W prostytucję weszłam, mając 17 lat. Pozostałam w niej przez kolejne lata, aż do końca studiów magisterskich. Przez część mojego życia funkcjonowałam w środowisku, w którym przemoc, narkotyki, gwałty, wykorzystywanie stały się codziennością.
Wielokrotnie byłam odurzana przez klientów. Wielokrotnie byłam przez nich bita. Zdarzały się sytuacje, w których naprawdę bałam się o swoje życie. A mimo to wracałam? Chyba po prostu nie znałam innego życia.
Z czasem nauczyłam się odcinać od tego, co działo się z moim ciałem i umysłem. To jeden ze sposobów, w jaki próbowałam przetrwać.
Nie odeszłam z prostytucji w wyniku spokojnej, przemyślanej decyzji. Doszłam do momentu, w którym mogłam umrzeć. Po jednym ze spotkań z klientem, będąc pod wpływem środków odurzających, podjęłam próbę samobójczą. Chwilę później trafiłam na terapię odwykową. Dopiero wtedy zaczęło do mnie docierać, że moje miejsce nie jest wśród osób, które czerpią zyski z mojego cierpienia.
Zaczęłam szukać pomocy i wychodzić z tego, w czym tkwiłam od 17. roku życia. Ostatecznie zakończyłam prostytucję i zaczęłam budować życie poza nią. Był to cholernie trudny proces, który rozpoczął się dopiero wtedy, gdy znalazłam się w sytuacji, w której nie byłam w stanie dalej funkcjonować.
Dziś jestem trzeźwa i świadoma tego, co mnie spotkało. Dopiero odzyskanie tej świadomości pozwoliło mi zrozumieć, że mogę żyć inaczej. Nie muszę dalej tkwić w tym samym miejscu. Mam prawo poprosić o pomoc. Mam prawo być zła na to, co mnie spotkało.
Mój sutener odbywa karę pozbawienia wolności, jego kluby i mieszkaniówki zostały zamknięte. To dało mi odwagę, żeby mówić o tym, czego doświadczyłam. Mam świadomość, że wiele kobiet nigdy nie będzie miało takiego poczucia bezpieczeństwa. Inne kobiety, które są wykorzystywane i kontrolowane mogą jeszcze przez lata bać się odejść. Mogą przez całe lata żyć z poczuciem, że muszą oglądać się za siebie.
Ja potrzebowałam pomocy specjalistów, żeby z tego wyjść. Gdybym jej nie otrzymała, nie pisałabym dziś tej wiadomości. Nie każda kobieta ma możliwość otrzymania takiej pomocy. Dlatego życzę siły i ducha walki każdej kobiecie, która mierzy się choćby z jednym z problemów, o których wspominam.
Nie jesteście temu winne.

