Pierwotna przyczyna, część II

Niniej­szy tekst jest tłu­ma­cze­niem roz­dzia­łu dzie­wią­te­go książ­ki „Our Blo­od: Pro­phe­cies and Disco­ur­ses on Sexu­al Poli­tics” (1976, wyd. Peri­gee Books) autor­stwa Andrei Dwor­kin, zaty­tu­ło­wa­ne­go w ory­gi­na­le „The Root Cau­se”. Roz­dział ten sta­no­wi zapis prze­mó­wie­nia wygło­szo­ne­go 26 wrze­śnia 1975 roku w Mas­sa­chu­setts Insti­tu­te of Tech­no­lo­gy w Cambridge.


Kla­sycz­nie w por­no­gra­fii część tego maka­brycz­ne­go okru­cień­stwa ma miej­sce w prze­strze­ni publicz­nej. Męż­czy­zna nie posią­dzie cał­ko­wi­cie kobie­ty – a więc nie sta­nie się cał­ko­wi­cie męż­czy­zną – dopó­ki jej degra­da­cja nie znaj­dzie świad­ków i przy­kla­sku­ją­cych. Mówiąc ina­czej, kie­dy męż­czy­zna usta­na­wia domi­na­cję, musi rów­nież publicz­nie usta­no­wić swo­ją wła­sność. Wła­sność jest potwier­dzo­na, kie­dy męż­czyź­nie uda się upo­ko­rzyć kobie­tę przed swo­imi kole­ga­mi i dla ich przy­jem­no­ści, a ona nadal pozo­sta­nie mu wier­na. Wła­sność jest w dal­szej kolej­no­ści umac­nia­na, kie­dy męż­czy­zna jest w sta­nie wypo­ży­czyć lub poda­ro­wać kobie­tę w pre­zen­cie inne­mu męż­czyź­nie, lub męż­czy­znom, jako obiekt cie­le­sny. Tego typu trans­ak­cje potwier­dza­ją jego posia­da­nie wśród szer­szej publi­ki oraz pod­no­szą jego war­tość w oczach innych męż­czyzn. Tego typu trans­ak­cje dowo­dzą, że nie tyl­ko zdo­był abso­lut­ną moc roz­po­rzą­dza­nia jej cia­łem, ale posiadł tak­że cał­ko­wi­cie jej wolę. To, co mogło zacząć się dla kobie­ty jako ule­głość wobec kon­kret­ne­go męż­czy­zny z powo­du „miło­ści” – i co w tym sen­sie było zgod­ne z jej wła­sną inte­gral­no­ścią, taką, jaką potra­fi­ła roz­po­znać – musi skoń­czyć się uni­ce­stwie­niem nawet takie­go rosz­cze­nia do indy­wi­du­al­no­ści. Rosz­cze­nie do samo­dziel­ne­go posia­da­nia – „ja jestem tym, któ­ry posia­da” – ogła­sza męż­czy­zna. Ale nicze­go nie moż­na zosta­wić kobie­cie, lub w kobie­cie, na czym mogła­by budo­wać rosz­cze­nie do god­no­ści oso­bi­stej, nawet żało­snej god­no­ści wia­ry w to, że „jestem jedy­ną w swo­im rodza­ju wła­sno­ścią męż­czy­zny, któ­ry mnie poni­ża”. W ten sam spo­sób, i z tej samej przy­czy­ny, jest ona zmu­szo­na do oglą­da­nia męż­czy­zny, któ­ry ją posia­da, zisz­cza­ją­ce­go swój sek­su­al­ny sadyzm na innych kobie­tach. Odbie­ra jej to zia­ren­ko wewnętrz­nej god­no­ści pocho­dzą­cej z wia­ry, że „jestem jedy­ną” lub „jestem dostrze­ga­na, a moja jed­nost­ko­wa toż­sa­mość jest potwier­dza­na, gdy on poni­ża mnie” lub „jestem inna niż pozo­sta­łe kobie­ty, ponie­waż ten męż­czy­zna wybrał wła­śnie mnie”.

Por­no­gra­fia męskie­go sady­zmu pra­wie zawsze zawie­ra wyide­ali­zo­wa­ny, czy nie­rze­czy­wi­sty, obraz męskiej soli­dar­no­ści. Uto­pij­ny męski kon­cept, sta­no­wią­cy pod­sta­wę męskiej por­no­gra­fii, pole­ga na tym, że sko­ro męskość jest sta­no­wio­na i potwier­dza­na na zde­pra­wo­wa­nych cia­łach kobiet i prze­ciw nim, męż­czyź­ni nie potrze­bu­ją kie­ro­wać agre­sji prze­ciw­ko sobie nawza­jem. Inny­mi sło­wy, kobie­ty pochła­nia­ją męską agre­sję, tak że męż­czyź­ni są od niej bez­piecz­ni. Każ­dy męż­czy­zna świa­dom swo­je­go głę­bo­ko zako­rze­nio­ne­go impul­su do bestial­stwa podej­rze­wa ist­nie­nie takich impul­sów u innych męż­czyzn i sta­ra się ochro­nić przed nimi same­go sie­bie. Rytu­ały męskie­go sady­zmu skie­ro­wa­ne­go na cia­ła kobiet i prze­ciw nim to środ­ki, jaki­mi męż­czyź­ni są socja­li­zo­wa­ni do agre­sji. Dzię­ki nim męż­czy­zna jest w sta­nie wejść w rela­cję z innym męż­czy­zną bez nie­uchron­ne­go ryzy­ka męskiej agre­sji skie­ro­wa­nej prze­ciw­ko sobie. Wspól­ny ero­tycz­ny pro­jekt nisz­cze­nia kobiet umoż­li­wia męż­czy­znom zjed­no­cze­nie się w bra­ter­stwie; pro­jekt ten to jedy­ne solid­ne i wia­ry­god­ne pod­ło­że pod współ­pra­cę dla męż­czyzn i wszyst­kie męskie wię­zi są na nim oparte.

Ten wyide­ali­zo­wa­ny obraz męskiej soli­dar­no­ści uka­zu­je w grun­cie homo­sek­su­al­ny cha­rak­ter męskich rela­cji. Męż­czyź­ni uży­wa­ją kobie­cych ciał, aby nawią­zy­wać soju­sze lub wię­zi mię­dzy sobą nawza­jem. Męż­czyź­ni uży­wa­ją kobie­cych ciał, aby zdo­być widocz­ną siłę, któ­ra potwier­dzi ich męską toż­sa­mość w oczach innych męż­czyzn. Męż­czyź­ni uży­wa­ją kobie­cych ciał, aby umoż­li­wić sobie uczest­nic­two w uprzej­mych i poko­jo­wych trans­ak­cjach towa­rzy­skich w męskim gro­nie. Myśli­my, że żyje­my w spo­łe­czeń­stwie hete­ro­sek­su­al­nym, ponie­waż więk­szość męż­czyzn ma obse­sję na punk­cie kobiet jako obiek­tów sek­su­al­nych. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak żyje­my w spo­łe­czeń­stwie homo­sek­su­al­nym, ponie­waż do wszyst­kich real­nych trans­ak­cji siły, wła­dzy i ory­gi­nal­no­ści docho­dzi mię­dzy męż­czy­zna­mi. Do wszyst­kich trans­ak­cji opar­tych na spra­wie­dli­wo­ści i indy­wi­du­al­no­ści docho­dzi mię­dzy męż­czy­zna­mi. Męż­czyź­ni są rze­czy­wi­ści, dla­te­go wszyst­kie rze­czy­wi­ste rela­cje są pomię­dzy męż­czy­zna­mi, cała rze­czy­wi­sta komu­ni­ka­cja jest pomię­dzy męż­czy­zna­mi, cała rze­czy­wi­sta wza­jem­ność jest pomię­dzy męż­czy­zna­mi, cała rze­czy­wi­sta wspól­no­ta jest pomię­dzy męż­czy­zna­mi. Hete­ro­sek­su­alizm, któ­ry może­my defi­nio­wać jako sek­su­al­ną domi­na­cję męż­czyzn nad kobie­ta­mi, jest jak żołądź, z któ­re­go wyro­śnie potęż­ny dąb męskie­go homo­sek­su­al­ne­go spo­łe­czeń­stwa. Spo­łe­czeń­stwa zło­żo­ne­go z męż­czyzn, stwo­rzo­ne­go przez męż­czyzn i dla męż­czyzn; spo­łe­czeń­stwa, w któ­rym dodat­niość męskiej wspól­no­ty jest reali­zo­wa­na poprzez kobie­cą ujem­ność, poprzez uni­ce­stwie­nie kobie­cych cia­ła i woli.

W lite­rac­kiej por­no­gra­fii, repre­zen­ta­cji życia takie­go, jakie zna­my, kobie­ty są zie­ją­cy­mi otwo­ra­mi, gorą­cy­mi szcze­li­na­mi, rura­mi do jeba­nia itp. Kobie­ce cia­ło powin­no skła­dać się z trzech pustych otwo­rów, z któ­rych każ­dy jest spe­cjal­nie zapro­jek­to­wa­ny do tego, aby wypeł­nić go try­ska­ją­cą ener­gią męską dodatniością.

Sama siła życio­wa kobie­ty jest okre­śla­na jako ujem­na: jeste­śmy defi­nio­wa­ne jako z natu­ry maso­chi­stycz­ne. Zna­czy to, że cią­gnie nas do bólu i prze­mo­cy, do samo­uni­ce­stwie­nia, do upad­ku, a ten pociąg do zaprze­cze­nia samym sobie jest dokład­nie tym, co czy­ni nas kobie­ta­mi. Inny­mi sło­wy, rodzi­my się, aby ktoś mógł nas znisz­czyć. Sek­su­al­ny maso­chizm urze­czy­wist­nia kobie­cą ujem­ność, tak jak sek­su­al­ny sadyzm uza­sad­nia męską dodat­niość. Ero­ty­ka kobie­ty jest mie­rzo­na poprzez sto­pień, do któ­re­go potrze­bu­je ona być krzyw­dzo­na, potrze­bu­je być posia­da­na, potrze­bu­je być zamę­cza­na, potrze­bu­je się pod­po­rząd­ko­wać, potrze­bu­je być bita, potrze­bu­je być upo­ka­rza­na, potrze­bu­je być degra­do­wa­na. Każ­da kobie­ta, któ­ra opie­ra się speł­nie­niu tych tak zwa­nych potrzeb, lub każ­da kobie­ta, któ­ra sprze­ci­wia się war­to­ściom wdru­ko­wa­nym w nie, lub każ­da kobie­ta, któ­ra odma­wia usank­cjo­no­wa­nia czy też uczest­ni­cze­nia w swo­im wła­snym znisz­cze­niu, jest okre­śla­na jako dewiant­ka, taka, któ­ra zaprze­cza swo­jej kobie­co­ści, jędza, suka, itp. Z regu­ły takie dewiant­ki wpro­wa­dza się z powro­tem do kobie­ce­go sta­da gwał­tem, gwał­tem zbio­ro­wym czy jakimś rodza­jem nie­wo­li. W teo­rii dzia­ła to tak, że kie­dy już taka kobie­ta zasma­ku­je upa­ja­ją­cej sło­dy­czy pod­po­rząd­ko­wa­nia się, jak leming sama pobie­gnie ku swej zgubie.

Miłość roman­tycz­na, czy to w por­no­gra­fii, czy w praw­dzi­wym życiu, to mitycz­ne uświę­ce­nie kobie­cej ujem­no­ści. Dla kobie­ty miłość to jej goto­wość na pod­da­nie się wła­sne­mu znisz­cze­niu. Mówi się, że kobie­ty są stwo­rzo­ne do miło­ści – a więc pod­dań­stwa. Miłość, lub pod­dań­stwo, musi być zarów­no tre­ścią jak i celem kobie­ce­go życia. Dla kobie­ty zdol­ność do kocha­nia to dokład­ny syno­nim zdol­no­ści do wytrzy­my­wa­nia prze­mo­cy i męskie­go ape­ty­tu na krzyw­dze­nie jej. Zgo­da na bycie znisz­czo­ną przez tego, kogo kocha, dla jego widzi­mi­się, to kobie­cy dowód miło­ści. Dla kobie­ty miłość to zawsze poświę­ce­nie się, poświę­ce­nie toż­sa­mo­ści, woli i inte­gral­no­ści cie­le­snej w celu speł­nie­nia i oca­le­nia męsko­ści jej kochanka.

W por­no­gra­fii widzi­my pier­wot­ną for­mę kobie­cej miło­ści, widzi­my jej nagi ero­tycz­ny szkie­let. Niczym w Biblii, pra­wie może­my dotknąć kości naszych zmar­łych. Miłość jest maso­chi­stycz­nym popę­dem ero­tycz­nym. Miłość jest sza­lo­ną pasją, któ­ra zmu­sza kobie­tę do pod­da­nia się umniej­sza­ją­ce­mu życiu w kaj­da­nach. Miłość jest nie­po­skro­mio­nym impul­sem degra­da­cji i wyko­rzy­sty­wa­nia. Kobie­ta dosłow­nie odda­je się męż­czyź­nie; on dosłow­nie bie­rze posia­da.

Pod­sta­wo­wa trans­ak­cja, zarów­no w por­no­gra­fii, jak i w praw­dzi­wym życiu, wyra­ża­ją­ca to kobie­ce pod­dań­stwo i męskie posia­da­nie to jeba­nie. Jeba­nie to domyśl­ny fizycz­ny wyraz męskiej dodat­nio­ści i kobie­cej ujem­no­ści. Rela­cja sady­sty do maso­chist­ki nie bie­rze się z czyn­no­ści jeba­nia; jest nim wyra­ża­na i prze­dłu­ża­na. Dla męż­czy­zny jeba­nie to czyn­ność kom­pul­syw­na, zarów­no w por­no­gra­fii, jak i w praw­dzi­wym życiu. Ale w praw­dzi­wym życiu, ale już nie w por­no­gra­fii, jest to czyn­ność naje­żo­na nie­bez­pie­czeń­stwem, wypeł­nio­na stra­chem. Uświę­co­ny organ męskiej dodat­nio­ści, fal­lus, pene­tru­je kobie­cą pust­kę. Pod­czas pene­tra­cji jego penis jest całym ist­nie­niem męż­czy­zny. Ten penis i męska wola domi­na­cji sta­no­wią jed­ność. Erek­cja to wte­dy cała toż­sa­mość męż­czy­zny, wszyst­kie odczu­cia są zlo­ka­li­zo­wa­ne w peni­sie, na sku­tek cze­go resz­ta jego cia­ła jest nie­czu­ła, zamar­ła. Pod­czas pene­tra­cji całe ist­nie­nie męż­czy­zny jest w tym samym cza­sie zagro­żo­ne i potwier­dzo­ne. Czy kobie­ca pust­ka go pochło­nie, stra­wi, ogar­nie i znisz­czy jego peni­sa, całą jego toż­sa­mość? Czy kobie­ca pust­ka zanie­czy­ści jego męską dodat­niość swo­ją tru­ją­cą ujem­no­ścią? Czy kobie­ca pust­ka ska­zi jego wątłą męskość swo­ją wszech­ogar­nia­ją­cą tok­sycz­ną kobie­co­ścią? A może wyj­dzie nie­tknię­ty ze strasz­li­we­go uro­czy­ska kobie­cej ana­to­micz­nej zie­ją­cej pust­ki? Jego dodat­niość będzie wte­dy reifi­ko­wa­na, ponie­waż, nawet będąc w niej, uda­ło mu się utrzy­mać męsko-żeń­ską bie­gu­no­wość poprzez zacho­wa­nie dys­kre­cji i jed­no­ści swo­jej nie­mal­że sta­lo­wej różdż­ki. Jego męskość będzie potwier­dzo­na, ponie­waż nie złą­czył się z nią jed­nak, a więc nie zatra­cił sie­bie, nie roz­pu­ścił się w niej, nie stał się nią ani czymś podob­nym do niej, nie został przez nią pochłonięty.

Męż­czy­zna musi raz za razem kom­pul­syw­nie podej­mo­wać się tej nie­bez­piecz­nej podró­ży w kobie­cą pust­kę, ponie­waż męskość jest niczym sama w sobie, sama w sobie nie ist­nie­je. Nabie­ra real­no­ści tyl­ko wobec, albo w prze­ci­wień­stwie do, kobie­cej ujem­no­ści. Męsko­ści moż­na doświad­czyć, osią­gnąć ją, roz­po­znać i ucie­le­śnić jedy­nie w opo­zy­cji do kobie­co­ści. Kie­dy męż­czyź­ni przed­sta­wia­ją seks, prze­moc i śmierć jako ele­men­tar­ne praw­dy ero­ty­ki, mają na myśli, że seks, albo jeba­nie, to czyn­ność, któ­ra umoż­li­wia im doświad­cze­nie swo­jej wła­snej rze­czy­wi­sto­ści albo toż­sa­mo­ści, albo kon­kret­nie męsko­ści, i że śmierć, zaprze­cze­nie, nicość albo ska­że­nie kobie­co­ścią jest tym, co ryzy­ku­ją za każ­dym razem, kie­dy pene­tru­ją to, co w ich wyobraź­ni jest pust­ką kobie­cej dziury.

O co więc cho­dzi z tym, że jeba­nie jest niby dla męż­czy­zny przy­jem­ne? Jak czyn­ność w takim stop­niu prze­peł­nio­na lękiem przed utra­tą sie­bie, utra­tą peni­sa, może być przy­jem­na? Jak czyn­ność tak obse­syj­na, tak prze­sy­co­na nie­pew­no­ścią może być okre­śla­na jako przyjemna?

Po pierw­sze, nale­ży zro­zu­mieć, że jest to wła­śnie fan­ta­zja cha­rak­te­ry­stycz­na dla por­no­gra­fii. W eks­klu­zyw­nym świat­ku męskiej por­no­gra­fii, męski strach jest usu­nię­ty z czyn­no­ści jeba­nia, jest ocen­zu­ro­wa­ny, wycię­ty. Sek­su­al­ny sadyzm męż­czyzn poka­za­ny w por­no­gra­fii tak żywo jest rze­czy­wi­sty: kobie­ty doświad­cza­ją go na co dzień. Męska domi­na­cja nad kobie­cym cia­łem i prze­ciw­ko nie­mu jest praw­dzi­wa: kobie­ty doświad­cza­ją jej na co dzień. Bru­tal­ne wyko­rzy­sta­nie, któ­re­mu pod­da­wa­ne są kobie­ce cia­ła w por­no­gra­fii jest rze­czy­wi­ste. Kobie­ty na całym świe­cie doświad­cza­ją takiej prze­mo­cy dzień po dniu, rok po roku, poko­le­nie po poko­le­niu. To, co nie jest rze­czy­wi­ste, to, co pozo­sta­je fan­ta­zją, to leżą­ce u pod­staw por­no­gra­fii twier­dze­nie męż­czyzn że jeba­nie to dla nich doświad­cze­nie eks­ta­zy, naj­wyż­sza przy­jem­ność, niczym nie­ska­żo­ne bło­go­sła­wień­stwo, natu­ral­na i pro­sta czyn­ność, w któ­rej nie ma nie­pew­no­ści, nie ma stra­chu, nie ma lęku. Nic w rze­czy­wi­sto­ści nie potwier­dza tego twier­dze­nia. Nie­waż­ne czy przyj­rzy­my się napę­dzo­nym męskim stra­chem przed kobie­cą zmy­sło­wo­ścią zamor­do­wa­niu dzie­wię­ciu milio­nów cza­row­nic w Euro­pie, czy prze­śle­dzi­my zja­wi­sko gwał­tu, któ­ry poka­zu­je, że jeba­nie to czyn­ność wyraź­nej agre­sji prze­ciw­ko kobie­cie-wro­go­wi, czy zba­da­my impo­ten­cję, mimo­wol­ną nie­moż­ność wej­ścia w kobie­cą pust­kę, albo doj­dzie­my do sed­na mitu o tak zwa­nej vagi­na den­ta­ta (zęba­ta pochwa), wyni­ka­ją­ce­go z para­li­żu­ją­ce­go stra­chu przed kobie­cy­mi geni­ta­lia­mi, albo wyod­ręb­ni­my tabu men­stru­acyj­ne jako wyraz męskich lęków, odkry­je­my, że w praw­dzi­wym życiu męż­czy­zna ma obse­sję na punk­cie swo­je­go stra­chu przed kobie­tą i to ten strach jest dla nie­go naj­żyw­szy w trak­cie jebania.

Po dru­gie, nale­ży zro­zu­mieć, że por­no­gra­fia to rodzaj pro­pa­gan­dy zapro­jek­to­wa­nej tak, aby prze­ko­nać męż­czy­znę, że nie musi się bać, że nie jest prze­ra­żo­ny, upew­nić go w tym, że jest w sta­nie jebać, prze­ko­nać go, że jeba­nie to nie­zmą­co­na radość, ukryć przed nim rze­czy­wi­stość wła­sne­go lęku poprzez pod­su­nię­cie mu por­no­gra­ficz­nej fan­ta­zji przy­jem­no­ści, któ­rej może się nauczyć jak wyzna­nia wia­ry, i na pod­sta­wie któ­rej może dzia­łać, aby zdo­mi­no­wać kobie­tę, tak jak powi­nien praw­dzi­wy męż­czy­zna. Moż­na powie­dzieć, że w por­no­gra­fii bicze, łań­cu­chy i inne bru­tal­ne akce­so­ria to kocy­ki bez­pie­czeń­stwa, któ­re pod­wa­ża­ją por­no­gra­ficz­ne twier­dze­nie, że jeba­nie wyni­ka z męsko­ści, tak jak świa­tło ze słoń­ca. Ale w życiu nawet sys­te­mo­wa prze­moc wobec kobiet i ich glo­bal­ne pod­po­rząd­ko­wa­nie męż­czy­znom nie wystar­cza, aby powstrzy­mać strach nie­od­łącz­nie zwią­za­ny z czyn­no­ścią jebania.

Po trze­cie, nale­ży zro­zu­mieć, że to, cze­go męż­czy­zna doświad­cza jako rze­czy­wi­stej przy­jem­no­ści, to potwier­dze­nie jego toż­sa­mo­ści jako męż­czy­zny. Za każ­dym razem kie­dy uda mu się prze­trwać zagro­że­nie wej­ścia do kobie­cej pust­ki, jego męskość zosta­je zre­ifi­ko­wa­na. Dowiódł, że nie jest nią i rów­no­cze­śnie, że jest jak inni męż­czyź­ni. Nie ma na świe­cie przy­jem­no­ści, któ­ra rów­na­ła­by się tej, jaką czu­je, gdy potwier­dza, że jest rze­czy­wi­sty, że jest dodat­ni, a nie ujem­ny, że jest męż­czy­zną, a nie kobie­tą, że jest fak­tycz­ną czę­ścią gru­py, któ­ra ma wła­dzę nad wszyst­ki­mi inny­mi żyją­cy­mi stworzeniami.

Po czwar­te, koniecz­nie trze­ba pojąć, że w sek­su­al­nym sys­te­mie męskiej dodat­nio­ści i kobie­cej ujem­no­ści, za wyjąt­kiem przy­pad­ko­wych potarć łech­tacz­ki, w czyn­no­ści jeba­nia nie ma dosłow­nie nicze­go, co wywo­ła­ło­by u kobie­ty praw­dzi­wy ero­tyzm, nawet taki, któ­ry prze­trwał warun­ki zgo­ła nie­wol­ni­cze. Pośród ogra­ni­czeń sys­te­mu męskiej dodat­nio­ści, ten ero­tyzm nie ist­nie­je. Jak­by nie było, to, co ujem­ne, pozo­sta­je ujem­ne. Jeba­nie to cał­ko­wi­cie męska czyn­ność, stwo­rzo­na, aby potwier­dzać rze­czy­wi­stość i moc fal­lu­sa, męsko­ści. Dla kobiet przy­jem­ność bycia jeba­ną to maso­chi­stycz­na przy­jem­ność doświad­cza­nia wyrze­cze­nia się sie­bie. W sys­te­mie męskiej dodat­nio­ści, maso­chi­stycz­na przy­jem­ność pły­ną­ca z wyrze­cze­nia się sie­bie jest zarów­no mity­zo­wa­na, jak i misty­fi­ko­wa­na, w celu zmu­sze­nia kobiet do uwie­rze­nia, że doświad­cza­my speł­nie­nia w bez­in­te­re­sow­no­ści, przy­jem­no­ści w bólu, wali­da­cji w samo­po­świę­ce­niu, kobie­co­ści w pod­po­rząd­ko­wa­niu się męsko­ści. Od dziec­ka uczy się nas przy­sta­wa­nia do wyma­gań tej dzi­wacz­nej per­spek­ty­wy na świat. Każe się nas suro­wo, gdy nie uczy­my się wystar­cza­ją­co dobrze maso­chi­stycz­ne­go pod­dań­stwa. Cał­ko­wi­cie zamy­ka się nas w gra­ni­cach sys­te­mu męskiej dodat­nio­ści. Z tych powo­dów nie­wie­le kobiet doświad­cza sie­bie jako rze­czy­wi­stych w sobie i dla sie­bie. Zamiast tego kobie­ty są rze­czy­wi­ste wobec sie­bie w takim stop­niu, w jakim iden­ty­fi­ku­ją się z dodat­nio­ścią męż­czyzn i przy­wią­zu­ją się do niej. Będąc jeba­ną, kobie­ta przy­wią­zu­je się do tego, któ­ry jest rze­czy­wi­sty dla sie­bie same­go i pośred­nio doświad­cza rze­czy­wi­sto­ści, takiej jaka (ona) jest, poprzez nie­go. Będąc jeba­ną, kobie­ta doświad­cza maso­chi­stycz­nej przy­jem­no­ści zaprze­cze­nia swo­jej wła­snej ujem­no­ści, któ­re per­wer­syj­nie okre­śla się jako speł­nie­nie jej kobiecości.

Chcę teraz doko­nać pew­ne­go nie­zwy­kle waż­ne­go roz­dzie­le­nia – roz­dzie­le­nia na praw­dę i rze­czy­wi­stość. Dla ludzi rze­czy­wi­stość jest spo­łecz­na, rze­czy­wi­stość jest tym, w co w danym cza­sie wie­rzy­my. Nie chcę przez to powie­dzieć, że rze­czy­wi­stość jest zmien­na lub przy­pad­ko­wa. Moim zda­niem rze­czy­wi­stość jest funk­cją poli­ty­ki, albo gene­ral­nie, albo kon­kret­nie w przy­pad­ku poli­ty­ki sek­su­al­nej. Ozna­cza to, że poma­ga ona sil­nym wzmac­nia­jąc i legi­ty­mi­zu­jąc ich pra­wo do domi­na­cji nad sła­by­mi. Rze­czy­wi­stość to pod­sta­wy, jakie­kol­wiek by one nie były, na któ­rych zbu­do­wa­ne są insty­tu­cje spo­łecz­ne i kul­tu­ral­ne. Rze­czy­wi­stość to tak­że gwałt, bicz, jeba­nie, histe­rok­to­mia, kli­to­ri­dek­to­mia, mastek­to­mia, krę­po­wa­nie stóp, buty na obca­sach, gor­set, maki­jaż, chu­s­ta, znę­ca­nie się i bicie, upodle­nie, oka­le­cze­nie w ich kon­kret­nych for­mach. Rze­czy­wi­stość jest narzu­ca­na przez tych, któ­rym słu­ży, żeby wyda­wa­ła się oczy­wi­sta. Rze­czy­wi­stość sama się utrwa­la ponie­waż insty­tu­cje kul­tu­ro­we i spo­łecz­ne zbu­do­wa­ne na jej zało­że­niach rów­nież ucie­le­śnia­ją i narzu­ca­ją te zało­że­nia. Lite­ra­tu­ra, reli­gia, psy­cho­lo­gia, edu­ka­cja, medy­cy­na, nauki bio­lo­gicz­ne tak, jak je obec­nie rozu­mie­my, nauki spo­łecz­ne, rodzi­na nukle­ar­na, pań­stwo naro­do­we, poli­cja, armie, pra­wo cywil­ne – wszyst­ko ucie­le­śnia daną rze­czy­wi­stość i ją nam narzu­ca. Oczy­wi­ście ta dana rze­czy­wi­stość jest taka, że są dwie płcie, męska i żeń­ska, i że te dwie płcie są swo­imi prze­ci­wień­stwa­mi, są jak bie­gu­ny. Rze­czy­wi­stość jest taka, że płeć męska jest z nada­nia dodat­nia, a żeń­ska – ujem­na, oraz że dodat­ni i ujem­ny bie­gun ludz­kiej egzy­sten­cji łączą się natu­ral­nie w har­mo­nij­ną całość.

Z dru­giej stro­ny mamy praw­dę, któ­ra nie jest tak łatwo dostęp­na jak rze­czy­wi­stość. Dla mnie praw­da jest abso­lut­na w tym zna­cze­niu, że ist­nie­je i że moż­na ją odkryć. Rad, na przy­kład, ist­niał zawsze. Ist­nie­nie radu było zawsze praw­dzi­we, a jed­nak nie ist­niał on w ludz­kim poj­mo­wa­niu rze­czy­wi­sto­ści, dopó­ki Maria i Pier­re go nie wyizo­lo­wa­li. Kie­dy już to zro­bi­li, ludz­kie poj­mo­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści musia­ło się fun­da­men­tal­nie zmie­nić, tak, aby­śmy mogli zaak­cep­to­wać praw­dę o radzie. Podob­nie było z Zie­mią: zawsze była kulą, to zawsze było praw­dzi­we, ale dopó­ki Kolumb nie popły­nął na zachód, aby odna­leźć Wschód, nie było to rze­czy­wi­ste. Moż­na powie­dzieć, że praw­da ist­nie­je i to do czło­wie­ka nale­ży odkry­cie jej, tak, aby móc oprzeć na niej rzeczywistość.

Zazna­czy­łam róż­ni­cę mię­dzy praw­dą a rze­czy­wi­sto­ścią, aby powie­dzieć coś bar­dzo pro­ste­go: mimo że sys­tem płcio­wej bie­gu­no­wo­ści jest rze­czy­wi­sto­ścią, nie jest on praw­dą. To nie­praw­da, że ist­nie­ją dwie odręb­ne i prze­ciw­ne sobie płcie, dia­me­tral­nie róż­ne, łączą­ce się natu­ral­nie i w spo­sób oczy­wi­sty w har­mo­nij­ną całość. To nie­praw­da, że męż­czy­zna uosa­bia zarów­no dodat­nie jak i neu­tral­ne ludz­kie cechy i moż­li­wo­ści, w prze­ci­wień­stwie do kobie­ty, któ­ra, zgod­nie z Ary­sto­te­le­sem i całą męską kul­tu­rą, jest „sami­cą na sku­tek bra­ku pew­nych przy­mio­tów” [2]. Odrzu­ca­jąc pogląd, że męż­czyź­ni są dodat­ni, a kobie­ty ujem­ne, zasad­ni­czo negu­je­my też, że kon­cept męż­czyzn i kobiet w ogó­le ist­nie­je. Inny­mi sło­wy, sys­tem opar­ty na mode­lu ist­nie­nia prze­ci­wieństw ist­nie­je w rze­czy­wi­sto­ści, ale sam model nie ist­nie­je napraw­dę. Żyje­my uwię­zio­ne w zgub­nym złu­dze­niu, złu­dze­niu, na któ­rym opar­ta jest rze­czy­wi­stość, któ­rą znamy.

Sądzę, że kobie­ty w tym sys­te­mie rze­czy­wi­sto­ści nie będą wol­ne, dopó­ki złu­dze­nie prze­ci­wieństw płcio­wych nie zosta­nie znisz­czo­ne, opar­ta na nim rze­czy­wi­stość cał­ko­wi­cie wyko­rze­nio­na ze spo­łe­czeń­stwa i wspól­nej pamię­ci. To pogląd trans­for­ma­cji kul­tu­ro­wej, na któ­rym opie­ra się femi­nizm. To rewo­lu­cyj­na szan­sa nie­od­łącz­na wal­ce kobiet.

Z moje­go punk­tu widze­nia naszym zada­niem jako rewo­lu­cjo­ni­stek jest znisz­cze­nie męskiej toż­sa­mo­ści fal­licz­nej i kobie­cej maso­chi­stycz­nej nie­toż­sa­mo­ści. Cho­dzi o znisz­cze­nie bie­gu­no­wej rze­czy­wi­sto­ści męż­czyzn i kobiet, któ­rą zna­my obec­nie, tak aby podział ludz­ko­ści na dwa obo­zy: obóz zbroj­ny i obóz kon­cen­tra­cyj­ny, nie był już moż­li­wy. Toż­sa­mość fal­licz­na jest rze­czy­wi­sta i musi zostać znisz­czo­na. Kobie­cy maso­chizm jest rze­czy­wi­sty i musi zostać znisz­czo­ny. Insty­tu­cje kul­tu­ry, któ­re ucie­le­śnia­ją i egze­kwu­ją te powią­za­ne ze sobą aber­ra­cje – na przy­kład pra­wo, sztu­ka, reli­gia, pań­stwa naro­do­we, rodzi­na, ple­mię, czy komu­na opar­ta na wła­dzy ojcow­skiej – te insty­tu­cje są rze­czy­wi­ste i muszą zostać znisz­czo­ne. Jeśli tak nie będzie, my jako kobie­ty będzie­my ska­za­ne na wiecz­ną niż­szość i podporządkowanie.

Wie­rzę, że kobie­ca wol­ność musi zacząć się od zaprze­cze­nia nasze­go maso­chi­zmu. Wie­rzę, że musi­my znisz­czyć w sobie pociąg do maso­chi­zmu u źró­dła. Wie­rzę, że musi­my usta­no­wić naszą wła­sną auten­tycz­ność, samo­dziel­nie i mię­dzy sobą, doświad­czać jej, two­rzyć w opar­ciu o nią, a tak­że pozba­wić męż­czyzn oka­zji do reifi­ko­wa­nia kłam­stwa o męsko­ści wobec i prze­ciw­ko nam. Wie­rzę, że odrzu­ce­nie przez nas tego głę­bo­ko zako­rze­nio­ne­go maso­chi­zmu, któ­ry przy­bie­ra tyle róż­nych okrut­nych form, to prio­ry­tet. To pierw­szy śmier­tel­ny cios, jaki może­my zadać usys­te­ma­ty­zo­wa­nej domi­na­cji męż­czyzn. Dzię­ki temu, kie­dy uda nam się usu­nąć maso­chizm z naszych oso­bo­wo­ści i cie­le­sno­ści, prze­tnie­my męską linię życia wio­dą­cą do wła­dzy nad nami i prze­ciw­ko nam, wio­dą­cą do męskiej war­to­ści prze­ciw­sta­wio­nej kobie­cej degra­da­cji, do męskiej toż­sa­mo­ści opar­tej na bru­tal­nie narzu­co­nej kobie­cej ujem­no­ści – ode­tnie­my męską linię życia od samej męsko­ści. Tyl­ko kie­dy męskość zgi­nie – a zgi­nie, kie­dy sie­ją­ca spu­sto­sze­nie kobie­cość nie będzie już w sta­nie tego pod­trzy­my­wać – tyl­ko wte­dy dowie­my się, co zna­czy być wolnymi.


TŁUMACZENIE: ALEKSANDRA POŁEĆ

Bibliografia:

[2] de Beau­vo­ir, S. (2003). Dru­ga płeć. Tłum. Maria Leśniew­ska. Kra­ków: Wydaw­nic­two Literackie.