Wiele mówi się o tym, jak bardzo sfeminizowana jest polska szkoła. Argumentuje się to znaczącą przewagą kobiet w zawodzie nauczyciela (w zależności od statystyk podaje się dane w przedziale między 82% a 84%), zbyt statycznym trybem zajęć nieodpowiadającym chłopcom i niesprawiedliwymi zasadami oceniania, mającymi faworyzować uczennice kosztem uczniów. W rezultacie część opiniotwórczego środowiska uznaje, że chłopcy stawiani są w gorszym położeniu edukacyjnym, otrzymując niższe oceny przy podobnym poziomie wiedzy. Ponadto to dziewczęta częściej podejmują kształcenie na uczelniach wyższych, częściej też kończą je z wyższymi wynikami. Czy to jednak oznacza, że szkoła sprzyja edukacji dziewcząt bardziej, niż ma to miejsce w przypadku chłopców? Czy nie wydaje się zastanawiające, że wykształcenie kobiet nie przekłada się na wysokość ich przyszłych zarobków ani na ich status społeczny w takim stopniu, jak ma to miejsce w przypadku mężczyzn? Albo że reprezentatywność kobiet w nauce maleje na wyższych stopniach edukacji? Okazuje się bowiem, że w ostatecznym rozrachunku to wciąż mężczyzna stanowi ucieleśnienie prestiżu, wiedzy i doświadczenia, mimo powszechnego i gruntownego wykształcenia kobiet żyjących w tym samym społecznym kontekście. W koedukacyjnym systemie edukacji, niczym w soczewce, ujawniają się różnice w oczekiwaniach wobec chłopców i dziewcząt, nauczanych razem, ale właściwie osobno, bo zgodnie z przypisaną im odmienną rolą płciową.
Oświata w Polsce osadzona jest w patriarchalnym porządku, który wpływa wszechstronnie na sukces edukacyjny dziewcząt, ich samoocenę, wiarę w siebie oraz bezpieczeństwo i nietykalność cielesną. Idea koedukacji nie sprawdza się w obliczu wciąż pokutujących w społeczeństwie stereotypów i narracji odbierających dziewczynkom takie szanse rozwojowe, jakie mają ich rówieśnicy. Chłopców w mniejszym stopniu dotyczą bowiem dylematy związane z komentowaniem ich ubioru, podważaniem kompetencji, swobodą wyrażania siebie czy stawianiem granic. Doświadczenie edukacji formalnej było i jest więc dla dziewcząt czymś jakościowo innym – przepełniają je podprogowe komunikaty, spojrzenia czy nakazy przygotowujące je do przyjęcia określonej roli w społeczeństwie. Od wczesnych lat szkolnych dziewczynkom przekazywany jest kulturowy bagaż, który będzie towarzyszył im do końca życia – brzemię osoby urodzonej w męskim świecie, stworzonym na męskich zasadach.
Ku emancypacji nauczania
Co roku wraz z początkiem września naukę w polskich szkołach podejmuje ponad 2 miliony dziewcząt. Dostęp do edukacji jako narzędzia awansu społecznego wywalczyły ich prababki emancypantki na początku XX wieku, toteż w okresie powojennym w Polsce widok dziewczynki z tornistrem i kałamarzem stawał się coraz bardziej powszechny. Przedtem, podobnie jak w wielu krajach na świecie, kobiety stanowiły znaczący odsetek osób niepiśmiennych wśród ogółu społeczeństwa, zwłaszcza na wsiach i w gospodarstwach rolnych, co czyniło je całkowicie zależnymi od swoich mężów, nie mogąc liczyć na rozwój ani dostęp do aktualnej wiedzy [1]. Przez wiele lat uczennicom wolno było kształcić się wyłącznie w placówkach żeńskich, w klasztorach czy z pomocą guwernantek, z ograniczonym dostępem do szkolnictwa średniego i wyższego, zdominowanego przez mężczyzn. Wiązało się to nierozerwalnie z oczekiwaniami podjęcia przez nie ról żony, matki i opiekunki domowego ogniska, a także poświęcenia się im całą sobą. Kształcenie na perfekcyjną panią domu stanowiło ważny cel w nauczaniu formalnym kobiet, w wyniku czego większość dyscyplin naukowych pozostawało poza ich zasięgiem, dostępne wyłącznie dla wybranych mężczyzn.
Moment pójścia dziewcząt do szkoły był momentem symbolicznego uzyskania niezależności od mężczyzny, umożliwiającym wyjście z ucisku i początek samostanowienia – w tym przede wszystkim o własnej przyszłości i karierze. Kobieta wkraczająca w intelektualny świat, zadająca pytania i poszukująca odpowiedzi, stanowi jednak zagrożenie dla patriarchatu, głównego beneficjenta nierówności płciowych. Z tego względu, włączając dziewczęta w system edukacji, włączono je również w główny strumień głęboko ideologicznej narracji trzymającej społeczeństwo w nienaruszonym porządku. Narracja ta skupia się na męskiej perspektywie i męskiej dominacji – stąd przesyt figurami mężczyzn jako bohaterów powieści, wybitnych naukowców czy przedsiębiorczych biznesmenów, którzy swój sukces osiągnęli ciężką pracą i dyscypliną. Dziewczęta w systemie edukacji obecne są biernie lub peryferyjnie – stanowią większość osób uczęszczających do szkół i mają za nauczycielki głównie kobiety, które stanowią jednak ofiary męskocentrycznej agendy, gdyż mimo ciężkiej pracy i wysokich kwalifikacji, nie uzyskują należytego szacunku i uznania. Mężczyźni bowiem w społecznym dyskursie mają ambicje, tworzą naukę i wykraczają dalej, niż sama szkoła, kobieta zaś pozostaje z boku, wykształcona i posłuszna, lecz w zasadzie niezauważalna, jej wykształcenie nie przekłada się bowiem na naukowy prestiż w równym stopniu, co w przypadku mężczyzn. Właśnie dlatego, mimo że prawo zapewnia dziewczętom taki sam dostęp do edukacji, to patriarchalna kultura podprogowo wpływa na jej przebieg i stanowi o jej owocach.
„Mężczyzna ma stawać się coraz doskonalszym mężczyzną, a kobieta – żoną” głosił dwa stulecia temu Immanuel Kant, a przekonanie to było, i do dziś stanowi główny oręż wycelowany w kobiety walczące o równouprawnienie w edukacji, która – mimo że obowiązkowa i powszechna – przepełniona jest mizoginistyczną i seksistowską narracją. Zgodnie z myślą Simone de Beauvoir, mówiącą, że społeczeństwo „wytwarza” kobietę ucząc ją swej roli, nie należy zapomnieć, że system edukacji nie jest obojętny na płeć, która staje się istotnym czynnikiem prognozującym przyszły sukces – lub porażkę.
„Bądź grzeczna i dobrze się ucz”
Odwieczną cnotą dziewczyny i kobiety jest posłuszeństwo i stawianie komfortu innych ponad własne potrzeby. Proces socjalizowania dziewcząt w ten sposób zaczyna się już od wczesnych lat przedszkolnych, kiedy to po raz pierwszy wkraczają w świat społeczny, a z ust dorosłych pada znamienny komunikat rozpoczynający wyuczanie ich roli – „bądź grzeczna”. Jest to przekaz na tyle uniwersalny, że oddaje esencję różnicy w socjalizacji dzieci ze względu na płeć od najmłodszych ich lat. Owa „grzeczność” często nie wymaga bowiem żadnego instruktażu, wymyka się jasnym definicjom, jest czymś, co zostaje określone wyłącznie przez kulturę i obyczaje. Z emocjonalnego poziomu niejasność i brak zrozumienia kulturowych norm implikuje jednak podświadomy lęk i obawę przed niebezpieczeństwem. Komunikat ten niesie w sobie bowiem informację, że zachowania wykraczające poza ustalone zewnętrznie oczekiwania będą nieakceptowalne i skutkujące odrzuceniem bądź dewaluacją. Niegrzeczność jest wszakże wyrazem autonomii i niezgody z tym, co narzucone – a więc postawą absolutnie niedopuszczalną dla kobiety. Od dziewczynki oczekuje się więc bycia ugodową, cichą, empatyczną, radosną, nieokazującą złości i panującą nad własnymi impulsami już w bardzo młodym wieku, gdy dzieci nie są jeszcze zdolne do świadomej samoregulacji i kontroli emocji czy zachowania. Ponadto chęć bycia lubianą i akceptowaną, wynikająca z naturalnej potrzeby, rozrasta się do rangi nadrzędnej wartości, a więc uczy rezygnacji z własnych potrzeb na rzecz spójności i przyjemnej atmosfery w grupie. Ostatecznie pozostanie niegrzeczną dziewczynką dyskwalifikuje z gry i niweczy szanse na nagrodę.
Potencjał rozwojowy dziewczynki zostaje w ten sposób zahamowany przez patriarchalne rozumienie roli kobiety w społeczeństwie. Skupienie się na nauce i sumienne wypełnianie obowiązków staje się realizacją kulturowego nakazu podporządkowania się – bez narzekania, zwątpienia czy zadawania niewygodnych pytań. Eksploracja świata, tak ważna dla rozwoju poznawczego i motorycznego dziecka, u dziewcząt podszyta jest zinternalizowanym lękiem i wstydem transmitowanym przez komunikaty dorosłych. Motoryka, a więc to, co bezpośrednio związane z ciałem, również już od wczesnego dzieciństwa sprowadzane jest do wymiaru czysto estetycznego. Dziewczynkom wciąż „nie wypada” sprawdzać swoich fizycznych możliwości, angażować się w zabawy wymagające ubrudzenia się lub niosące jakiekolwiek ryzyko kontuzji, stale podkreśla się ich delikatność i kruchość, czego nie robi się w przypadku małych chłopców. Dziewczynki wyłamujące się z tych schematów, odważne i chętne do eksperymentowania, nazywane są „chłopczycami” – komunikuje się im tym samym, że autonomia cielesna jest domeną mężczyzny. W rezultacie dziewczynka już od najmłodszych lat traci nie tylko podstawową pewność dotyczącą swoich potrzeb, ale i zaufanie do własnego ciała, które zaczyna postrzegać jako odległe, służące innym przez to, jak wygląda, nie zaś jej samej.
Zdolna i cicha
O ile prawdą jest, że niemal na wszystkich etapach edukacji dziewczęta osiągają zwykle lepsze wyniki w nauce od chłopców, częściej angażują się w szkolne konkursy czy zajęcia pozalekcyjne, tak mniej więcej w okresie dojrzewania zaczynają wątpić w swoje możliwości, czując zakłopotanie i niedopasowanie do kontekstu, w którym funkcjonują [2]. Od tej pory ich udział w gronie wyróżnionych i nagradzanych za dodatkowe aktywności uczniów znacznie się zmniejsza. Powodów tego zjawiska można doszukiwać się w kilku aspektach – chociażby w przewartościowaniu gloryfikowanych przez system edukacji cech ucznia i nagradzaniu zachowań, które wcześniej stanowiły raczej potencjalną trudność. Cechy te wykraczają daleko poza grzeczność i sumienność na rzecz eksperymentowania, krytycznego myślenia i nieustępliwości w dążeniu do celu, do czego dziewczynki zachęcane były i są zdecydowanie rzadziej. Ambicja i rywalizacja to odwieczne cnoty makiawelistycznej narracji o sukcesie, często bezwzględnej dla tych, którzy pozostali w tyle. Dla dziewcząt wyuczonych troski i podległości, opierających swą tożsamość na zinternalizowanych przekazach powielających stereotypy płciowe, archetyp dobrej uczennicy staje się barierą w podjęciu rywalizacji z chłopcami, którym ryzyko i nieustępliwość towarzyszą od najmłodszych lat.
Jest to szczególnie istotne w tak wrażliwym okresie jak wiek dojrzewania, gdy porównywanie się do innych, zarówno w kontekście wyglądu własnego ciała, jak i kompetencji, jest kluczowym procesem w kształtowania się tożsamości. Dziewczynki, które mają w sobie ogromny potencjał, łatwo rezygnują z rywalizacji, w przeciwieństwie do chłopców, którzy pną się w górę z większą pewnością siebie i rzadziej ulegają presji innych. Jest to odbicie kapitalistycznego i mizoginistycznego świata w przestrzeni szkoły, jak w soczewce ukazujące społeczny mikrokosmos: osoby inwestujące we własny rozwój, pewne siebie i przekonane o własnym sukcesie, pozostawiają w tyle tych nieśmiałych, troszczących się o innych i ustępujących kosztem własnych pragnień. Rywalizacja jest bowiem społeczną domeną mężczyzn, tak samo jak uległość stanowi cechę stereotypowo kobiecą. Dziewczęta bardzo szybko internalizują ten przekaz, budując na nim własną tożsamość i samoocenę. W rezultacie wycofują się z aktywności implikujących jednoznaczny sukces lub porażkę, unikając w ten sposób okazji do bycia ocenianą, zawstydzaną czy wyśmiewaną przez innych. Nie od dziś wiadomo, że wstyd jest aż nadto skuteczną metodą na temperowanie kobiecych ambicji.
„Najpierw ciało, potem ja”
Wiek dojrzewania jest czasem stawania się kobietą, a raczej mierzenia się z konsekwencjami rozwinięcia kobiecego ciała. Wraz z pojawieniem się pierwszych oznak dojrzałości płciowej u młodej dziewczyny, staje się ona szczególnie narażona na męską agresję i przemoc wynikającą z wszechobecnego przyzwolenia na uprzedmiotowienie kobiet. Pojawiają się nachalne męskie spojrzenia, a także zakłopotanie nastolatek wynikające z ekspozycji na seksualne zainteresowanie ze strony rówieśników, często połączone z wyszydzaniem i zawstydzaniem. Drwina z kobiecego ciała jest próbą kontrolowania go, stanowi znaną od wieków metodę okazywania męskiej dominacji. Dojrzewanie to także dla wielu nastolatków czas pierwszych kontaktów z pornografią, a co za tym idzie fetyszyzacji kobiet, których rola sprowadzona jest do obiektu mającego zadowalać i pobudzać wyobraźnię, co przekłada się na ich kontakty rówieśnicze [3]. W relacjach damsko–męskich zaczynają pojawiać się podprogowe komunikaty wyrażające podległość kobiety i jej seksualną funkcję. Komunikowane są także męskie fantazje dotyczące obcowania płciowego, które przy równoczesnej normalizacji przemocy i wykorzystywania kobiet często wygłaszane są wprost, wbrew woli dziewcząt, a przy społecznej aprobacie. Młoda dziewczyna uczy się, że jej ciało jest nieprzerwanie oceniane i że akceptacja tego faktu jest niezbędna, by pozostać częścią grupy. Jej ciało jest bowiem elementem społecznej gry, w której odgrywa rolę obiektu męskiego pożądania, a jeżeli nie zostanie uznane za wystarczająco atrakcyjne, stanie się źródłem wstydu, frustracji i drwin.
Obsesja na punkcie ciała jest nieodzownym elementem dorastania, natomiast w zetknięciu z mizoginią i seksizmem (upatrującymi w młodej kobiecie męskiego trofeum), dziewczyna uczy się wstydu i uległości, przyjmuje przypisaną jej przez społeczeństwo seksualną rolę, za którą następnie będzie karana i poniżana. Ciało staje się brzemieniem, dostrzegalnym i aktywnym transmiterem stereotypów. Mimo równego prawa do edukacji i teoretycznie równych szans na szkolny sukces, młoda dziewczyna zamiast rozwijać skrzydła, zamyka się we własnym ciele, broniąc swej fizycznej niezależności, podczas gdy jej koledzy wkraczają dumnie w męski świat nieskończonych możliwości. Szklany sufit jako metafora nierówności zyskuje w tym rozumieniu wymiar wewnętrzny – dziewczynki nie rozwijają swoich możliwości w wyniku zinternalizowanej seksistowskiej narracji, której głównym nośnikiem jest wstyd i zaabsorbowanie własnym ciałem.
Uczennica na własność
Mówiąc o seksizmie w szkole, nie sposób pominąć kwestii zagrożenia dziewcząt wykorzystaniem seksualnym. Co pewien czas w mediach pojawiają się głośne przypadki przekraczania cielesnych granic uczniów i uczennic przez osoby pełniące wobec nich funkcje pedagogiczno–wychowawcze. Prowadzenie statystyk w tym obszarze jest szczególnie utrudnione, nie tylko ze względu na młody wiek ofiar, ale i fakt, że znaczna część z nich nigdy nie decyduje się na zgłoszenie przestępstwa. Zwłaszcza, że oprawcy świadomie lawirują na granicy tego, co legalne i etyczne, często wybierając na ofiary starsze, niemalże pełnoletnie dziewczyny, przenosząc kontakt do strefy internetowej, zacierając wszelkie dowody i czekając, aż ofiara sama wyrazi chęć kontaktu, nie bacząc na nierówny i całkowicie zależny charakter tej relacji .
Przemoc zbiera największe żniwa tam, gdzie nikt się jej nie spodziewa. Dlatego też tak niebezpieczne jest, gdy sprawcą przemocy staje się osoba, którą młoda dziewczyna powinna darzyć największym zaufaniem. W kontekście szkoły mowa tu szczególnie o nauczycielach przekraczających granice uczennic, którzy korzystają ze swojego autorytetu i dominującej pozycji społecznej względem ofiary. Skala problemu pozostaje niedoszacowana i często marginalizowana, zwłaszcza jeżeli nie dochodzi do jawnego przestępstwa czy łamania prawa. To właśnie odwracanie oczu od seksistowskich zachowań już na etapie szkoły daje początek wielu doświadczeniom wykorzystania, deklarowanym przez kobiety często po wielu latach, bądź nigdy niedopuszczonym do głosu.
Dorosły mężczyzna fetyszyzujący dużo młodsze od siebie dziewczynki i kobiety nie jest nowym zjawiskiem. U źródeł takiej postawy leży usprawiedliwianie postrzegania dziewcząt przez pryzmat ich seksualności, romantyzowanie ich niewinności i fantazjowanie o ciałach nieletnich w przestrzeni zarówno internetowej, jak i społecznej – poprzez pornografię, popkulturę, sztukę, media oraz tradycję, zarówno obyczajową jak i językową. Wizerunki znanych i pożądanych kobiet oraz pokutujące w społeczeństwie zachodnim nowoczesne standardy piękna niepokojąco upodabniają kobiecy ideał do ciała dziecka. Być może jest to pokłosie utożsamiania młodości z całkowitą podległością i posłuszeństwem względem osoby, którą młoda dziewczyna darzy uczuciem. Pomieszanie tych dwóch światów, gdzie to, co młodzieńcze, staje się seksualne, a granica między wykorzystaniem a miłością jest cienka i niejasna, stanowi pole do nadużyć wobec nastolatek, często pozbawionych wsparcia odpowiedzialnych dorosłych.
Zjawisko groomingu, o którym tu mowa, jest stopniowym przygotowywaniem dziewczyny, zazwyczaj poprzez media internetowe, do roli obiektu seksualnego mężczyzny poprzez manipulację i wykorzystanie jej młodego wieku oraz sytuacji życiowej. Dzieje się to w oparciu o wzbudzanie zaufania i składanie obietnic bez pokrycia. Ofiarami najczęściej padają osoby z problemami, mierzące się z trudnościami psychicznymi, rodzinnymi bądź odrzucone przez rówieśników. Celem groomera jest nawiązanie więzi z ofiarą tak, aby poczuła się bezpiecznie, by następnie stopniowo zwiększać napięcie seksualne, które prowadzi do nadużyć, naruszania granic cielesnych czy wykorzystania seksualnego.
Uwaga nauczyciela, najczęściej darzonego szacunkiem i podziwem, często stanowi ekscytującą perspektywę dla ofiary – nosi znamiona zakazanego romansu (tematu tak rozpowszechnionego w kulturze), wzbudza więc przekonanie, że zaskarbienie sobie sympatii dorosłego mężczyzny implikuje swoistą wyjątkowość – jest nobilitacją, jakiej pozostali rówieśnicy nie doświadczą. Jest to powielanie męskocentrycznej retoryki wynoszącej zainteresowanie mężczyzny do roli miernika wartości kobiety. Dziewczyna obdarzona seksualną uwagą nauczyciela aktywuje wówczas wyuczoną przez lata zasadę – jej wartość jest tym wyższa, im bardziej jej ciało podoba się mężczyźnie. Bez znaczenia staje się wtedy jej wiedza, umiejętności czy to, kim jest. Nauczyciel manipulujący uczennicą, wychwalający jej talenty, usposobienie czy charakter, czyni to wyłącznie w celu wykorzystania jej ciała, co stanowi symboliczny i dosłowny upadek marzenia o szkole bez seksizmu. Taki nauczyciel demaskuje stosunek mężczyzn do kobiet, obnaża bezwzględne męskie pożądanie. Tworząc atmosferę akceptacji i zrozumienia, dostrzegania czegoś więcej niż widzą inni, pozwala swej ofierze uwierzyć w jego dobre intencje, by utrzymać ją na wyłączność, z nieograniczonym dostępem do jej ciała.
„Mieć kobietę” to kolejny patriarchalny koncept uwypuklający posiadanie istoty ludzkiej kosztem budowania relacji, wykorzystanie kosztem troski i oddanie się mężczyźnie jako drogi do uzyskania aprobaty, spełnienia i szczęścia. Grooming ze strony nauczyciela obrazuje tragizm tego zjawiska, zachodzi bowiem w środowisku mającym apriorycznie burzyć społeczne nierówności i zapewniać kobietom sprawiedliwe szanse w przyszłości, na ścieżce edukacyjnej i zawodowej. Nawet tutaj jednak rzeczywistość wymyka się ideom, które w społeczeństwie patriarchalnym nie mają prawa zaistnieć w pełni – ofiary groomingu cierpią z powodu niskiej samooceny, czują wstyd, brakuje im zaufania do innych i częściej wpadają w nałogi czy prostytucję. Ich godność zostaje bowiem poważnie naruszona a wartość sprowadzana do roli obiektu. Wykorzystane w ten sposób kobiety często mówią o obniżonym poczuciu własnej wartości, doświadczają trudności w relacjach, same też są bardziej skłonne traktować własne ciało jako niezasługujące na godność i miłość. Gdy męskie pożądanie przedziera się przez (z założenia bezpieczne) szkolne mury, nie ma mowy o równości w edukacji, lecz o naiwnym złudzeniu, jakoby była ona odrębna od świata, w którym kobiece ciało ma swoją cenę.
Jak pomagać dziewczynkom w patriarchalnej szkole?
Wspieranie dziewcząt podczas ścieżki edukacyjnej i ochrona przed przemocą seksualną należą do głównych zadań dorosłych, zarówno rodziców, jak i opiekunów szkolnych. W obliczu nieograniczonego dostępu do mediów, a tym samym sygnałów kulturowych docierających do nich w bardzo młodym wieku, szczególnie ważne jest, by komunikaty kierowane do uczennic były wolne od stereotypów i uproszczeń dotyczących płci oraz by odnosiły się do wzmacniania poczucia własnej wartości i wyjątkowości. Edukacja bez stygmatyzacji, przeciwdziałająca werbalnej i fizycznej agresji, jest drogą do odczarowania wizerunku uczennic jako grzecznych, cichych i wstydliwych, bez szans w konkurencji z męską charyzmą. Nie bez znaczenia jest także obecność silnych i inspirujących kobiet w wychowaniu dziewczynek, wzrastanie wśród nich, a także mnogość bohaterek, które promują kobiece sukcesy wykraczające poza ich ciała i uwagę mężczyzn.
Oczywiście to nie wystarczy, by raz na zawsze położyć kres trudnościom spotykającym dziewczynki w systemie edukacji, warto jednak poddać refleksji to, jak sukcesywnie można wprowadzać drobne, lecz nieocenione zmiany. Mając na uwadze nierozłączność systemu edukacji z polityką i kulturą, próżno oczekiwać, że radykalne zmiany zostaną wprowadzone odgórnie, jeżeli obecne, dominujące doktryny realizują patriarchalną agendę. Dlatego tak ważna jest reakcja i zaangażowanie społeczne na rzecz równouprawnienia i walki z wykorzystaniem seksualnym już od podstaw. Szkoła wykracza bowiem daleko poza swoje mury, tak samo jak dziewczęce ambicje i możliwości.
Bibliografia:
[1] Olejarczyk, K. (2023). Ile wiemy o mieszkankach wsi? Krytyczny przegląd stanu badań nad kobietami wiejskimi w Polsce. Zeszyty Wiejskie, 28(2), 101–124. https://doi.org/10.18778/1506–6541.28.15
[2] Ryndzionek, M. (2024). Klątwa „grzecznej dziewczynki” – praktyki dewaluowania własnych osiągnięć przez kobiety jako bariera wertykalnej mobilności społecznej. Studia Społeczne, 44(1), 9–25.[3] Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę. (2017). Kontakt dzieci i młodzieży z pornografią. Co wiemy i co możemy zrobić? Platforma edukacyjna Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę | Platforma edukacyjna FDDS. https://edukacja.fdds.pl/pluginfile.php/86259/course/section/1014/kontakt%20z%20pornografia_broszyura_2018.pd

