także o odmienne postrzeganie możliwych sposobów wyjścia z patriarchalnej opresji. Jak wskazuje Braidotti, w ujęciu proponowanym przez feminizm różnicy, od patriarchalnych kodów usiłujących zdefiniować kobiecość czy istniejących już reprezentacji tejże nie należy uciekać; są one częścią sfery symbolicznej, w której z konieczności żyjemy, a także elementem jednostkowej historii każdej kobiety. Jedyną efektywną strategią jest przepracowywanie tych kodów poprzez ironiczne naśladownictwo, dekonstruowanie ich, warstwa po warstwie, by w efekcie wytworzyć nowe znaczenia, nowe reprezentacje, które będą przystawały do empirycznej rzeczywistości kobiet (czy innych grup marginalizowanych).
Feminizm spod znaku gender proponuje z kolei odrzucenie samej kategorii kobiety jako rodzaju opresyjnej ideologii na rzecz androgynicznej, postpłciowej podmiotowości. Braidotti twierdzi, że odżegnywanie się od kobiecej tożsamości nie jest politycznie produktywne w rzeczywistości, w której kulturowe kody dążące do definiowania kobiecości nadal warunkują realne, materialne doświadczenie bycia kobietą. Jest to rzeczywistość, której wpływu na jednostkę nie da się zneutralizować jedynie siłą woli, tak jak samą siłą woli nie da ukształtować własnej tożsamości (w odróżnieniu od politycznej podmiotowości) [16].
Braidotti zaznacza jednocześnie, że termin gender w badaniach feministycznych jest użyteczny w różnych kontekstach, a oferowana przez nią krytyka ma wiele wspólnego z instytucjonalnym statusem studiów kobiecych na uniwersytetach. Gender w kontekście studiów genderowych nawiązuje do społeczno-kulturowej konstrukcji płci, co implikuje symetrię między nimi: skoro zarówno kobiecość, jak i męskość, jest kulturowym wytworem wtórnym wobec podmiotowości, nie ma powodu, żeby twierdzić, że na poziomie społecznym istnieje między nimi nierównowaga sił. W praktyce skutkuje to równorzędną koncentracją na męskości (masculinity studies) w ramach badań nad płcią, co stanowi swego rodzaju zawłaszczenie pola wywalczonego przez ruch feministyczny [17].
Moi twierdzi na przykład, że choć kobiecość dla Irigaray miała być czymś niewysłowionym, co umyka reprezentacji, w swoich tekstach filozofka zaprzecza niejako samej sobie, usiłując opisać kobiecy język czy inne właściwości tego, co w jej ujęciu podpada pod kategorię „kobiece”. Badaczka jednoznacznie oskarża Irigaray o esencjalizm, twierdząc, że pojawia się on zawsze wtedy, gdy ktoś usiłuje zdefiniować kobiecość, sugerując, jakoby, że z kobiecego ucieleśnienia wynika konkretny rodzaj języka, podmiotowości, czy tożsamości [18].
Czy esencjalizm może jednak odgrywać pewną rolę w feministycznej polityce? Badaczka Vicki Kirby, odnosząc się bezpośrednio do argumentu Moi, twierdzi, że jest on w pewnym sensie potrzebny na etapie wypracowywania politycznej sprawczości przez grupy marginalizowane, które potrzebują w tym celu wspólnego trzonu, jakim jest choćby prowizorycznie zarysowana tożsamość [19]. Jak pisze Braidotti:
Kobieta-feministka, ze swoim nacechowanym płciowo ucieleśnieniem, jest zarówno podmiotem, wokół którego feministki gromadzą się, kierowane rozpoznaniem wspólnej dla nich kondycji, jak i koncepcją, która musi być poddana krytycznej analizie, a na końcu zdekonstruowana [20].
Tak więc, jeśli myśl Irigaray cechuje jakiś esencjalizm, jest on wyłącznie formą strategicznej identyfikacji z konkretną pozycją w patriarchalnym systemie znaczeń, który obejmuje nie tylko ciało, ale też kulturę, relacje społeczne czy język. Z tego miejsca można odkrywać, czym jest kobiecość rozumiana inaczej niż jako zasób, z którego czerpie męskość. W tym ujęciu jest ona niedookreślonym horyzontem, do którego feminizm powinien zmierzać, by odnaleźć to, czemu patriarchalna kultura nie pozwoliła do tej pory zaistnieć – jednocześnie nie konstruując kobiecości jako kolejnego tożsamościowego monolitu, niemieszczącego wielości realnych doświadczeń [21].
Choć nacisk kładziony przez cytowane powyżej filozofki na cielesność może sugerować inaczej, w ich rozumieniu anatomia, wbrew temu, co twierdził Freud, nie jest przeznaczeniem. Zamiast pisać o biologii czy anatomii właśnie, Irigaray zaznacza swój dystans od tak rozumianego ucieleśnienia, stosując termin „morfologia”. Również w odniesieniu do krytyki wysuniętej przez Moi, filozofka Elizabeth Grosz tłumaczy, że „Irigaray nie postrzega ciała jako czegoś z góry określonego przez biologię czy anatomię, ani też jako biernego, bezrozumnego obiektu raz na zawsze uformowanego przez naturę” [22]. Jest odwrotnie – ciało, zanurzone od najwcześniejszych dni w patriarchalnej kulturze, jest przesiąknięte tworzonymi przez nią znaczeniami: „Relacje władzy i systemy reprezentacji . . . odgrywają aktywną rolę w ustanawianiu doznań i przyjemności doświadczanych przez ciało – fenomenologię cielesnego doświadczenia” [23].
Feminizm różnicy jako feministyczny radykalizm
Kluczowym aspektem radykalnego potencjału feminizmu różnicy jest opór wobec charakterystycznego dla feminizmu liberalnego przekonania o istnieniu abstrakcyjnego, uniwersalnego podmiotu polityki stojącego ponad płcią czy innymi podziałami. Feminizm liberalny, tak samo jak ogół myśli liberalnej, ma swoje źródła w europejskim humanizmie, który źródeł postępu cywilizacyjnego, a nawet progresywnej polityki upatrywał w charakterystycznym dla niego zestawie wartości: rozumowym poznaniu, wolnej woli, jednostkowej wolności oraz rozdzielności ciała i umysłu (a także waloryzacji tego drugiego kosztem tego pierwszego).
Feminizm różnicy, ze względu na swoje źródła w polemicznej względem humanizmu psychoanalizie, dowodzi, po pierwsze, że docelowy podmiot polityki nie jest uniwersalnym bytem, lecz mężczyzną; po drugie, że indywidualna tożsamość zawiera w sobie elementy nieświadome, które nie są politycznie neutralne, lecz formowane przez męskocentryczną kulturę. Z tego też powodu marginalizacja kobiet odbywa się nie tylko w tradycyjnie rozumianej sferze publicznej, na którą można oddziaływać racjonalnie; w patriarchalnym społeczeństwie jest ona także częścią systemów reprezentacji (takich jak język), które formują nasze doświadczenie bycia w świecie.
Zgodnie więc z etymologią słowa „radykalizm”, feminizm różnicy sięga do korzeni: korzeni jednostkowej tożsamości czy pragnień, ale też korzeni naszych kultur czy systemów wartości, szukając drogi, żeby w nich wykonywać pracę feminizmu. Nie da się z góry określić, którędy te drogi prowadzą, ani też co jest ich destynacją. Jako że współcześnie feminizm różnicy usiłuje objąć potencjalnie nieskończony pluralizm kobiecych doświadczeń, tego rodzaju autorytatywne wytyczne zawierają w sobie ryzyko fałszywego uniwersalizmu, który nie bierze pod uwagi innych znaczących różnic, takich jak pochodzenie etniczne, klasa, czy kontekst kulturowy.
Niemniej jednak Irigaray sugeruje, że aby wykształcić kobieco-feministyczną jaźń – rozumianą nie w odniesieniu do męskości, ale jako pozytywnie różniącą się od tejże – istnieje potrzeba, aby kobiety identyfikowały się w pierwszej kolejności ze sobą nawzajem, tworząc swoje społeczności – swego rodzaju „wspólnotę różnic” – w których ta nowa tożsamość może zostać wypracowana. Nie jest to propozycja permanentego separatyzmu; ten ma być co najwyżej fazą przejściową w budowaniu fundamentalnej solidarności, taktycznym odosobnieniem mającym na celu ochronę kobiet przed męską ingerencją w ich kolektywną tożsamość [24]. Jednym z docelowych efektów jest także jednak wykształcenie etycznych relacji między płciami, nieopartych na modelu relacji centrum z marginesem. Irigaray postuluje tym samym „rewolucję w sferze myśli i etyki” [25] mającą na celu dogłębne przebudowanie męskocentrycznego społecznego porządku.
Bibliografia:
[1] Butler, J. (2004). Undoing gender. Routledge.
[2] Braidotti, R., & Butler, J. (1994). Interview: Feminism by any other name. differences: A Journal of Feminist Cultural Studies, 6(2+3), 27–61.
[3] Szopa, K. (2023). Ta dziwna różnica, zwana płciową. Czas Kultury, 4, 103–113.
[4] Freud, S. (1977). Three essays on the theory of sexuality. Penguin Books.
[5] Irigaray, L. (1985). This sex which is not one (C. Porter & C. Burke, Trans.). Cornell University Press.
[6] de Beauvoir, S. (1972). The second sex. Penguin Books.
[7] Irigaray, L. op. cit.
[8] Braidotti, R. (2011). Nomadic subjects: Embodiment and sexual difference in contemporary feminist theory. Columbia University Press.
[9] Moi, T. (1985). Sexual/textual politics: Feminist literary theory. Routledge.
[10] Irigaray, L. op. cit.
[11] Braidotti, R. op. cit.
[12] Ibid., s. 160.
[13] Ibid.
[14] Derra, A. (2017). Meandry biologii płci. Badania feministyczne poza podziałem na sex i gender. Teksty Drugie, 4, 13–35. doi:0.18318/td.2017.4.2.
[15] Moi, T. op. cit.
[16] Braidotti, R. (2011). Nomadic subjects…
[17] Braidotti, R., & Butler, J. op. cit.
[18] Moi, T. op. cit.
[19] Kirby, V. (1991). Corporeal habits: Addressing essentialism differently. Hypatia, 6(3), 4–24.
[20] Braidotti, R. (2002). Identity, subjectivity and difference: A critical genealogy. In G. Grifin & R. Braidotti (Eds.) Thinking differently: A reader in European women’s studies (pp. 158–180). Zed Books, s. 171.
[21] Braidotti, R. (2003). Becoming woman: Or sexual difference revisited. Theory, Culture & Society, 20(3), 43–64.
[22] Grosz, E. (1989). Sexual subversions: Three French feminists. Allen & Unwin, s. 112.
[23] Ibid., s. 111.
[24] Irigaray, L. (1985). This sex… [25] Irigaray, L. (1993). An ethics of sexual difference (C. Burke & G. C. Gill, Trans.). Cornell University Press, s. 6.

