„Śmierć lepsza niż burka”, czyli wolność według zachodnich liberałów

Przy oka­zji inter­wen­cji zbroj­nej Trum­pa w Cara­cas wie­lu wene­zu­el­skich emi­gran­tów nie kry­ło zado­wo­le­nia. Tań­czy­li i wiwa­to­wa­li, pod­czas gdy w ich kra­ju ginę­li ludzie, żeby Ame­ry­ka­nie mogli odkrę­cić kurek z wene­zu­el­ską ropą. Podob­ne reak­cje widzi­my w mediach spo­łecz­no­ścio­wych teraz: wie­le gło­sów z irań­skiej dia­spo­ry na całym świe­cie wyra­ża radość z ata­ku USA i Izra­ela. Na demon­stra­cjach w Los Ange­les Iran­ki i Irań­czy­cy trzy­ma­li trans­pa­ren­ty z napi­sa­mi „Dzię­ku­je­my, Pre­zy­den­cie Trump”, a w wywia­dach twier­dzi­li, że dzię­ki Ame­ry­ka­nom i Izra­el­czy­kom „są w koń­cu wol­ni”. Dzień wcze­śniej w ich kra­ju, w mie­ście Minab, bom­by Trum­pa i Neta­ny­ahu zabi­ły dzie­siąt­ki dziew­czy­nek nie star­szych niż dwa­na­ście lat.

Rów­nież w Pol­sce w podob­nym tonie wypo­wia­da­ją się nie­któ­rzy migran­ci z Ira­nu. „Wie­rzę w to, że nawet jeśli Iran skoń­czy jak dzi­siej­sza Syria, będzie lepiej dla Ira­nu”, komen­to­wał po inwa­zji Michał Reza­za­deh. W innym wywia­dzie stwier­dził, że „Irań­czy­cy pro­si­li o tę inter­wen­cję”. Mah­sa Mova­fegh o izra­el­sko-ame­ry­kań­skim ata­ku  mówi, że „jedy­nie to mogło być koń­cem nasze­go upo­ko­rze­nia” w kon­tek­ście tego, jak trak­to­wa­ne są Iran­ki przez ajatollahów.

O ata­ku ocho­czo wypo­wia­da­ją się też pol­scy libe­ra­ło­wie. Jan Hart­man pisze o swo­ich „femi­ni­stycz­nych” nadzie­jach: „Mam nadzie­ję, że Iran nie będzie już kry­tycz­nym zagro­że­niem dla Izra­ela ani innych państw [sic!]. Mam nadzie­ję, że odra­ża­ją­cy reżim nie­co się ucy­wi­li­zu­je i prze­sta­nie mor­do­wać kobie­ty za nie­no­sze­nie chust. Mam nadzie­ję, że woj­na nie będzie się cią­gnąć przez dłu­gie miesiące”.

Jak zauwa­ża Patry­cja Wie­czor­kie­wicz na łamach Kry­ty­ki Poli­tycz­nej, ame­ry­kań­skie wła­dze bar­dzo róż­nie tłu­ma­czą moty­wy ata­ku na Iran. Przy­kła­do­wo, Mar­co Rubio stwier­dził, że miał on na celu wspar­cie ofen­sy­wy Izra­ela. Poli­ty­cy w Waszyng­to­nie wie­lo­krot­nie wyko­rzy­sty­wa­li też kon­flik­ty zbroj­ne w Azji Zachod­niej do reali­za­cji wła­snych celów stra­te­gicz­nych lub poli­tycz­nych. W efek­cie woj­na z Ira­nem wpi­su­je się w dłu­gą tra­dy­cję napięć, w któ­rej mie­sza­ją się inte­re­sy mocar­stwo­we, soju­sze regio­nal­ne, pre­sja poli­tycz­na i ide­olo­gicz­ne nar­ra­cje. Nadzie­je Hart­ma­na wyda­ją się więc nie tyl­ko głu­pie, ale i płonne.

Dość oczy­wi­stym jest więc, że atak na Iran był zagra­niem czy­sto cynicz­nym. Libe­ra­ło­wie pozo­sta­ją jed­nak śle­pi na ten fakt, pró­bu­jąc inter­pre­to­wać tę agre­sję mili­tar­ną jako dro­gę do sys­te­mo­wej zmia­ny na rzecz kobiet. Naiw­ne łącze­nie tych wąt­ków nie dzi­wi. W latach 2022–2023 przez Iran prze­to­czy­ła się fala pro­te­stów pod hasłem „Kobie­ta, Życie, Wol­ność”, dla któ­rych bez­po­śred­nim impul­sem była śmierć 22-let­niej Jiny Mah­sy Ami­ni w wyni­ku skraj­nej prze­mo­cy ze stro­ny tzw. poli­cji moral­no­ści. Jej zabój­stwo sta­ło się sym­bo­lem sprze­ci­wu wobec sys­te­mu pod­da­ją­ce­go kobie­ce cia­ła i umy­sły dyk­ta­tor­skiej kon­tro­li. Irań­ski reżim trak­tu­je spo­sób ubie­ra­nia się kobiet nie tyl­ko jako kwe­stię oby­cza­jo­wą, lecz jako ele­ment poli­tycz­nej domi­na­cji, narzę­dzie podporządkowania.

Pro­te­sty były bru­tal­nie tłu­mio­ne. Wciąż poja­wia­ją się donie­sie­nia o egze­ku­cjach zaan­ga­żo­wa­nych w demon­stra­cje kobiet, takich jak Esmat Naja­fi, stra­co­nej w lutym w Kom. Rela­cje świad­ków i orga­ni­za­cji praw czło­wie­ka infor­mu­ją rów­nież o sys­te­mo­wym wyko­rzy­sty­wa­niu gwał­tów na zatrzy­ma­nych akty­wist­kach. Badacz­ki i bada­cze opi­su­ją ten mecha­nizm jako for­mę „sek­su­al­ne­go ter­ro­ru” – prze­moc wyko­rzy­sty­wa­ną w celu upo­ko­rze­nia jej ofiar, zastra­sze­nia ich i zła­ma­nia spo­łecz­ne­go opo­ru. Według jed­ne­go z rapor­tów irań­scy poli­cjan­ci zbio­ro­wo gwał­cą kobie­ty uwię­zio­ne za udział w pro­te­stach, następ­nie wyci­na­ją im maci­ce, aby ukryć bru­tal­ne tor­tu­ry, po czym wysy­ła­ją ich zwło­ki z powro­tem do rodzin.

Kana­dyj­sko-irań­ska badacz­ka Mina Fakh­ra­var, powo­łu­jąc się na Catha­ri­ne Mac­Kin­non, dowo­dzi, że są to zbrod­nie prze­ciw­ko ludzkości:

prze­moc sek­su­al­na nie jest spra­wą pry­wat­ną; jest narzę­dziem poli­tycz­nej wal­ki i naru­sze­niem praw oby­wa­tel­skich. Świat musi zare­ago­wać, nakła­da­jąc ukie­run­ko­wa­ne sank­cje na spraw­ców, ofe­ru­jąc azyl oso­bom, któ­re doświad­czy­ły tych nad­użyć, oraz wspie­ra­jąc irań­skie ruchy femi­ni­stycz­ne doma­ga­ją­ce się spra­wie­dli­wo­ści. Brak reak­cji na te zbrod­nie ozna­cza przy­zwo­le­nie na bez­kar­ność wobec bru­tal­ne­go wyko­rzy­sty­wa­nia ciał kobiet. Irań­skie kobie­ty wyka­za­ły się nie­zwy­kłą odwa­gą. W odpo­wie­dzi na ich odwa­gę resz­ta świa­ta musi zacząć działać. 

Z taką wła­śnie rze­czy­wi­sto­ścią  mie­rzą się Iran­ki wal­czą­ce o wol­ność i godność.

Jed­no­cze­śnie ame­ry­kań­skie i izra­el­skie bom­by spa­da­ją rów­nież na te wła­śnie kobie­ty – prze­trwan­ki gwał­tów repre­sjo­no­wa­ne przez wła­sne pań­stwo. Spa­da­ją tak­że na dzie­ci. Według donie­sień agen­cji Reu­ters siły USA mogą być odpo­wie­dzial­ne za atak na szko­łę dla dziew­cząt w mie­ście Minab, w któ­rym zgi­nę­ło 165 osób – w więk­szo­ści dzie­ci poni­żej 12. roku życia. ONZ uzna­je, że doszło do „poważ­ne­go naru­sze­nia pra­wa humanitarnego”. 

Docho­dze­nie w tej spra­wie trwa. Nadal nie jest jasne, jakie­go rodza­ju amu­ni­cji uży­to ani kto był bez­po­śred­nio odpo­wie­dzial­ny. Por­tal „Mid­dle East Eye” wska­zu­je, że atak na szko­łę w mie­ście Minab był tzw. ata­kiem „double-tap”. Pole­ga on na dwu­krot­nym ude­rze­niu w to samo miej­sce, tak aby nie dopu­ścić ratow­ni­ków i wolon­ta­riu­szy do pomo­cy poszkodowanym.

Komen­tarz lob­by­sty Mat­ta Schlap­pa w pro­gra­mie Pier­sa Mor­ga­na poka­zu­je ska­lę poli­tycz­ne­go cyni­zmu kon­ser­wa­tyw­nych Ame­ry­ka­nów. Gdy jego współ­ro­zmów­ca zauwa­ża, że uczen­ni­ce nadal by żyły, gdy­by nie doszło do ata­ku, Schlapp odpo­wie­dział, że były­by „żywe, ale w burkach”.

To zda­nie odsła­nia logi­kę, któ­rą moż­na nazwać pułap­ką impe­rial­ne­go femi­ni­zmu. Na prze­strze­ni lat wie­lo­krot­nie wyko­rzy­sty­wa­no pra­wa kobiet jako moral­ne uza­sad­nie­nie inter­wen­cji mili­tar­nych. Przy­kład Afga­ni­sta­nu poka­zu­je jed­nak, że woj­na nie może przy­nieść wyzwo­le­nia. Czę­ściej pro­wa­dzi do znisz­cze­nia spo­łe­czeń­stwa, a lokal­ne ruchy kobie­ce nara­ża na oskar­że­nia o współ­pra­cę z zagra­ni­cą i zni­we­cze­nie ich dotych­cza­so­wej pracy.

Według badacz­ki Kri­sty Hunt Sta­ny Zjed­no­czo­ne i ich sojusz­ni­cy byli świa­do­mi naru­szeń praw czło­wie­ka w Afga­ni­sta­nie już w latach 90., jed­nak ani ame­ry­kań­ski rząd, ani ONZ nie pod­ję­ły żad­nych dzia­łań w tej spra­wie. Nie udzie­li­ły tak­że finan­so­we­go wspar­cia afgań­skim orga­ni­za­cjom wal­czą­cym z opre­sją wobec kobiet.  Dopie­ro po zama­chach z 11 wrze­śnia kwe­stii tej zaczę­to poświę­cać inten­syw­ną uwa­gę — głów­nie dla­te­go, że pozwa­la­ło to zna­leźć uza­sad­nie­nie dla  inter­wen­cji zbrojnej:

Taka nar­ra­cja […] utrud­nia­ła deba­tę o kon­se­kwen­cjach woj­ny, ponie­waż każ­dą kry­ty­kę łatwo było przed­sta­wić jako obro­nę tali­bów lub sprze­ciw wobec praw kobiet. W rezul­ta­cie reto­ry­ka praw czło­wie­ka zosta­ła powią­za­na z zachod­ni­mi inter­wen­cja­mi mili­tar­ny­mi, co pod­wa­ży­ło jej uni­wer­sal­ny cha­rak­ter i pozwo­li­ło nie­któ­rym reżi­mom odrzu­cać postu­la­ty rów­no­ści jako narzę­dzie impe­ria­li­zmu, pod­czas gdy Zachód mógł przed­sta­wiać wła­sne dzia­ła­nia jako moral­ną i huma­ni­tar­ną misję „rato­wa­nia kobiet”.

Źró­dło rady­ka­li­za­cji Ira­nu i innych kra­jów w Azji Zachod­niej moż­na łatwo połą­czyć z histo­rią inter­wen­cji euro­pej­skich i ame­ry­kań­skich potęg. Zależ­no­ści mię­dzy obec­no­ścią USA w regio­nie a pogłę­bia­niem się eks­tre­mi­zmów są sze­ro­ko komen­to­wa­ne w lewi­co­wych, anty­im­pe­ria­li­stycz­nych krę­gach od lat. Inwa­zja nie tyl­ko więc sta­no­wi bez­po­śred­nie zagro­że­nie dla życia kobiet w danym kra­ju, ale i cofa ich sta­ra­nia eman­cy­pa­cyj­ne o dekady.

W arty­ku­le Rok­sa­ny Kru­py, któ­ry poja­wił się nie­daw­no na stro­nie Bzu, czy­ta­my o nie­ludz­kich warun­kach życia Afga­nek. Autor­ka spraw­nie prze­pro­wa­dza czy­tel­nicz­ki przez pro­ces dra­ma­tycz­ne­go pogor­sze­nia się sytu­acji kobiet w Afga­ni­sta­nie po powro­cie Tali­bów do wła­dzy w 2021 roku. Oma­wia zaka­zy edu­ka­cji, pra­cy i samo­dziel­ne­go poru­sza­nia się oraz sys­te­mo­we wyklu­cza­nie ich z życia publicz­ne­go, prze­pi­sy ogra­ni­cza­ją­ce ochro­nę przed prze­mo­cą domo­wą, kary cie­le­sne i restryk­cje oby­cza­jo­we. W żad­nym miej­scu jed­nak nie suge­ru­je, by zbroj­na reak­cja mili­tar­na Zacho­du mogła wyzwo­lić Afgan­ki – była­by to absur­dal­na argu­men­ta­cja. W koń­cu rady­ka­li­za­cja Tali­bów wyni­ka bez­po­śred­nio z zamie­sza­nia wywo­ła­ne­go wła­śnie przez Zachód. Tak samo nikt nie suge­ru­je obec­nie, by w imię femi­ni­stycz­nych ide­ałów zbroj­nie naje­chać na Paki­stan czy Ara­bię Sau­dyj­ską, w któ­rych kobie­ty wciąż są trak­to­wa­ne jak podludzie.

Nie suge­ru­ją tego rów­nież obroń­cy decy­zji Trum­pa i Neta­ny­ahu. Ale suge­ro­wa­li­by, gdy­by przy­pad­kiem Waszyng­ton zerwał sto­sun­ki z Rija­dem lub gdy­by miał w Kabu­lu inte­re­sy, któ­re wyma­ga­ły­by spusz­cze­nia tam kil­ku bomb na szpi­ta­le. Pseu­do­hu­ma­ni­tar­ne i pseu­do­fe­mi­ni­stycz­ne uza­sad­nie­nia pra­wi­cy poja­wia­ją się naj­czę­ściej post fac­tum, w następ­stwie ata­ku. Nikt przy zdro­wych zmy­słach nie suge­ru­je, by w rzą­dzo­nym przez dyk­ta­tu­rę kra­ju bom­bar­do­wać obiek­ty cywil­ne. A jed­nak kie­dy się to dzie­je, z kape­lu­sza wycią­ga­ne są argu­men­ty o „wyzwa­la­niu kobiet”.

Hisz­pań­ska poli­tycz­ka Manu­ela Ber­ge­rot w pło­mien­nym  prze­mó­wie­niu wyty­ka pra­wi­cy pró­by przy­stra­ja­nia ame­ry­kań­skie­go impe­ria­li­zmu w femi­ni­stycz­ne piórka:

Wła­śnie dla­te­go, że jestem femi­nist­ką, abso­lut­nie sprze­ci­wiam się ata­ko­wi USA i Izra­ela na lud­ność Ira­nu i irań­skie kobie­ty. Pierw­szym celem ata­ku Neta­ny­ahu i Trum­pa była szko­ła dla dziew­cząt, w któ­rej zgi­nę­ło 160 osób. Tym­cza­sem człon­ki­ni par­tii Pani Pre­zy­dent twier­dzi, że to wspa­nia­ła wia­do­mość dla femi­ni­zmu. Wła­śnie tak pra­wi­ca bro­ni praw Ira­nek: świę­tu­jąc śmierć 160 dziew­czy­nek. To nik­czem­ne. Kibi­cu­je­cie woj­nie, któ­ra spro­wa­dzi na nas wszyst­kich zagro­że­nie i chaos.

Jak zauwa­ża ira­nist­ka Karo­li­na Cie­ślik-Jaku­biak, nic nie wska­zu­je na to, by woj­na mia­ła zakoń­czyć się „szyb­ko i spraw­nie”. Tehe­ran nie chce i nie może kon­ku­ro­wać w wyści­gu zbro­jeń i zamiast tego obie­ra tak­ty­kę, któ­ra pozwo­li mak­sy­mal­nie prze­dłu­żyć roz­lew krwi, tym samym czy­niąc woj­nę bar­dzo kosz­tow­ną dla prze­ciw­ni­ka. To kon­flikt, któ­ry pochło­nie tysią­ce żyć. W rezul­ta­cie cier­pią przede wszyst­kim zwy­kli ludzie – robot­ni­cy, rol­ni­cy i kobie­ty z klas ludo­wych – któ­rzy pono­szą naj­więk­sze kosz­ty geo­po­li­tycz­nych rozgrywek.

Woj­na zmu­sza kobie­ty do dra­ma­tycz­ne­go wybo­ru mię­dzy opre­sją ze stro­ny wła­sne­go kra­ju a śmier­cią z rąk „wyzwo­li­cie­li”. Jak zauwa­ża Cie­ślik-Jaku­biak w innym wywia­dzie: „kobie­ty w dużej mie­rze sta­ły się zakład­nicz­ka­mi toż­sa­mo­ścio­wej wal­ki Ira­nu z Zacho­dem oraz Zacho­du z Ira­nem”. Dla­te­go praw­dzi­we wspar­cie dla Ira­nek nie pole­ga na bom­bar­do­wa­niu ich kra­ju, lecz na soli­dar­no­ści z ich wła­sną wal­ką. To ona – oddol­na, ryzy­kow­na i pro­wa­dzo­na przez same Iran­ki – jest dro­gą do real­nej wolności.