Świadectwo przetrwanki Patrycji

W pro­sty­tu­cję weszłam, mając 17 lat. Pozo­sta­łam w niej przez kolej­ne lata, aż do koń­ca stu­diów magi­ster­skich. Przez część moje­go życia funk­cjo­no­wa­łam w śro­do­wi­sku, w któ­rym prze­moc, nar­ko­ty­ki, gwał­ty, wyko­rzy­sty­wa­nie sta­ły się codziennością.

Wie­lo­krot­nie byłam odu­rza­na przez klien­tów. Wie­lo­krot­nie byłam przez nich bita. Zda­rza­ły się sytu­acje, w któ­rych napraw­dę bałam się o swo­je życie. A mimo to wra­ca­łam? Chy­ba po pro­stu nie zna­łam inne­go życia.

Z cza­sem nauczy­łam się odci­nać od tego, co dzia­ło się z moim cia­łem i umy­słem. To jeden ze spo­so­bów, w jaki pró­bo­wa­łam przetrwać.

Nie ode­szłam z pro­sty­tu­cji w wyni­ku spo­koj­nej, prze­my­śla­nej decy­zji. Doszłam do momen­tu, w któ­rym mogłam umrzeć. Po jed­nym ze spo­tkań z klien­tem, będąc pod wpły­wem środ­ków odu­rza­ją­cych, pod­ję­łam pró­bę samo­bój­czą. Chwi­lę póź­niej tra­fi­łam na tera­pię odwy­ko­wą. Dopie­ro wte­dy zaczę­ło do mnie docie­rać, że moje miej­sce nie jest wśród osób, któ­re czer­pią zyski z moje­go cierpienia.

Zaczę­łam szu­kać pomo­cy i wycho­dzić z tego, w czym tkwi­łam od 17. roku życia. Osta­tecz­nie zakoń­czy­łam pro­sty­tu­cję i zaczę­łam budo­wać życie poza nią. Był to cho­ler­nie trud­ny pro­ces, któ­ry roz­po­czął się dopie­ro wte­dy, gdy zna­la­złam się w sytu­acji, w któ­rej nie byłam w sta­nie dalej funkcjonować.

Dziś jestem trzeź­wa i świa­do­ma tego, co mnie spo­tka­ło. Dopie­ro odzy­ska­nie tej świa­do­mo­ści pozwo­li­ło mi zro­zu­mieć, że mogę żyć ina­czej. Nie muszę dalej tkwić w tym samym miej­scu. Mam pra­wo popro­sić o pomoc. Mam pra­wo być zła na to, co mnie spotkało.

Mój sute­ner odby­wa karę pozba­wie­nia wol­no­ści, jego klu­by i miesz­ka­niów­ki zosta­ły zamknię­te. To dało mi odwa­gę, żeby mówić o tym, cze­go doświad­czy­łam. Mam świa­do­mość, że wie­le kobiet nigdy nie będzie mia­ło takie­go poczu­cia bez­pie­czeń­stwa. Inne kobie­ty, któ­re są wyko­rzy­sty­wa­ne i kon­tro­lo­wa­ne mogą jesz­cze przez lata bać się odejść. Mogą przez całe lata żyć z poczu­ciem, że muszą oglą­dać się za siebie.

Ja potrze­bo­wa­łam pomo­cy spe­cja­li­stów, żeby z tego wyjść. Gdy­bym jej nie otrzy­ma­ła, nie pisa­ła­bym dziś tej wia­do­mo­ści. Nie każ­da kobie­ta ma moż­li­wość otrzy­ma­nia takiej pomo­cy. Dla­te­go życzę siły i ducha wal­ki każ­dej kobie­cie, któ­ra mie­rzy się choć­by z jed­nym z pro­ble­mów, o któ­rych wspominam.

Nie jeste­ście temu winne.