Wywiad. Kobiety niebiałe otwarcie występują przeciwko prostytucji

 Raqu­el Rosa­rio San­chez dla Femi­nist Current

Grafika autorstwa Annie Banks przedstawiająca aktywistki z obozu Unist’ot’en

21 lute­go 2019 roku, SPACE Inter­na­tio­nal, pro­wa­dzo­na przez prze­trwan­ki [1] orga­ni­za­cja walczącą z han­dlem ludźmi, prze­wo­dziła przełomo­we­mu wyda­rze­niu w Lon­dy­nie. „Women of Colo­ur Aga­inst the Sex Tra­de” było pierw­szym tego rodza­ju spo­tka­niem w Wiel­kiej Bry­ta­nii, sku­piającym całą swo­ją uwagę na wysłucha­niu głosów o doświad­cze­niach kobiet nie­białych [org. WOC] w han­dlu ludźmi. 

Pod­czas spo­tka­nia pod­kre­ślo­no fakt, iż han­del ludźmi, wyzy­skujący kobie­ty oraz dziewczęta na całym świe­cie, opar­ty jest zarów­no na rasi­zmie, jak i kolo­nia­li­zmie. Tema­ty podjęte przez pane­list­ki doty­czy­ły: wyzy­sku Azja­tek w stre­fach zmi­li­ta­ry­zo­wa­nych; kana­dyj­skiej ini­cja­ty­wy rządowej, zaj­mującej się prze­mocą wobec rdzen­nych miesz­ka­nek [MMIWG]; poko­le­nio­wej trau­my prze­ka­zy­wa­nej matry­li­ne­ar­nie przez pro­sty­tucję oraz związków pomiędzy wyzy­skiem sek­su­al­nym czar­nych kobiet i dziewcząt, jaki miał miej­sce w Sta­nach Zjed­no­czo­nych w cza­sach nie­wol­nic­twa, a ich obecną nad­re­pre­zen­tacją w pro­sty­tu­cji dziś.

W spo­tka­niu, któ­re­mu prze­wod­ni­czy­ła Taina Bien-Aimé, wzię­ło udział osiem pane­li­stek: Rose­ma­rie Came­ron (Wiel­ka Bry­ta­nia), Ved­ni­ta Car­ter (USA), Brid­get Per­rier (Kana­da), Ne’cole Daniels (USA), Mic­key Meji (RPA), Suzan­ne Jay (Kana­da), Roel­la Lie­veld (Nider­lan­dy), oraz Ally-Marie Dia­mond (Australia/​Nowa Zelan­dia). Każ­da z nich jest przo­dow­nicz­ką wal­ki o znie­sie­nie prostytucji.

Uda­ło mi się poroz­ma­wiać z czte­re­ma z nich, aby dowie­dzieć się więcej o ich poglądach, dro­dze, jaka popro­wa­dziła je na ścieżkę wal­ki z pro­sty­tucją oraz kore­lacji między han­dlem ludźmi, rasi­zmem i kolo­nia­li­zmem. Ved­ni­ta Car­ter jest prze­trwan­ką pro­sty­tu­cji i założycielką Bre­aking Free – orga­ni­za­cji świad­czą­cej bez­po­śred­nie usłu­gi i rzecz­nic­two, któ­ra poma­ga kobie­tom wydo­stać się z pro­sty­tu­cji i wyzy­sku sek­su­al­ne­go. Suzan­ne Jay to działająca w Van­co­uve­rze akty­wist­ka femi­ni­stycz­na oraz członki­ni Asian Women for Equ­ali­ty [tłum. Azjat­ki za Rów­no­ścią]. Ally-Marie Dia­mond to rdzen­na miesz­kan­ka Oce­anii, prze­trwan­ka pro­sty­tu­cji oraz założyciel­ka Tra­nqu­il Dia­monds, ser­wi­su coachin­go­we­go dla kobiet. Tia­na Bien-Aimé jest dyrek­tor­ką wyko­naw­czą Coali­tion Aga­inst Traf­fic­king in Women [tłum. Koali­cji Prze­ciw­ko Han­dlo­wi Kobie­ta­mi], orga­ni­za­cji non-pro­fit dzia­ła­ją­cej na rzecz zakoń­cze­nia komer­cyj­ne­go wyzy­sku sek­su­al­ne­go i pierw­szej na świe­cie orga­ni­za­cji zaj­mu­ją­cej się zwal­cza­niem han­dlu ludź­mi na ska­lę międzynarodową

Raqu­el Rosa­rio Sán­chez: Co spra­wiło, że zaan­gażowałaś się w kwe­stię pro­sty­tu­cji? 

Ved­ni­ta Car­ter: Weszłam w świat han­dlu ludźmi przez strip­tiz. W 1972, zaraz po skończe­niu szkoły śred­niej, miałam plan roz­poczęcia nauki w college’u w kwar­ta­le jesien­nym. Wraz z przy­ja­ciółką posta­no­wiłyśmy zna­leźć waka­cyjną pracę, aby zaoszczędzić pie­niądze na naukę. W gaze­cie zna­lazłam ofertę pra­cy dla tan­ce­rek, w któ­rej napi­sa­no, że można zaro­bić nawet tysiąc dola­rów tygo­dnio­wo. Obie byłyśmy tym pod­eks­cy­to­wa­ne. Wyda­wa­ło nam się, że to coś nie­sa­mo­wi­te­go: mamy moż­li­wość zaro­bie­nia takiej ilo­ści pie­nię­dzy po pro­stu tańcząc. Myślałyśmy, że to szyb­kie i łatwe pie­niądze, bo prze­cież bez prze­rwy tańczyłyśmy i wie­my, jak to się robi. Poszłyśmy na roz­mowę kwa­li­fi­ka­cyjną i z miej­sca nas zatrud­nio­no. Rzecz jasna oka­za­ło się, że nie tyle cho­dziło o sam taniec, co strip­tiz i wszyst­ko pomiędzy. Od tego się zaczęło.

Suzan­ne Jay: Oso­biście zostałam w to zaan­gażowa­na jako członki­ni femi­ni­stycz­ne­go kolek­ty­wu, któ­ry pro­wa­dził schro­ni­sko dla mal­tre­to­wa­nych kobiet, linię tele­fo­nicz­ną dla ofiar gwałtu oraz femi­ni­stycz­ne cen­trum orga­ni­za­cyj­ne. Odpo­wia­dałyśmy wie­lu kobie­tom zma­gającym się z pro­sty­tucją, sute­ne­ra­mi oraz szwa­gra­mi. Były to kobie­ty, któ­re zdołały lub sta­rały się wydo­stać ze świa­ta pro­sty­tu­cji oraz członki­nie tego kolek­ty­wu (są nimi do dziś). Współzakła­da­łam Asian Women Coali­tion Ending Pro­sti­tu­tion [tłum. Koali­cja Azja­tek na rzecz Zakoń­cze­nia Pro­sty­tu­cji] po zauważeniu, jak lek­ce­wa­żą­co urzęd­ni­cy pań­stwo­wi odno­si­li się do kobiet abo­ry­geń­skich szu­ka­ją­cych alter­na­tyw dla lega­li­za­cji pro­sty­tu­cji. W tym cza­sie poli­ty­cy, któ­rzy uwa­ża­li się za „postę­po­wych”, pró­bo­wa­li zde­le­ga­li­zo­wać sprze­daż abo­ry­geń­skich kobiet poprzez pro­sty­tu­cję ulicz­ną. Wie­dzia­łam jed­nak, dzię­ki pra­cy w sytu­acjach kry­zy­so­wych i zwy­kłej obser­wa­cji kul­tu­ry roz­ryw­ko­wej w Van­co­uver, że Azjat­ki były (i wciąż są) sprze­da­wa­ne rów­nież w domach publicz­nych, licen­cjo­no­wa­nych przez Radę Miejską. Dla­te­go wie­dzia­łam, że nie było szans na wzrost pozio­mu bez­pie­czeństwa dzięki pro­po­no­wa­nej usta­wie. Była to okrut­na zagryw­ka, któ­ra jedy­nie usu­nę­ła­by pogar­dę i prze­moc męż­czyzn wobec kobiet z publicz­ne­go wido­ku i pozwo­li­ła męż­czy­znom doma­gać się bar­dziej poni­ża­ją­cych aktów i sto­so­wać wię­cej prze­mo­cy wobec kobiet poza szer­szą publicznością. 

RRS: Czy znaj­du­jesz wspar­cie wewnątrz ruchu femi­ni­stycz­ne­go, czy też raczej uwa­żasz, że lob­by sute­ner­skie prze­niknęło większość współ­cze­sne­go feminizmu? 

SJ: Jestem zda­nia, że to neo­li­be­ra­lizm prze­niknął ruch femi­ni­stycz­ny. Moja Koali­cja uwa­ża, że dla uci­ska­nych grup klu­czo­wa jest moż­li­wość wspól­ne­go gro­ma­dze­nia i dzie­le­nia się infor­ma­cja­mi oraz doświad­cze­nia­mi w celu roz­wi­ja­nia teo­rii, wza­jem­nej tro­ski i pro­wa­dze­nia dzia­łań na rzecz zmia­ny spo­łecz­nej. Sute­ne­rzy czer­pią korzy­ści z kul­tu­ry hiper­in­dy­wi­du­ali­zmu, prze­ko­nu­jąc nas, że kobie­ty nie potrze­bu­ją sie­bie nawza­jem, że każ­da z nas podej­mu­je decy­zje w próż­ni, spo­śród sze­ro­kiej gamy cudow­nych opcji, kie­dy w rze­czy­wi­sto­ści kobie­ty doko­nują wybo­rów w ramach ogra­ni­czeń płcio­wych (patriar­cha­tu), kolo­ru skó­ry (rasi­zmu), oraz tego, do jakie­go pożywie­nia mia­ły dostęp nasze mat­ki, gdy były z nami w ciąży, o ile w ogó­le go miały (uci­sku kla­so­we­go). Powie­dzia­ła­bym, że sute­ne­rzy prze­ku­pują kobie­ty naj­bar­dziej uprzy­wi­le­jo­wa­ne, aby opuściły i wyprze­dały te z nas, któ­re na star­cie mają naj­mniej. 

RSS: Jak zna­lazłaś się na tym wydarzeniu?

Taina Bien-Aimé: Koali­cja Prze­ciw­ko Han­dlo­wi Kobie­ta­mi od zawsze bli­sko pra­co­wała z prze­trwan­ka­mi, dla­te­go wie­my, że są one fun­da­men­tem tego ruchu. Poświad­czają własną histo­rią, a w Nowym Jor­ku zupełnie igno­ru­je się ich doświad­cze­nia. Ale SPACE Inter­na­tio­nal zmie­nia nar­rację o tym, czym jest pro­sty­tu­cja i jak na nie wpły­nę­ła, w tym na ich samo­po­czu­cie fizycz­ne i psy­chicz­ne. Bli­sko współpra­cu­je­my ze SPACE i dla­te­go zostałam zapro­szo­na do mode­ro­wa­nia tego wydarzenia. 

VC: Poznałam femi­nistkę, autorkę oraz prze­trwan­kę Rachel Moran, około sied­miu lub ośmiu lat temu na spo­tka­niu w Waszyng­to­nie. Wytłuma­czyła mi tam swo­ją wizję SPACE Inter­na­tio­nal – między­na­ro­do­wej orga­ni­za­cji pro­wa­dzo­nej przez prze­trwan­ki, ufor­mo­wa­nej, aby dopuścić do głosu kobie­ty, któ­re prze­ży­ły bru­tal­ną rze­czy­wi­stość pro­sty­tu­cji. Uznałam, że to wspa­niałe. Zaczęłyśmy regu­lar­nie ze sobą roz­ma­wiać i po około roku zna­jo­mości z Rachel zostałam zapro­szo­na do dołącze­nia do Rady Powier­ni­czej SPACE. Chciałyśmy prze­pro­wa­dzić w Wiel­kiej Bry­ta­nii wyda­rze­nie skon­cen­tro­wa­ne wokół głosów nie­białych kobiet, i tak oto zostałam tu zaproszona.

Rasistowsko-seksistowski tygiel

RRS: Czy w han­dlu ludźmi widocz­ne są pozo­stałości po nie­wol­nic­twie i kolonializmie?

TBA: Tak. Kobie­tom w pro­sty­tu­cji nada­je się ety­kie­ty i ozna­ko­wa­nia. Nale­żysz do oso­by, któ­ra jest two­im wła­ści­cie­lem. W kon­tekście Sta­nów Zjed­no­czo­nych, to spuścizna ery plan­ta­cji. To prze­dłu­że­nie wszech­obec­nej prze­mo­cy wobec kobiet, któ­ra jest nor­ma­li­zo­wa­na i pozo­sta­je bez­kar­na każ­de­go dnia. Wymia­na pie­niężna nie powin­na być zie­lo­nym światłem zezwa­lającym mężczy­znom na utrwa­la­nie okrop­nej prze­mo­cy wobec kobiet. Jesteśmy, jako ruch #MeToo, i jako społeczeństwo, w miej­scu, w któ­rym rozu­mie­my jak bar­dzo mole­sto­wa­nie i napa­sto­wa­nie sek­su­al­ne w miej­scu pra­cy trau­ma­ty­zu­je kobie­ty, ale kie­dy jakiś mężczy­zna da im sto dola­rów, uzna­je­my to za akcep­to­wal­ne? Jak to możliwe? Gdzie się podziały nasze sza­re komórki?

Nar­ra­cja raso­wa w Sta­nach Zjed­no­czo­nych jest bar­dzo pogma­twa­na. Czar­no­skó­re kobie­ty sta­no­wią 7 proc. popu­la­cji USA, ale w pew­nych jurys­dyk­cjach repre­zen­tują ponad 50 proc. pro­sty­tu­ujących się. Wśród młodzieży (dzie­ci i nasto­lat­ków poniżej 18 roku życia) sta­no­wiącej „żywy towar”, 40 proc. to czar­no­skó­re dziewczęta. Kupujący seks to prze­waż­nie bia­li mężczyźni. Dzię­ki prze­trwan­kom takim jak Tina Frundt, któ­ra jest dyrek­tor­ką wyko­naw­czą Courtney’s House, dowia­du­je­my się, że kupujący seks mówią czar­nym i brązowym kobie­tom oraz dziewczętom: „Jesteś stwo­rzo­na do pro­sty­tu­cji”, „Two­je uczu­cia są inne niż uczu­cia bia­łych dziew­czyn”, „Two­je pier­si i bio­dra są do tego stwo­rzo­ne”. Wie­le z tych wypo­wie­dzi opie­ra się na ste­reo­ty­pach o kobie­tach nie­białych, jak­by sama mizo­gi­nia nie była wystar­cza­ją­ca. Wie­my, że kobie­ty nie­białe są sek­su­ali­zo­wa­ne znacz­nie czę­ściej niż bia­łe, a kupujący seks jesz­cze tę dehu­ma­ni­za­cję utrwa­lają.

Ally-Marie Dia­mond: W Austra­lii i Nowej Zelan­dii Abo­ry­gen­ki, kobie­ty Maori, kobie­ty i dziewczęta z Taj­lan­dii i wysp Pacy­fi­ku są ogrom­nie nad­re­pre­zen­to­wa­ne w han­dlu ludźmi. Żyje­my w mie­sza­ni­nie rasi­zmu i seksizmu.

Zadaję sobie pyta­nie: jeśli ja nie wsta­wię się za nimi i nie prze­mó­wię w ich spra­wie, to kto to zro­bi? Kto wsta­nie i prze­mó­wi w imie­niu moich sióstr, któ­re zmarły, bo zbyt dotkli­wie pobi­li je płat­ni gwałcicie­le? Kto sta­nie i prze­mó­wi w imie­niu moich sióstr, któ­re zmar­ły, ponie­waż fan­ta­zją gwał­ci­cie­la było udu­sze­nie ich pod­czas pie­prze­nia? Kto prze­mó­wi za te, któ­re stra­ciły możliwość prze­ka­za­nia daru życia, bo płat­ny gwałciciel wci­skał w nie butel­ki, mar­chew, ogór­ki, idio­tycz­nie wiel­kie wibra­to­ry, obca­sy butów, pałki i cokol­wiek jesz­cze wymyśliły ich spa­czo­ne umysły, tak głęboko i moc­no, że ich wagi­ny i układy roz­rod­cze zostały nie­od­wra­cal­nie uszko­dzo­ne? Kto prze­mó­wi w imie­niu moich sióstr, któ­re nie mogły sobie już dłużej radzić i wybrały jedy­ne wyjście – samo­bój­stwo? Kto prze­mó­wi w imie­niu pozo­sta­wio­nych samym sobie dzie­ci, któ­re stra­ciły mat­ki? Kto prze­mó­wi w imie­niu moich sióstr, któ­re tak bar­dzo zagu­biły się życiu na uli­cy, że jedy­ne, co robią, to bra­nie dra­gów i picie alko­ho­lu, dopó­ki nie umrą na nie­wy­dol­ność nerek i wątro­by? Kto prze­mó­wi w imie­niu moich sióstr, któ­re wciąż tkwią uwięzio­ne w świe­cie płat­ne­go gwałtu, bez per­spek­ty­wy uciecz­ki? 

Lobby na akademii – teoria spiskowa czy realne grupy wpływu?

RSS: Wygląda na to, że w środo­wi­sku aka­de­mic­kim Glo­bal­nej Północy poja­wił się front, któ­ry maso­wo wytwa­rza mecha­ni­zmy obron­ne dla han­dlu sek­sem i przy­czy­nia się do wybie­la­nia pro­sty­tu­cji. Jak myślicie, dla­cze­go się to dzie­je? 

TBA: Tak samo, jak ist­nie­je lob­by bro­ni pal­nej i lob­by tyto­nio­we, ist­nie­je także lob­by han­dlu ludźmi. Tu, w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, naj­bar­dziej szko­dli­wie prze­ni­ka ono, nie­ste­ty, aka­de­mię. Ist­nie­je mnó­stwo fun­da­cji, któ­re wspie­rają nar­rację, że han­del ludźmi i pro­sty­tu­cja są „pracą” i któ­re wspie­rają wyzy­ski­wa­czy jako „pra­co­daw­ców”. I w drugą stronę: fun­da­cje te finan­sują aka­de­mi­ków, w szcze­gól­ności pro­wadzących zajęcia na wydziałach gen­der stu­dies i filo­zo­fii, aby tę nar­rację utrwa­lać. 

Patrzę na uni­wer­sy­tec­kie syla­bu­sy i widzę tyl­ko stron­ni­czą deba­tę uzna­ją­cą pro­sty­tu­cję za pra­cę, a nie­rzad­ko zauwa­żam spo­łecz­no­ści stu­denc­kie zapra­sza­ją­ce samo­za­trud­nio­ne i uprzy­wi­le­jo­wa­ne pra­cow­ni­ce sek­su­al­ne do prze­mó­wień w salach zaję­cio­wych. Ta aka­de­mic­ka ana­li­za wycho­dzi z per­spek­ty­wy sys­te­mu opar­te­go na dąże­niu do zysku i na kapi­ta­li­zmie, a co naj­waż­niej­sze – nie sku­pia się na wyzy­sku kobiet i dziew­cząt na całym świe­cie. Przed­sta­wia się argu­men­ty w spo­sób nie­spra­wie­dli­wy, nie­zrów­no­ważony i nie­opar­ty o świa­dec­twa, przez co dzie­cia­ki nie mają możliwości wyro­bić sobie własne­go zda­nia. Praw­dzi­wie femi­ni­stycz­ne aka­de­micz­ki na wie­lu uni­wer­sy­te­tach mówią nam, jak są pomi­ja­ne i jak się je izo­lu­je ze względu na ogrom­ny sto­pień hege­mo­nicz­ności i infil­tra­cji lob­by sute­ner­skie­go w aka­de­mii. 

AMD: „Pra­ca sek­su­al­na” to zglo­ry­fi­ko­wa­ne określenie na gwałt za opłatą. Nie mamy tu do czy­nie­nia z żadny­mi doma­mi publicz­ny­mi, agen­cja­mi towa­rzy­ski­mi, salo­na­mi z masażem, czy jak tam to nazy­wa­ją. To nie jest pra­ca ani prze­mysł. To ter­ro­ryzm wobec kobiet – to regu­lar­ny atak na bez­bron­ne kobie­ty, dziewczęta, dzie­ci. Może i nie wysa­dzają budyn­ków ani sie­bie w powie­trze, ale z całą pew­nością podłożyli bom­by w mojej głowie, w moim cie­le i mojej duszy. Posłali mnie do kom­na­ty tor­tur, z któ­rej nigdy w pełni nie ucieknę. Do dzi­siaj walczę życie i przeżycie, o poczu­cie własnej war­tości, o bycie kochaną, o to by móc marzyć. 

Tak wie­le spośród moich sióstr zostało zamor­do­wa­nych – jedną z nich zabił odrzu­co­ny eks-kocha­nek, któ­ry wtargnął do bur­de­lu z mie­czem, mor­dując każdego, kto stanął mu na dro­dze. Słyszę kobie­ty mówiące, że gwałt za opłatą je upodmio­ta­wia, pozwa­la wykar­mić dzie­ci. I słysząc te słowa wiem, że bro­nią jedy­nej dro­gi, jaka jest im zna­na. Cie­szy mnie, że mają głos, ale ja jestem tu dla sióstr, któ­re ten głos stra­ciły, któ­re nie mają siły mówić, któ­re prze­grały swo­je wal­ki łącznie z wiarą w miłość i samo człowie­czeństwo. Jestem tu, by prze­mó­wić w ich imie­niu, bo sta­no­wią miażdżącą większość. 

RRS: Jak może­my zaadre­so­wać i zakwe­stio­no­wać nar­ra­cję stwo­rzo­ną przez śro­do­wi­sko aka­de­mic­kie, w któ­rej uprzy­wi­le­jo­wa­ne gło­sy w seks­biz­ne­sie wzmac­nia­ją się nawza­jem i nie bio­rą pod uwa­gę mar­gi­na­li­zo­wa­nych kobiet i dziew­cząt? 

TBA: Stu­dent­ki muszą wyraźnie zazna­czyć pro­blem, któ­ry zaist­niał w szer­szej, publicz­nej deba­cie w wyni­ku aka­de­mic­kie­go zanie­dba­nia. W bada­niach na wszyst­kich pozo­stałych polach uczy się, że naj­lepszą prak­tyką aka­de­micką jest ucze­nie stu­den­tek kry­tycz­ne­go myślenia. Kie­dy jed­nak cho­dzi o han­del sek­sem, to stu­dent­ki są indok­try­no­wa­ne do wia­ry, że prze­mysł sek­su­al­ny jest lukra­tyw­nym pra­co­dawcą dla naj­bar­dziej bez­bron­nych kobiet i dziewcząt tego świa­ta. Dla wie­lu stu­den­tek-akty­wi­stek kon­cept „pra­cy sek­su­al­nej” stał się kwe­stią ich tożsamości. Mówią: „Jestem pra­cow­nicą sek­su­alną”, co spra­wia, że chcesz zapy­tać, czym dokład­niej się zaj­mu­ją. To część kul­tu­ro­wej nar­ra­cji, któ­rej celem jest odda­nie plat­for­my mod­nym, oświe­co­nym [org. woke] libe­rałkom. Ale bycie pro­sty­tu­owaną to nie jest tożsamość. Młodzież używa tego jako pola do nada­wa­nia pre­stiżu pro­sty­tu­cji do takie­go stop­nia, że idea pro­sty­tu­cji sta­je się kolej­nym towa­rem dla uprzy­wi­le­jo­wa­nych ludziNie jest to jed­nak rze­czy­wi­stość. 

Jest coś, o co chcę spy­tać aka­de­mi­ków pro­mujących han­del sek­su­al­ny: czy macie zamiar wysyłać stu­dent­ki na staże do Indii, aby mogły zoba­czyć jaki wpływ na tam­tej­sze kobie­ty i ich dobro­stan ma ilość mężczyzn, jaka przy­cho­dzi je spe­ne­tro­wać? Aka­de­mia powin­na wpro­wa­dzić obo­wiązko­we staże, aby stu­dent­ki i stu­den­ci wyjeżdżali do dziel­ni­cy czer­wo­nych latar­ni w Indiach lub Niem­czech. Cie­ka­wi mnie, jaka byłaby ich reak­cja na zetknię­cie się twarzą w twarz z realia­mi pro­sty­tu­cji. Czy, gdy­by mie­li jakie­kol­wiek współczu­cie dla kobiet trak­to­wa­nych jak przed­mio­ty przez obcych mężczyzn, któ­rzy wyko­rzy­stują i pene­trują każdy otwór ich ciała, dalej demo­ni­zo­wa­li­by kobie­ty jak my, któ­re opo­wia­dają się za znie­sie­niem pro­sty­tu­cji? 

Większość kobiet chce odejść

RRS: Co sądzisz o akty­wi­stach, któ­rzy głoszą, że jeśli kry­ty­ku­je się pro­sty­tucję, to „z nie­na­wiści do pra­cow­nic seksualnych”?

VC: Po pierw­sze sama jestem akty­wistką, któ­ra w pew­nym momen­cie określała się jako pra­cow­ni­ca sek­su­al­na, bo myślałam, że właśnie nią jestem. Dopie­ro gdy byłam w sta­nie odsu­nąć się od tam­te­go życia i zdać sobie spra­wę z wpływu, jaki pro­sty­tu­cja miała na moje funk­cjo­no­wa­nie, zro­zu­miałam, jak wypra­ny miałam mózg, gdy wie­rzyłam, że pro­sty­tu­owa­nie się to pra­ca. Z wie­lu względów łatwiej było mi trwać w tym kłamstwie, niż zmie­rzyć się z rze­czy­wi­stością, czy­li tym, czym pro­sty­tu­cja naprawdę jest – prze­mocą – i jaki efekt wywar­ła na mnie, kie­dy jesz­cze byłam w nią wmie­sza­na. Nie „nie­na­widzę pra­cow­nic sek­su­al­nych”, po pro­stu smu­ci mnie fakt, że jako kobie­ty nie może­my się w tej kwe­stii poro­zu­mieć. Zawsze powta­rzam, że pro­sty­tu­cja jest prze­dłu­że­niem nie­wol­nic­twa, ponie­waż kie­dy doszło do uwol­nie­nia nie­wol­ni­ków, część z nich uważała, że życie w nie­wo­li nie jest wca­le takie złe, mimo, iż większość chciała wol­ności. Jestem wdzięczna, że decy­den­ci poszli za głosem większości i zda­li sobie sprawę z tego, że nie­wol­nic­two było kosz­ma­rem dla wszyst­kich nie­wol­ni­ków, nie­za­leżnie od opi­nii mniej­szości. Tak samo musi­my postrze­gać pro­sty­tucję: większość kobiet chce z niej odejść.

Ludziom, któ­rzy chcą utrzy­ma­nia han­dlu sek­sem, powie­działabym: pro­sty­tu­cja to nie pra­ca, to prze­moc sek­su­al­na w swo­jej naj­gor­szej for­mie. Wyobraźcie sobie upra­wiać seks ze swo­im part­ne­rem 15 razy dzien­nie, nie­kie­dy częściej, codzien­nie. Nic nie jest w sta­nie spra­wić, że będzie to dobre doświad­cze­nie sek­su­al­ne, nawet jeśli przeżywa się je z kimś, kogo się kocha. Powie­działabym „same się prze­ko­naj­cie”, jed­nakże niko­go nie pod­dałabym takim tor­tu­rom, nawet swo­ich wro­gów. 

TBA: Uważam, że pomoc­nym dla wszyst­kich byłoby przejście przez swo­je argu­men­ty do ich logicz­nej kon­klu­zji – jaki jest osta­tecz­ny cel wspie­ra­nia han­dlu seku­al­ne­go? Jeśli zesta­wić model nie­miec­ki z mode­lem szwedz­kim, to w Szwe­cji, przed wpro­wa­dze­niem usta­wy wymie­rzo­nej w klien­tów i stro­ny trze­cie, 80 proc. męż­czyzn uwa­ża­ło, że kupo­wa­nie kobiet dla sek­su jest w porząd­ku.  Szwedz­kie pra­wo zawarło pro­gram edu­ka­cyj­ny, celem pod­nie­sie­nia świa­do­mości o pro­sty­tu­cji, któ­ry pod­ważał męskie prze­ko­na­nie o ich pra­wie do kobiet. Co kupują mężczyźni, gdy płacą za seks? Kupują władzę i kon­trolę nad ciałem innej oso­by, bez wglądu w drogę, jaką prze­była oso­ba, któ­rej płacą. W więk­szo­ści przy­pad­ków dro­ga ta pro­wa­dziła przez wyko­rzy­sta­nie sek­su­alne w dzie­ciństwie, rasizm, prze­moc, bez­dom­ność i wie­le innych. Dziś – 20 lat po wpro­wa­dze­niu wspo­mnia­ne­go mode­lu – 80 proc. szwedz­kich mężczyzn jest prze­ciw­ko pro­sty­tu­cji i uważa kupo­wa­nie kobiet w celach sek­su­al­nych za nie­ak­cep­to­wal­ne, ponie­waż rozu­mieją, że jest to barie­ra prze­ciw­ko rów­ności płci.

Z kolei w Niem­czech, gdzie zale­ga­li­zo­wa­no wszel­kie aspek­ty pro­sty­tu­cji w roku 2002, rząd stwo­rzył śro­do­wi­sko, w któ­rym męż­czy­znom powta­rza się, że trak­to­wa­nie kobiet jako moż­li­wych do kupie­nia towa­rów, jest jak naj­bar­dziej w porząd­ku. Powstała ogól­no­kra­jo­wa sieć wie­lo­piętro­wych bur­de­li, aby w piątkową noc każdy mężczy­zna mógł wybrać się do swo­je­go oko­licz­ne­go „domu publicz­ne­go”. Ist­nieją spe­cjal­ne bur­de­le rekla­mujące się możliwością wypi­cia piwa, jedze­nia kiełbasek i zapła­ce­nia kobie­cie za dowol­ny akt sek­su­al­ny. Jeśli ktoś fety­szy­zu­je kobie­ty w ciąży lub ma ochotę na gang-bang [tłum. seks lub gwałt gru­po­wy], to może za nie legal­nie zapłacić. Aż do 90 proc. kobiet w tych bur­de­lach nie są Niem­ka­mi, ale imi­grant­ka­mi i kobie­ta­mi nie­białymi. Co więcej, według rządu Nie­miec, są to imi­grant­ki nie­udo­ku­men­to­wa­ne praw­nie. Pocho­dzą­ce z glo­bal­nej Północy Niem­ki czy Dun­ki mają możliwości edu­ka­cyj­ne i zawo­do­we, któ­re pozwa­lają im wyko­rzy­stać swój poten­cjał, tak, że nie muszą wypełniać wspo­mnia­nych bur­de­li. W grun­cie rze­czy rząd nie­miec­ki uchwa­lił pra­wo dla mężczyzn, dając im do zro­zu­mie­nia:  „Two­rzy­cie popyt – może­cie śmia­ło korzy­stać z kobiet jak z toa­le­ty”. Lecz jako kraj, Niem­cy nie mają wystar­czających zaso­bów pro­sty­tu­owa­nych kobiet, aby zaspo­koić potrzebę roz­bu­dzoną przez tam­tej­sze pra­wo [więc muszą spro­wa­dzać imi­grant­ki]. Ot, związek między han­dlem sek­sem i pory­wa­niem ludzi.

RRS: Jakie jest Wasze zda­nie na temat usług wspar­cia dla kobiet pró­bu­ją­cych wyjść z han­dlu ludź­mi? Gdy­by­ście mogły poroz­ma­wiać bez­po­śred­nio z rzecz­nicz­ka­mi schro­nisk i kobie­ta­mi, któ­re pra­cu­ją w usłu­gach bez­po­śred­nich dla kobiet, co chcia­ły­by­ście, żeby wie­dzia­ły o han­dlu ludźmi?

VC: Jestem założycielką pro­gra­mu Bre­aking Free w Min­ne­so­cie. Jesteśmy jedną z pierw­szych orga­ni­za­cji zapew­niających taką pomoc dla kobiet i dziewcząt wydo­stających się z pro­sty­tu­cji i świa­ta han­dlu ludźmi. Roz­poczęłam tę działalność w odpo­wie­dzi na brak usług pomo­co­wych prze­zna­czo­nych spe­cy­ficz­nie kobie­tom i dziew­czę­tom w pro­sty­tu­cji z mojej społecz­ności oraz w całym kra­ju. 

Kie­dy w 1996 roku po raz pierw­szy roz­po­czę­łam ten pro­gram, pra­wie nie­moż­li­wym było uzy­ska­nie popar­cia człon­ków spo­łecz­no­ści, takich jak orga­ny ści­ga­nia, sądy, spon­so­rzy itp. Patrzy­li na tę popu­la­cję kobiet, jak­by zasługi­wały na wszyst­ko, co spo­tkało je po wejściu w pro­sty­tucję – należało im się tyl­ko więzie­nie, nic wię­cej. W pierw­szym roku ist­nie­nia Bre­aking Free zaj­mo­wałam się edu­ko­wa­niem, edu­ko­wa­niem, i jesz­cze raz edu­ko­wa­niem. W końcu udało mi się zdo­być posłuch, a ludzie zaczy­na­li rozu­mieć związki między pro­sty­tucją i prze­mocą domową oraz to, że te same tak­ty­ki władzy i kon­tro­li, któ­re trzy­mają mal­tre­to­wa­ne kobie­ty w klat­ce prze­mo­cy domo­wej, zamy­kają pro­sty­tut­ki w sidłach pro­sty­tu­cji. Drzwi wresz­cie zaczęły się otwie­rać.

SJ: Myślę, że większość kobiet świad­czą­cych bez­po­śred­nie usłu­gi pomo­co­we ma pew­ne zro­zu­mie­nie sek­si­zmu, rasi­zmu i prze­mo­cy wymie­rza­nej w oso­by, któ­re się do nich zwra­cają. Pro­blem w tym, że usłu­go­daw­cy rów­nież bywa­ją ogra­ni­cze­ni. Menedżero­wie, dyrek­tor­ki wyko­naw­cze i spon­so­rzy nie pozwa­lają pra­cow­ni­com popie­rać ani nawet wyobra­żać sobie zmia­ny społecz­nej. Mogą one wal­czyć o nie­wiel­kie zmia­ny w poli­ty­ce, języ­ku czy prak­ty­ce, ale pro­fe­sjo­na­li­za­cja płat­nych sta­no­wisk pra­cy unie­moż­li­wia wyko­rzy­sta­nie wie­dzy i kon­tak­tów mię­dzy kobie­ta­mi do oba­le­nia sys­te­mu, któ­ry uła­twia pro­sty­tu­cję. Pra­cow­ni­cy azy­li dla kobiet, na przykład, naj­praw­do­po­dob­niej są zachęcani do utrzy­my­wa­nia dobrych rela­cji i koor­dy­na­cji dzia­łań z policją, zamiast sta­wia­nia wyma­gań i wyrażania publicz­nych skarg dla uzy­ska­nia lep­szych (ratujących życie) roz­wiązań dla mal­tre­to­wa­nych, gwałconych i sprze­da­wa­nych kobiet. 

Nama­wia­ła­bym innych do for­mo­wa­nia wła­snych grup wolon­ta­ryj­nych, by móc wpro­wa­dzać real­ne zmia­ny i prze­stać liczyć w tej kwe­stii na opła­ca­nych pra­cow­ni­ków. To, cze­go nauczy­łam się bar­dzo wcze­śnie jako orga­ni­za­tor­ka, to że nie da się zatrud­nić kogoś do bycia rewolucjonistką. 

Prostytucja: praktyka dyskryminacji i kolonizacja ciał kobiet

RRS: Co powie­dzia­ła­byś komuś, kto nie zasta­na­wiał się zbyt­nio nad han­dlem ludź­mi? Co powie­dzia­ła­byś komuś, kto ma mgli­ste poję­cie, że  „pra­ca sek­su­al­na to pra­ca”, a w seks­biz­ne­sie cho­dzi o  „wyzwa­la­ją­ce wybory”?

VC: To [han­del sek­sem, przyp. tłum.] nie ma nic wspól­ne­go z byciem wyzwo­lo­ną. Przy­po­mniałabym takim oso­bom o tym, co powie­dzia­łam już wcześniej w ramach tego wywia­du i dodałabym, że muszą pomyśleć o poko­le­niach dziew­czy­nek, doj­rze­wa­ją­cych dziś i w przyszłości. Czy pro­sty­tu­cja to coś, o czym powin­ny kie­dy­kol­wiek myśleć jako o istot­nej części swo­je­go życia? Czy te oso­by są w sta­nie wyobra­zić sobie je przy­chodzące do urzędu pra­cy i słyszące tam, że jedy­na ofer­ta dla nich to zna­le­zie­nie się w pozy­cji pro­sty­tu­owa­nej kobie­ty i albo ją przyjmie, albo może wyjść? Małe dziew­czyn­ki nigdy nie powin­ny marzyć o sta­niu się pro­sty­tutką, gdy dorosną. Nigdy. 

TBA: Ja powie­działabym, że waż­ną kwe­stią, któ­rą nale­ży zro­zu­mieć w odnie­sie­niu do kobiet upra­wia­ją­cych pro­sty­tu­cję, jest to, że nie róż­nią się one od imi­gran­tek ubie­ga­ją­cych się o azyl, kobiet, któ­re padły ofia­rą napa­ści na tle sek­su­al­nym, kobiet z pro­ble­ma­mi psy­chicz­ny­mi itp. Kate­go­ria pro­sty­tu­tek nie róż­ni się od żad­nej innej kate­go­rii kobiet, któ­re były gwał­co­ne, bite, mal­tre­to­wa­ne, oka­le­cza­ne czy tor­tu­ro­wa­ne. Musi­my, jako państwo, opra­co­wać pro­ce­du­ry iden­ty­fi­ka­cji takich kobiet. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych przy­chodzą one na ostry dyżur z połama­ny­mi kośćmi i nikt nawet nie zada­je żadnych pytań. Sytu­acja w pro­sty­tu­cji jest odpo­wied­ni­kiem tej, któ­ra miała miej­sce 50 lat temu z prze­mocą domową. Gdy kobie­ta została pobi­ta, poli­cja przy­jeżdżała na miej­sce i grzecz­nie pro­siła mężczyznę, aby  „był mil­szy”,  „prze­szedł się na spa­cer po oko­li­cy” lub udał się do kościoła, poroz­ma­wiać z księdzem czy rabi­nem. I dopie­ro kie­dy ruchy na rzecz praw kobiet powie­działy głośno, że mamy tu do czy­nie­nia z władzą i kon­trolą, podejście społeczeństwa do prze­mo­cy wobec kobiet się zmie­niło. Pro­sty­tu­cja to prak­ty­ka dys­kry­mi­na­cji, ale jako społeczeństwo nie roz­po­zna­je­my jej jesz­cze jako prze­mo­cy wobec kobiet. Kto wyrzą­dza krzyw­dę tej pro­sty­tu­owanej kobie­cie? Obec­nie ana­li­zu­je­my kwe­stię han­dlu sek­sem jak­by była zawie­szona w próżni, więc wszel­kie pyta­nia o sys­tem pro­sty­tu­cji krążą wokół indy­wi­du­al­nej jed­nost­ki (kobie­ty) zamiast wokół tych, któ­rzy ją krzywdzą i czer­pią z tego zyski (a w znacz­nej większości są to mężczyźni). 

RRS: Czy jest coś, co chciałabyś prze­ka­zać czy­tel­nicz­kom Femi­nist Cur­rent, któ­re nie mogły poja­wić się na wyda­rze­niu SPACE? Co war­to z nie­go zapa­miętać? 

TBA: Ważne, żeby zazna­czać głośno i wyraźnie, że w pro­sty­tu­cji cho­dzi o kolo­ni­zację ciał kobiet dla finan­so­we­go zysku mężczyzn. W kon­tekście Sta­nów Zjed­no­czo­nych, ale także glo­bal­nym, bo jako czar­no­skó­ra kobie­ta z Kara­ibów wiem, że pierwszą rzeczą, jaką zro­bi­li euro­pej­scy kolo­ni­za­to­rzy po przy­by­ciu na nasze wybrzeża to gwałty na rdzen­nych miesz­kan­kach, a następnie, po zdzie­siątko­wa­niu miej­sco­wej lud­ności, upro­wa­dze­nie tu czar­no­skó­rych kobiet. Pod wzglę­dem kul­tu­ro­wym naszym dzie­dzic­twem jest sys­tem opar­ty na ludo­bój­stwie, han­dlu ludź­mi i gwał­cie, któ­re zbu­do­wa­ły ten kraj. Samo nie­wol­nic­two było insty­tucją kul­tu­ry w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Nawet po usta­niu napły­wu ofiar han­dlu ludź­mi, nie­wol­nic­two było pod­trzy­my­wa­ne przez hodow­lę i gwał­ty na czar­nych kobie­tach. Ozna­cza to, że ist­nie­je wewnętrz­ny mecha­nizm, któ­ry utrwa­la gwałt poprzez wyko­rzy­sty­wa­nie czar­nych kobiet. Ten mecha­nizm ma się dobrze i dziś. 

Han­del sek­su­al­ny jest jego kon­ty­nu­acją, jako że jest to sys­tem eko­no­micz­ny, któ­ry czer­pie zyski z gwał­tu na czar­nych kobie­tach. Tyle tyl­ko, że w naszej kul­tu­rze pro­sty­tu­cja jest postrze­ga­na jako coś leżącego poza zakre­sem możliwości zmia­ny społecz­nej. Każda kul­tu­ra na świe­cie ma zarów­no własne mecha­ni­zmy krzyw­dze­nia kobiet i uspra­wie­dli­wia­nia prze­mo­cy w nie wymie­rzo­nej, jak i sys­te­my kon­tro­li nad kobie­cy­mi ciałami i zdol­nościami repro­duk­cyj­ny­mi. Na przykład na kon­ty­nen­cie afry­kańskim mamy 28 państw, w któ­rych oka­le­cza­nie żeńskich narządów płcio­wych jest nadal powszech­ne. Stąd wnio­sek: urodą patriar­cha­tu jest sta­no­wie­nie sys­te­mów kon­tro­li kobie­cych ciał i nazy­wa­nie tego kul­turą! Pro­sty­tu­cja jest naszą szko­dliwą prak­tyką kul­tu­rową, tak jak gdzie indziej są nią małżeństwa zawie­ra­ne z dziećmi czy pra­so­wa­nie pier­si. Pro­sty­tu­cja jest glo­balną szko­dliwą prak­tyką kul­tu­rową. 

Na pozio­mie ONZ i pra­wa mię­dzy­na­ro­do­we­go posze­rza się zakres roz­po­zna­wa­nia kul­tu­ro­wych i reli­gij­nych prak­tyk krzyw­dzą­cych kobie­ty i dziew­czę­ta, jed­nak pro­sty­tu­cja zawsze pozo­sta­je poza nim. Żyje­my w świe­cie, w któ­rym wszyst­ko jest na sprze­daż, dla­cze­go więc nie sprze­da­wać i kobiet?

tłu­ma­cze­nie: Zuzan­na Antonowicz

Przypisy

[1] org. survi­vors — zde­cy­do­wa­ły­śmy się tłu­ma­czyć jako  „prze­trwan­ki”