Szukasz swojej niezależności w miejscu, w którym nigdy jej nie znajdziesz.
Samoakceptacji tam, gdzie nigdy jej nie było.
W pieniądzach widzisz swoją definicję wolności, której zawsze tak bardzo pragnęłaś, mimo że kiedyś zobaczysz, że to właśnie one cię zniewalają. Wmawiasz sobie, że jesteś szczęśliwa.
Bo po drugiej stronie ekranu widzisz przepych. Widzisz życie, którym zawsze chciałaś żyć. Nie widzisz straconych perspektyw ani marzeń, które straciłaś.
Zawsze chciałaś uwolnić się od biedy. Pokazać innym, że coś znaczysz w tym świecie. Że coś osiągniesz. Że jesteś coś warta. Myślałaś, że znalazłaś sposób. Przecież to najstarszy zawód świata. Masa dziewczyn to robi i mówi o tym publicznie, a jeszcze więcej się do tego nie przyznaje.
Ale przecież pieniądze i szczęście lubią ciszę?
Więc sprzedajesz swoje ciało kawałek po kawałku. Ale przecież to tylko ciało. Inni sprzedają swój czas o wiele taniej, często nie mogąc normalnie wykarmić dzieci z jednej pensji. Myślisz, że nie dasz się systemowi. Temu, który każe pracować za ochłapy przez 40 lat tylko po to, żeby przeżyć.
Dopiero później przychodzi moment dysocjacji. Mało pamiętasz, ale przeliczasz zajebisty hajs.
Za taki hajs przecież da się zapomnieć. Zapomnieć, kim się było. Ale przecież… dokładnie o to ci chodziło?
Zapomnieć o tym, kim się jest. Ale przecież pieniądze to rekompensują.
Zapomnieć, kim chciałaś być, bo już przecież zapomniałaś, jakie masz marzenia.
Pojawił się cel. Później kolejny. Potem wygoda… i nienawiść, bo przecież nie widzisz już swoich perspektyw dalej.
Nienawidzisz się. Natykasz się na wywiady o tej branży, jeden po drugim. Widzisz zniszczenie tych dziewczyn.
99% z nich tak kończy.
Ale przecież ty nie będziesz nimi. Będziesz tym 1%.
Tak sobie mówisz, bo przecież tak czujesz. Jesteś tu tylko na chwilę. Inne dziewczyny nie miały celu, marzeń.
Problem jest w tym, że… miały.
I też wierzyły, że się z tego wyrwą.
Niektóre umarły w tym przeświadczeniu.
Niektóre umarły właśnie przez to.
Ale ty dalej wierzysz, że twoja historia będzie inna. Nie będzie.
Prostytucja to cmentarzysko marzeń. Cmentarzysko, na które nikt nie przychodzi. Nikt nie odwiedza.
Bo przecież tylko kolejna kurwa, narkomanka umarła. Świat się czyści ze ścierwa, prawda?
Przecież jej życie nie było nic warte. Przecież zrobiła to na własne życzenie.
Widziałam masę kobiet, które były puste jak wydmuszki.
Były piękne. Zadbane. I patrzyły na ciebie wzrokiem lalki.
Kiedyś miały w sobie tyle życia. Ale nie teraz. Nie przez to.
Były martwe za życia.
Nie umieraj za życia. Masz jeszcze szansę.
W inny sposób zbudujesz swoją niezależność. Będziesz silna. Wolna. Niezależna. Bogata.
Nie idź tą drogą. Prostytucja cię tam nie zaprowadzi.
Nie musisz udowadniać swojej wartości przez dotyk innych. Nie zaczniesz się przez to kochać. Twoja samoocena nie wzrośnie przez dotyk setek mężczyzn.
Byłam w tym.
Widziałam dużo upadków.
Sama upadłam.
Też byłam wydmuszką.
I jeśli, czytając to, masz chociaż chwilę zawahania, złap się jej. Wykorzystaj ją.
Twoja intuicja dobrze ci podpowiada.
Jeśli moja historia może realnie pomóc chociaż jednej osobie, to wiem, że było warto.

