Pierwotna przyczyna, część I

Niniej­szy tekst jest tłu­ma­cze­niem roz­dzia­łu dzie­wią­te­go książ­ki „Our Blo­od: Pro­phe­cies and Disco­ur­ses on Sexu­al Poli­tics” (1976, wyd. Peri­gee Books) autor­stwa Andrei Dwor­kin, zaty­tu­ło­wa­ne­go w ory­gi­na­le „The Root Cau­se”. Roz­dział ten sta­no­wi zapis prze­mó­wie­nia wygło­szo­ne­go 26 wrze­śnia 1975 roku w Mas­sa­chu­setts Insti­tu­te of Tech­no­lo­gy w Cambridge.

A naj­bar­dziej pozna­wal­ne są przede wszyst­kim pierw­sze zasa­dy i przy­czy­ny. Albo­wiem przez nie i z ich pozna­je się wszyst­ko inne

Ary­sto­te­les, Meta­fi­zy­ka, Księ­ga I [1]

Chcę opo­wie­dzieć Wam dziś o rze­czy­wi­sto­ści i moż­li­wo­ściach. Rze­czy­wi­stość jest bru­tal­na i odra­ża­ją­ca; moż­li­wo­ści mogą się Wam wydać, mówiąc wprost, nie­moż­li­we. Chcę przy­po­mnieć Wam, że był czas, kie­dy wszy­scy wie­rzy­li, że Zie­mia jest pła­ska. Cała żeglu­ga była opar­ta na tym prze­ko­na­niu. Wszyst­kie mapy kre­ślo­no zgod­nie z zało­że­nia­mi tego prze­ko­na­nia. Mówię „prze­ko­na­nie”, choć wte­dy to była rze­czy­wi­stość, jedy­na wyobra­żal­na rze­czy­wi­stość. Była to rze­czy­wi­stość, ponie­waż każ­dy wie­rzył, że była praw­dzi­wa. Każ­dy wie­rzył, że była praw­dzi­wa, ponie­waż wyda­wa­ła się praw­dzi­wa. Zie­mia wyglą­da­ła na pła­ską: nie moż­na było wyklu­czyć, że gdzieś dale­ko jest kra­wędź, z któ­rej moż­na spaść. Ludzie zakła­da­li, że gdzieś jest osta­tecz­na gra­ni­ca, za któ­rą nie ma już nic. Tak jak to czę­sto bywa, wyobraź­nia była zawę­żo­na przez ogra­ni­czo­ne z natu­ry i kul­tu­ro­wo uwa­run­ko­wa­ne zmy­sły, a te zmy­sły z kolei stwier­dza­ły, że Zie­mia jest pła­ska. Ta zasa­da rze­czy­wi­sto­ści nie była jedy­nie teo­re­tycz­na: korzy­sta­no z niej. Stat­ki nigdy nie odpły­wa­ły zbyt dale­ko w jakim­kol­wiek kie­run­ku, ponie­waż nikt nie chciał spaść z kra­wę­dzi Zie­mi. Nikt nie chciał umrzeć na sku­tek tak głu­pie­go, nie­bez­piecz­ne­go dzia­ła­nia. W spo­łecz­no­ściach, w któ­rych żeglu­ga odgry­wa­ła klu­czo­wą rolę, strach przed takim losem był ogrom­ny i realny.

No i w koń­cu, jak dobrze wia­do­mo, męż­czy­zna nazwi­skiem Krzysz­tof Kolumb wpadł na pomysł, że Zie­mia jest okrą­gła. Wymy­ślił, że pły­nąc wciąż na zachód, dało­by się dopły­nąć na Dale­ki Wschód. Nie wie­my, jak ten pomysł się zro­dził, ale zro­dził się, a kie­dy już się to sta­ło, Kolumb nie mógł o nim zapo­mnieć. Zanim poznał kró­lo­wą Iza­be­lę, przez dłu­gi czas nikt nie chciał go słu­chać ani prze­my­śleć jego pomy­słu, ponie­waż bra­no go za waria­ta. Jeśli coś było pew­ne, to był to fakt, że Zie­mia jest pła­ska. Teraz oglą­da­my robio­ne z prze­strze­ni kosmicz­nej zdję­cia Zie­mi i nie pamię­ta­my już, że kie­dyś powszech­nie wie­rzo­no, iż jest ona płaska.

Ta histo­ria powtó­rzy­ła się wie­lo­krot­nie. Maria Skło­dow­ska-Curie wpa­dła na sza­lo­ny pomysł, że ist­nie­je nie­od­kry­ty pier­wia­stek: czyn­ny, zmien­ny, żywy. Cała wie­dza nauko­wa była opar­ta na tym, że wszyst­kie pier­wiast­ki są nie­ak­tyw­ne, obo­jęt­ne, sta­bil­ne. Wpły­wo­wi naukow­cy wyśmia­li ją i nie dopu­ści­li, żeby mia­ła wła­sne labo­ra­to­rium. Ska­za­na na bie­dę i zapo­mnie­nie, Maria Skło­dow­ska-Curie pra­co­wa­ła bez ustan­ku wraz z mężem, Pierre’em, aby wyizo­lo­wać rad – na począt­ku wytwór jej wyobraź­ni. Odkry­cie radu cał­ko­wi­cie zbu­rzy­ło pod­sta­wo­we zało­że­nia zarów­no fizy­ki, jak i che­mii. To, co było rze­czy­wi­sto­ścią przed odkry­ciem, zupeł­nie prze­sta­ło nią być.

Zna­ne i nie­za­wod­ne zasa­dy rze­czy­wi­sto­ści, któ­rych trzy­ma­my się kur­czo­wo i w któ­re powszech­nie wie­rzy­my, czę­sto zatem wyni­ka­ją z naszej głę­bo­kiej igno­ran­cji. Nie wie­my, cze­go nie wie­my ani jak wie­le nie wie­my. Igno­ru­je­my naszą igno­ran­cję, nawet jeże­li wie­lo­krot­nie nam ją wyka­za­no, i wie­rzy­my, że rze­czy­wi­stość jest czym­kol­wiek, co jest nam po pro­stu znane.

Jed­ną z pod­sta­wo­wych zasad rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rą powszech­nie wie­rzy­my i któ­rej trzy­ma­my się kur­czo­wo, jest prze­ko­na­nie, że ist­nie­ją dwie płcie, męż­czy­zna i kobie­ta, i że te płcie są nie tyl­ko róż­ne od sie­bie, ale tak­że sobie prze­ciw­ne. Przy opi­sy­wa­niu cech dwóch płci czę­sto korzy­sta się z meta­fo­ry bie­gu­nów magne­tycz­nych. Płeć męska jest łączo­na z bie­gu­nem dodat­nim, zaś żeń­ska – z ujem­nym. Po zbli­że­niu do sie­bie magne­sów ich pola wcho­dzą w inte­rak­cję i łączą razem dwa bie­gu­ny, co stwa­rza ide­al­ną całość. Natu­ral­nie, dwa takie same bie­gu­ny zbli­żo­ne do sie­bie będą się odpychać.

Płeć męska, zgod­nie z przy­pi­sa­nym jej bie­gu­nem dodat­nim, cha­rak­te­ry­zu­je się dodat­ni­mi cecha­mi. Płeć żeń­ska, zgod­nie z przy­pi­sa­nym bie­gu­nem ujem­nym, nie ma żad­nej z dodat­nich cech przy­pi­sa­nych płci męskiej. Dla przy­kła­du: zgod­nie z oma­wia­nym mode­lem męż­czyź­ni są aktyw­ni, sil­ni i odważ­ni, a kobie­ty bier­ne, sła­be i stra­chli­we. Inny­mi sło­wy, kobie­ta nie jest tym, czym męż­czy­zna jest. Kobie­ta nie potra­fi tego, co męż­czy­zna potra­fi. Kobie­ta nie ma w sobie cech, któ­re męż­czy­zna ma. Kobie­ta jest ujem­nym odbi­ciem dodat­nie­go mężczyzny.

Oso­by uspra­wie­dli­wia­ją­ce ten model twier­dzą, że jest on etycz­ny ze wzglę­du na swo­ją ega­li­tar­ność. Oba bie­gu­ny mogą być dum­ne ze swo­jej odmien­no­ści. Oba bie­gu­ny są koniecz­ne do stwo­rze­nia har­mo­nij­nej cało­ści. Ta myśl wyni­ka oczy­wi­ście z prze­ko­na­nia, że cechy przy­pi­sa­ne danej płci są praw­dzi­we, a isto­ta każ­dej z tych płci – słusz­nie odda­na. Ina­czej mówiąc, stwier­dze­nie, że męż­czy­zna jest dodat­ni, a kobie­ta ujem­na, to tak jak powie­dzieć, że pia­sek jest suchy, a woda mokra – cecha, któ­ra naj­le­piej opi­su­je rzecz samą w sobie, jest praw­dzi­wie nazwa­na i nie suge­ru­je żad­nej walo­ry­za­cji. Simo­ne de Beau­vo­ir rzu­ca świa­tło na fał­szy­wość dok­try­ny „róż­ne, lecz rów­ne” w przed­mo­wie do Dru­giej płci:

Sto­su­nek obu płci nie jest taki, jak dwóch ładun­ków elek­trycz­nych, dwóch bie­gu­nów: męż­czy­zna repre­zen­tu­je rów­no­cze­śnie bie­gun dodat­ni i neu­tral­ny punkt tak dale­ce, że w języ­ku fran­cu­skim mówi się les hom­mes dla okre­śle­nia wszyst­kich istot ludz­kich, podob­nie jak szcze­gól­ne zna­cze­nie sło­wa vir zbie­gło się w tre­ści z ogól­nym poję­ciem wyra­zu homo. Kobie­ta przed­sta­wia się nam jako bie­gun ujem­ny do tego stop­nia, że już sama defi­ni­cja wyra­ża jej ogra­ni­cze­nie. […] „Sami­ca jest sami­cą na sku­tek bra­ku pew­nych przy­mio­tów – mówił Ary­sto­te­les. – Musi­my trak­to­wać kobie­ty jako rodzaj istot z natu­ry upo­śle­dzo­nych”. Świę­ty Tomasz zaś stwier­dza za jego przy­kła­dem, że kobie­ta jest „nie­uda­nym męż­czy­zną”, isto­tą „przy­pad­ko­wą”.

Ludz­kość jest rodza­ju męskie­go, męż­czy­zna okre­śla kobie­tę nie jako taką, lecz w odnie­sie­niu do same­go sie­bie; nie uwa­ża jej za isto­tę samo­ist­ną. [2]

Ten cho­ry obraz kobie­ty jako nega­tyw­ne­go odbi­cia męż­czy­zny, „jest sami­cą na sku­tek bra­ku pew­nych przy­mio­tów”, zatru­wa całą kul­tu­rę. Jest to rak w trze­wiach każ­de­go sys­te­mu poli­tycz­ne­go i gospo­dar­cze­go, każ­dej insty­tu­cji spo­łecz­nej. Jest to zgni­li­zna, któ­ra psu­je wszyst­kie ludz­kie rela­cje, ata­ku­je całą ludz­ką psy­cho­lo­gicz­ną rze­czy­wi­stość i nisz­czy pod­sta­wę ludz­kiej tożsamości.

Takie pato­lo­gicz­ne spoj­rze­nie na żeń­ską ujem­ność narzu­ca­no nasze­mu cia­łu od tysiąc­le­ci. Bestial­skie oka­le­cza­nia cia­ła kobie­ty, podej­mo­wa­ne w celu cał­ko­wi­te­go odróż­nie­nia jej od męż­czy­zny, odby­wa­ły się na maso­wą ska­lę. Przy­kład sta­no­wią Chi­ny, gdzie przez tysiąc lat krę­po­wa­no kobie­tom sto­py, zmie­nia­jąc je w kiku­ty. Kie­dy dziew­czyn­ka mia­ła sie­dem czy osiem lat, myto jej sto­py w ału­nie, związ­ku che­micz­nym powo­du­ją­cym kur­cze­nie. Następ­nie, wszyst­kie pal­ce za wyjąt­kiem duże­go były zgi­na­ne w kie­run­ku pode­szw sto­py i ban­da­żo­wa­ne tak cia­sno, jak tyl­ko się dało. Pro­ce­du­rę powta­rza­no bez ustan­ku przez okres oko­ło trzech lat. Dziew­czyn­ka w ago­nii nadal była zmu­szo­na cho­dzić, uży­wa­jąc zde­for­mo­wa­nych stóp. Poja­wia­ły się twar­de odci­ski, paznok­cie wra­sta­ły w skó­rę, sto­py ropia­ły i krwa­wi­ły, prze­pływ krwi wła­ści­wie się zatrzy­my­wał, a duże pal­ce czę­sto odpa­da­ły. Ide­al­na sto­pa to osiem cen­ty­me­trów cuch­ną­ce­go, gni­ją­ce­go cia­ła. Męż­czyź­ni byli dodat­ni, a kobie­ty ujem­ne, ponie­waż męż­czyź­ni mogli cho­dzić, a kobie­ty nie. Męż­czyź­ni byli sil­ni, a kobie­ty sła­be, ponie­waż męż­czyź­ni mogli cho­dzić, a kobie­ty nie. Męż­czyź­ni byli nie­za­leż­ni, a kobie­ty zależ­ne, ponie­waż męż­czyź­ni mogli cho­dzić, a kobie­ty nie. Męż­czyź­ni byli krzep­cy, ponie­waż kobie­ty były kalekie.

Okru­cień­stwo wyrzą­dzo­ne Chin­kom to tyl­ko jeden z przy­kła­dów sys­te­mo­we­go sady­zmu prze­pro­wa­dza­ne­go na kobie­cych cia­łach, doko­ny­wa­ne­go, aby­śmy wyszły na ujem­ne prze­ci­wień­stwo męż­czyzn. Były­śmy – i jeste­śmy – biczo­wa­ne, mal­tre­to­wa­ne, bite. Były­śmy – i jeste­śmy – wpy­cha­ne w ubra­nia zapro­jek­to­wa­ne tak, aby znie­kształ­ca­ły nasze cia­ła, aby ruchy i oddech były bole­sne i utrud­nio­ne. Były­śmy – i jeste­śmy – zamie­nia­ne w ozdób­ki, tak bar­dzo pozba­wio­ne swo­jej fizycz­no­ści, że nie może­my bie­gać, ska­kać, wspi­nać się czy nawet cho­dzić, przy­bie­ra­jąc pra­wi­dło­wą posta­wę. Były­śmy – i jeste­śmy – zakry­wa­ne: nasze obli­cze scho­wa­ne za war­stwa­mi duszą­cej tka­ni­ny albo maki­ja­żu. W ten spo­sób odbie­ra się nam nawet nasze twa­rze. Były­śmy – i jeste­śmy – zmu­sza­ne do usu­wa­nia wło­sów spod pach, z nóg, z brwi, czę­sto nawet z oko­lic intym­nych, tak aby męż­czyź­ni, w swo­jej wło­cha­tej męsko­ści, byli pew­ni tego, że to oni są dodat­ni. Były­śmy – i jeste­śmy – ste­ry­li­zo­wa­ne wbrew naszej woli. Usu­wa się nam maci­ce bez żad­ne­go medycz­ne­go uza­sad­nie­nia. Wyci­na się nam łech­tacz­ki. Rado­śnie pozby­wa się naszych pier­si, wraz z mię­śnia­mi całej klat­ki pier­sio­wej. Ostat­ni z wymie­nio­nych zabie­gów, mastek­to­mia rady­kal­na, ist­nie­je od osiem­dzie­się­ciu lat. Pro­szę was, żeby­ście pomy­śle­li o roz­wo­ju bro­ni, któ­ry doko­nał się na prze­strze­ni tych osiem­dzie­się­ciu lat: bom­by nukle­ar­ne i hała­so­we, tru­ją­ce gazy, wiąz­ki lase­ro­we i tym podob­ne, i roz­wa­ży­li ten postęp tech­no­lo­gicz­ny w kon­tek­ście kobiet. Dla­cze­go nadal moż­na krzyw­dzić kobie­tę na tyle róż­nych spo­so­bów w trak­cie ope­ra­cji pier­si? Dla­cze­go ta bestial­ska odmia­na oka­le­cza­nia, mastek­to­mia rady­kal­na, ma się tak dobrze, jeśli nie po to, aby zwięk­szyć ujem­ność kobiet w sto­sun­ku do męż­czyzn? Te spo­so­by fizycz­ne­go oka­le­cza­nia napięt­no­wu­ją nas jako kobie­ty poprzez ode­bra­nie nam naszych wła­snych ciał, poprzez nisz­cze­nie ich.

W tym dzi­wacz­nym, stwo­rzo­nym przez męż­czyzn świe­cie głów­ną fizycz­ną ozna­ką kobie­cej ujem­no­ści jest cią­ża. Kobie­ty mogą nosić w sobie dziec­ko, męż­czyź­ni nie. Ale ponie­waż męż­czyź­ni są dodat­ni, a kobie­ty ujem­ne, męska nie­moż­ność zaj­ścia w cią­żę jest uzna­wa­na za cechę dodat­nią, a moż­ność kobiet – za ujem­ną. Ponie­waż naj­ła­twiej odróż­nić kobie­tę od męż­czy­zny po tej jed­nej cesze, oraz ponie­waż ujem­ność kobiet zawsze jest usta­la­na w opo­zy­cji do dodat­nio­ści męż­czyzn, kobie­ca moż­ność zaj­ścia w cią­żę jest w pierw­szej kolej­no­ści uży­wa­na do stwo­rze­nia, a dalej do utrzy­ma­nia jej ujem­ne­go lub pod­rzęd­ne­go sta­tu­su. Cią­ża sta­je się fizycz­nym pięt­nem, zna­kiem, że oso­ba w cią­ży jest rze­czy­wi­ście kobie­tą. Para­dok­sal­nie więc stan ten sta­je się for­mą i esen­cją kobie­cej ujemności.

Powróć­my do tech­no­lo­gii i jej związ­ku z kobie­ta­mi. Męż­czyź­ni cho­dzą po księ­ży­cu, stwo­rzo­na przez męż­czyzn sate­li­ta będzie lądo­wać na Mar­sie, a tech­no­lo­gia anty­kon­cep­cji nadal jest kary­god­nie nie­ade­kwat­na. Dwie naj­efek­tyw­niej­sze meto­dy anty­kon­cep­cji to piguł­ka i spi­ra­la. Piguł­ka jest tok­sycz­na, a spi­ra­la sady­stycz­na. Jeśli kobie­ta chce zapo­biec cią­ży ma dwie opcje: albo z góry godzi się z poraż­ką wywo­ła­ną korzy­sta­niem z nie­efek­tyw­nej meto­dy anty­kon­cep­cji (w tym wypad­ku ryzy­ku­je śmier­cią w trak­cie cią­ży), albo gro­żą jej poważ­ne cho­ro­by wywo­ła­ne piguł­ką lub zatrwa­ża­ją­cy ból od nosze­nia spi­ra­li. Oczy­wi­ście w przy­pad­ku korzy­sta­nia z anty­kon­cep­cji ryzy­ko śmier­ci nadal jest wyso­kie. Mimo że bez­piecz­ne i pro­ste zabie­gi abor­cyj­ne są obec­nie roz­wi­nię­te, sta­now­czo odma­wia się kobie­tom do nich dostę­pu. Męż­czyź­ni wyma­ga­ją, aby kobie­ty zacho­dzi­ły wciąż w cią­żę, w celu zapew­nie­nia kobie­cej ujem­no­ści, potwier­dza­ją­cej męską dodatniość.

Fizycz­ne ata­ki na kobie­ce życia robią naj­więk­sze wra­że­nie, ale prze­stęp­stwa doko­ny­wa­ne na naszym inte­lek­cie czy kre­atyw­no­ści pre­zen­tu­ją ten sam poziom sady­zmu. Kobie­ty, uwa­ża­ne za bez­myśl­ne, koja­rzy się z ubo­gim życiem inte­lek­tu­al­nym i kre­atyw­nym, co, tym samym, ma uwi­dacz­niać te cechy u męż­czyzn. Kobie­cość utoż­sa­mia się po pro­stu z głu­po­tą. Jeste­śmy kobie­ce tak bar­dzo, że nasze zdol­no­ści umy­sło­we są zaprze­cza­ne lub uni­ce­stwia­ne. Aby wzmoc­nić tę ujem­ność kobiet, sys­te­mo­wo odma­wia się nam dostę­pu do edu­ka­cji for­mal­nej, a każ­da wzmian­ka o natu­ral­nej inte­li­gen­cji jest kara­na do tego stop­nia, że nie ośmie­la­my się wie­rzyć nasze­mu postrze­ga­niu, że nie ośmie­la­my się ufać kre­atyw­nym myślom, że nie ośmie­la­my się korzy­stać ze zdol­no­ści kry­tycz­ne­go myśle­nia, że nie ośmie­la­my się roz­wi­jać naszej wyobraź­ni, że nie ośmie­la­my się sza­no­wać naszej inte­li­gen­cji czy słusz­nych prze­ko­nań. Nie­waż­ne jakiej kre­atyw­nej lub umy­sło­wej pra­cy się podej­mie­my, będzie ona try­wia­li­zo­wa­na, igno­ro­wa­na, lub wyśmie­wa­na. W ten spo­sób nawet te kil­ka odpor­nych umy­słów jest dopro­wa­dza­nych do samo­bój­stwa lub sza­leń­stwa, albo z powro­tem do mał­żeń­stwa lub macie­rzyń­stwa. Ist­nie­je bar­dzo mało wyjąt­ków od tej nie­ubła­ga­nej reguły.

Naj­żyw­szy obraz tej pato­lo­gii kobie­cej ujem­no­ści w lite­ra­tu­rze znaj­dzie­my w por­no­gra­fii. Lite­ra­tu­ra w naj­bar­dziej elo­kwent­ny spo­sób daje wyraz war­to­ściom kul­tu­ro­wym, a por­no­gra­fia jest ich kwin­te­sen­cją. W por­no­gra­fii lite­rac­kiej, gdzie kobie­ca krew prze­le­wa się wbrew ogra­ni­cze­niom fizycz­nej wytrzy­ma­ło­ści, etos mor­der­czej kul­tu­ry męskiej dodat­nio­ści jest uka­za­ny w swo­jej pier­wot­nej for­mie: męski sadyzm czer­pie z kobie­ce­go maso­chi­zmu; męska domi­na­cja kar­mi się kobie­cą uległością.

W por­no­gra­fii sadyzm to śro­dek, poprzez któ­ry męż­czyź­ni usta­la­ją swo­ją domi­na­cję. Sadyzm to fak­tycz­na mani­fe­sta­cja siły potwier­dza­ją­cej męskość, a pierw­szą cechą męsko­ści jest fakt, że opie­ra się ona na nega­cji kobie­co­ści. Męskość potwier­dzi tyl­ko upa­dla­ją­ca kobie­tę degra­da­cja, degra­da­cja, któ­ra nie będzie wystar­cza­ją­co upa­dla­ją­ca, dopó­ki cia­ło i wola ofia­ry nie zosta­ną zdeptane.W por­no­gra­fii lite­rac­kiej jądro ciem­no­ści sta­no­wią­ce cen­trum sys­te­mu męskiej dodat­nio­ści jest uka­za­ne w całej swej prze­ra­ża­ją­cej nago­ści. Tym jądrem ciem­no­ści jest  fakt, że sadyzm sek­su­al­ny urze­czy­wist­nia męską toż­sa­mość. Kobie­ty są tor­tu­ro­wa­ne, biczo­wa­ne, zaku­wa­ne w łań­cu­chy; kobie­ty są zwią­zy­wa­ne i kne­blo­wa­ne, zna­mio­no­wa­ne i przy­pa­la­ne, cię­te noża­mi i dru­ta­mi, szcza się na nie, sra, prze­ku­wa się im pier­si czer­wo­ny­mi z gorą­ca igła­mi, łamie się kości, roz­ry­wa odby­ty i usta, piz­dy bestial­sko masa­kru­je penis za peni­sem, dil­do za dil­dem – a wszyst­ko po to, żeby utwier­dzić męż­czy­znę w prze­ko­na­niu o jego wła­snej wartości.


TŁUMACZENIE: ALEKSANDRA POŁEĆ

Bibliografia

[1] Ary­sto­te­les (1986). Meta­fi­zy­ka, t. 1. Tłum. T. Żeleź­nik. Lublin: Wydaw­nic­two KUL.

[2] de Beau­vo­ir, S. (2003). Dru­ga płeć. Tłum. Maria Leśniew­ska. Kra­ków: Wydaw­nic­two Literackie.