Kamienie i szczeliny. Recenzja „Feminizmów. Historii globalnej” Lucy Delap

Lucy Delap, „Femi­ni­zmy. Histo­ria glo­bal­na”, tłum. Filip Fie­rek, Wydaw­nic­two Drza­zgi, Oko­ni­ny 2024, 408 stron, ISBN 978-83-968988-3-8

Książ­ka „Femi­ni­zmy. Histo­ria glo­bal­na” (oryg. „Femi­ni­sms. A Glo­bal Histo­ry”, wyd. I, 2020) napi­sa­na zosta­ła przez Lucy Delap, bry­tyj­ską histo­rycz­kę femi­ni­zmu z Uni­wer­sy­te­tu w Cam­brid­ge, autor­kę nagra­dza­nej „The Femi­nist Avant-Gar­de”. Wśród jej zain­te­re­so­wań badaw­czych miesz­czą się m.in. femi­ni­stycz­ne perio­dy­ki, histo­ria pra­cy czy pro­ble­ma­ty­ka prze­mo­cy sek­su­al­nej w sto­sun­ku do dzie­ci – jej kom­pe­ten­cje wykra­cza­ją więc poza reflek­sję nad ruchem kobie­cym samym w sobie. To inter­dy­scy­pli­nar­ne i inter­sek­cjo­nal­ne ukie­run­ko­wa­nie autor­ki znaj­du­je odzwier­cie­dle­nie tak­że w oma­wia­nej tutaj pozy­cji, w któ­rej pro­po­nu­je ona spoj­rze­nie na ruch femi­ni­stycz­ny z per­spek­ty­wy szer­szej niż, jak zazwy­czaj, tyl­ko zachod­nia – cha­rak­te­ry­stycz­na dla bia­łych, rela­tyw­nie uprzy­wi­le­jo­wa­nych akty­wi­stek. Delap chce w ten spo­sób usły­szeć na nowo tak­że gło­sy kobiet z innych czę­ści świa­ta i o innych potrze­bach: z nie­peł­no­spraw­no­ścia­mi, pocho­dzą­cych z kla­sy robot­ni­czej i doty­ka­ją­cych w swo­im życiu innych prze­strze­ni wyklu­cze­nia. Książ­ka jako rela­tyw­nie nowa pozy­cja poru­sza wąt­ki waż­ne nie tyl­ko w prze­szło­ści, ale rów­nież współ­cze­śnie. Ponad­to prze­szłość zosta­je pod­da­na życz­li­wej kry­ty­ce, a jak autor­ka sama wspo­mi­na, „możesz zro­zu­mieć współ­cze­sną teo­rię femi­ni­stycz­ną tyl­ko, gdy myślisz o momen­cie histo­rycz­nym, w któ­rym powsta­ła”. Histo­rię postrze­ga jako bez­gra­nicz­ną prze­strzeń do sta­wia­nia pytań.

Oma­wia­na tu pozy­cja – zgod­nie ze swo­im tytu­łem – trak­tu­je o femi­ni­zmie i innych ruchach na rzecz kobiet w całej ich róż­no­rod­no­ści wyni­ka­ją­cej z umiej­sco­wie­nia geo­gra­ficz­ne­go, kon­tek­stu histo­rycz­ne­go, kul­tu­ro­we­go czy etnicz­ne­go. Nie jest przy tym sys­te­ma­tycz­nym wykła­dem histo­rii całe­go femi­ni­zmu, ale raczej for­mą prze­glą­du róż­nych form eks­pre­sji w ramach sze­ro­ko poję­te­go ruchu na rzecz wyzwo­le­nia kobiet. Wyma­ga tym samym od czy­tel­ni­czek i czy­tel­ni­ków uprzed­nie­go, przy­naj­mniej ogól­ne­go, zorien­to­wa­nia się w teo­rii femi­ni­stycz­nej i historii.

Delap postrze­ga histo­rycz­ne prak­ty­ki i idee femi­ni­stycz­ne jako ele­men­ty mozai­ki, ale zauwa­ża tak­że luki mię­dzy poszcze­gól­ny­mi jej kawał­ka­mi. Inspi­ru­je się przy tym kon­cep­cją poli­ty­ki w szcze­li­nach (poli­tics in the cracks) sfor­mu­ło­wa­ną przez Kim­ber­ly Sprin­ger. Meta­fo­ra mozai­ki odsy­łać ma do róż­nic w postrze­ga­niu femi­ni­zmu z bli­ska i z dale­ka oraz pod­kre­ślać jego zło­żo­ność – kamie­nie mozai­kar­skie ozna­cza­ły­by tu poszcze­gól­ne waż­ne dla ruchu jed­nost­ki i pre­zen­to­wa­ne przez nie idee oraz ele­men­ty zaczerp­nię­te z innych ruchów spo­łecz­nych, jak choć­by robot­ni­cze­go czy anty­ra­si­stow­skie­go. Delap nie trak­tu­je więc femi­ni­zmu linio­wo, jak chcia­ła­by jego naj­bar­dziej roz­po­wszech­nio­na chro­no­lo­gicz­na kla­sy­fi­ka­cja według fal, ale jako zbiór ele­men­tów połą­czo­nych ze sobą w bar­dziej skom­pli­ko­wa­ny spo­sób – za pomo­cą ponadna­ro­do­wych postaw poli­tycz­nych i postu­la­tów. Nie oba­wia się wska­zy­wa­nia kon­flik­tów, sprzecz­no­ści, a nawet prze­strze­ni wyklu­cze­nia w samym łonie femi­ni­zmu czy, mówiąc ostroż­niej, ruchu na rzecz kobiet nie­za­leż­nie od nada­nej mu nazwy. 

Pozy­cja skła­da się z ośmiu roz­dzia­łów poprze­dzo­nych wstę­pem i zwień­czo­nych zakoń­cze­niem. Zagad­ko­we są tytu­ły poszcze­gól­nych czę­ści, któ­re odwo­łu­ją się do życia wewnętrz­ne­go (Marze­nia, Idee, Uczu­cia), świa­ta mate­rii (Prze­strze­nie, Przed­mio­ty, Sty­le, Dzia­ła­nia) i zmy­słów (Dźwię­ki), jak­by prze­no­sząc cię­żar mówie­nia o femi­ni­zmie z uwi­kła­ne­go w dotych­czas zna­ne kla­sy­fi­ka­cje na bar­dziej uni­wer­sal­ny, ponad­hi­sto­rycz­ny, ponadet­nicz­ny i ponadi­de­olo­gicz­ny meta­po­ziom. Jaki dokład­nie i czy jest on w ogó­le moż­li­wy? Na pew­no jest to inte­re­su­ją­ca pró­ba wyplą­ta­nia femi­ni­zmu ze zna­nych, wspo­mi­na­nych wyżej, ram. 

Marze­nia roz­po­czy­na­ją się od wła­sne­go doświad­cze­nia autor­ki, któ­rej jed­ne z zajęć na uczel­ni uświa­do­mi­ły róż­no­rod­ność ocze­ki­wań w sto­sun­ku do femi­ni­zmu i rela­cji mię­dzy płcia­mi. Ten otwie­ra­ją­cy książ­kę roz­dział Delap kon­klu­du­je przy­po­mnie­niem, że femi­nist­ki z począt­ku XX wie­ku nie zna­ły nawza­jem sie­bie i swo­jej dzia­łal­no­ści – nie cho­dzi więc o to, by na siłę uzgod­nić ich punk­ty widze­nia, ale wręcz prze­ciw­nie, by uka­zać je w całej ich róż­no­rod­no­ści. Idee doty­czą filo­zo­ficz­nych kon­cep­cji na temat kobiet, ich rela­cji z męż­czy­zna­mi i płci ogó­łem, z uwzględ­nie­niem klu­czo­we­go poję­cia „patriar­cha­tu” włącz­nie. Tutaj, pośród wie­lu fun­da­men­tal­nych dla histo­rii femi­ni­zmu ana­liz filo­zo­ficz­no-spo­łecz­nych, poja­wia się tak­że choć­by przy­kład bry­tyj­skiej par­la­men­ta­rzyst­ki Ele­anor Rath­bo­ne, któ­ra zde­rzy­ła się z opo­rem indyj­skich kobiet przy pró­bach wywal­cze­nia praw na ich rzecz, wie­rząc, że domi­na­cja bry­tyj­ska nad kolo­nią przy­spie­sza wpro­wa­dza­nie równouprawnienia. 

Spo­ro miej­sca poświę­co­no tu innej posta­ci, Mary Daly, istot­nej zarów­no dla femi­ni­zmu rady­kal­ne­go, jak i rady­kal­nej post­chrze­ści­jań­skiej teo­lo­gii femi­ni­stycz­nej – autor­ka ta w swo­jej twór­czo­ści moc­no kon­cen­tro­wa­ła się na patriar­chal­nym języ­ku. Nie moż­na pomi­nąć tak­że Kim­ber­lé Cren­shaw i stwo­rzo­nej przez nią kon­cep­cji inter­sek­cjo­nal­no­ści (inter­sec­tio­na­li­ty) i bliź­nia­czej macie­rzy domi­na­cji (matrix of domi­na­tion) pocho­dzą­cej od Patri­cii Hill Col­lins. Uczu­cia sku­pia­ją się z jed­nej stro­ny na kobie­cym gnie­wie i homo­sek­su­al­no­ści, a z dru­giej na macie­rzyń­stwie w jego wie­lo­wy­mia­ro­wo­ści – szcze­gól­nie to dru­gie bywa błęd­nie rozu­mia­ne jako sto­ją­ce w kontrze do feminizmu. 

Prze­strze­nie odno­szą się do domów w ich spo­łecz­nym kon­tek­ście (jako samo­dziel­ne zamiesz­ka­nie czy miej­sce pra­cy), jak i akty­wi­stycz­nej obec­no­ści w prze­strze­ni miej­skiej. Łączy się to z moż­li­wo­ścią god­ne­go zara­bia­nia na swo­je utrzy­ma­nie, łącze­nia tego z macie­rzyń­stwem i dzia­łal­no­ścią publicz­ną. Delap, pośród wie­lu innych przy­kła­dów, odno­si się tu do histo­rii sko­lo­ni­zo­wa­nej przez Bry­tyj­czy­ków Nige­rii – zbio­ro­wa pozy­cja spo­łecz­na kobiet z ludu Ibo była tam znacz­nie wyż­sza, niż chcie­li­by tego kolo­ni­za­to­rzy, o czym zresz­tą musie­li się bole­śnie prze­ko­nać pod­czas pro­te­stów zor­ga­ni­zo­wa­nych przez nie nie­mal 100 lat temu. Przed­mio­ty to oprócz ofi­cjal­nych sym­bo­li, jak trój­ko­lo­ro­we wstę­gi i ele­men­ty biżu­te­rii sufra­ży­stek czy kol­por­to­wa­ne pla­ka­ty, tak­że wzier­nik gine­ko­lo­gicz­ny czy kobie­ce środ­ki higie­nicz­ne. Co jed­nak zaska­ku­je znacz­nie moc­niej, femi­ni­stycz­ny bywa nawet kufel – sym­bol zwią­za­ny z histo­rią pubu w walij­skim Car­diff, gdzie w latach 70. XX wie­ku odmó­wio­no parze kobiet… zamó­wie­nia duże­go piwa na gło­wę. Sty­le ofe­ru­ją nam femi­ni­stycz­ny „pokaz mody” – prze­gląd tego, co nosić kobie­tom „wypa­da” a cze­go „nie wypa­da” współ­cze­śnie i w prze­szło­ści. Delap opi­su­je kon­tro­wer­sje wokół stro­jów, fry­zur, maki­ja­żu (lub jego bra­ku), a w tym – co brzmi w kon­tek­ście euro­pej­skim nader aktu­al­nie – reli­gij­nie umo­ty­wo­wa­ne róż­ne warian­ty ubio­ru muzuł­mań­skich kobiet. Autor­ka wska­zu­je, że począ­tek islam­skie­go femi­ni­zmu datu­je się podob­nie jak zachod­nia pierw­sza fala, czy­li na koniec XIX wie­ku i wią­zał się w Azji Zachod­niej i Połu­dnio­wo-Wschod­niej z popar­ciem dla praw kobiet i ich dostę­pu do edu­ka­cji. Dzia­ła­nia, choć brzmią jako coś oczy­wi­ste­go, przy­po­mi­na­ją m.in. o nie­zwy­kle kre­atyw­nym pomy­śle sufra­ży­stek, któ­re wysła­ły same sie­bie pocz­tą jako żywe listy do bry­tyj­skie­go pre­mie­ra czy zama­chach bom­bo­wych orga­ni­za­cji Rote Zora w Niem­czech Zachod­nich. Jed­nak to inny wątek przy­ku­wa tu uwa­gę naj­moc­niej – „pocie­szy­ciel­ki”, czy­li eufe­mi­stycz­nie nazwa­ne Kore­an­ki i Chin­ki (a tak­że kobie­ty innych nacji) zmu­sza­ne przez japoń­skich oku­pan­tów do pro­sty­tu­cji, wsku­tek cze­go co trze­cia z nich ponio­sła śmierć. Choć ta tra­gicz­na histo­ria doty­czy lat 30. i 40. XX wie­ku, to na uzna­nie krzyw­dy znie­wo­lo­nych kobiet trze­ba było cze­kać aż do koń­ca stu­le­cia, co zresz­tą i tak wymu­szo­ne zosta­ło czę­sty­mi demon­stra­cja­mi dzia­ła­czek. Autor­ka spla­ta ten wątek z popu­lar­no­ścią powo­jen­nej sek­stu­ry­sty­ki w tym rejo­nie świa­ta wska­zu­jąc w ten spo­sób – choć bez nazwa­nia tego wprost – na płyn­ność gra­ni­cy mię­dzy dobro­wol­nąnie­do­bro­wol­ną prostytucją.

Szcze­gól­nie intry­gu­ją­cy roz­dział – Dźwię­ki – odno­si się do femi­ni­stycz­nych pie­śni, pio­se­nek, prze­mów i haseł wykrzy­ki­wa­nych na mani­fe­sta­cjach. W tej czę­ści wyróż­nia­ją się histo­rie z począt­ku XX wie­ku: kobie­cej ope­ry Las (Der Wald) czy roli tra­dy­cyj­nych pie­śni gospel w femi­ni­stycz­nej dzia­łal­no­ści czar­nych Ame­ry­ka­nek – para­dok­sal­nie, gdyż ani ope­ra, ani prze­strzeń kościel­na nie koja­rzą się w pierw­szej chwi­li z ruchem eman­cy­pa­cji kobiet. Delap nie sku­pia się tu jed­nak tyl­ko na pozy­tyw­nych przy­kła­dach – wska­zu­je tak­że uprzed­mio­to­wie­nie kobiet w prze­my­śle muzycz­nym zna­nym od zakoń­cze­nia II woj­ny światowej. 

Nie­wąt­pli­we war­to­ści „Femi­ni­zmów. Histo­rii glo­bal­nej” to przede wszyst­kim roz­sze­rze­nie per­spek­ty­wy myśle­nia o femi­ni­zmie o znacz­nie mniej oczy­wi­stą, sze­ro­ką per­spek­ty­wę nie­za­chod­nią – czy­li wykra­cza­ją­cą poza euro­pej­ską i pół­noc­no­ame­ry­kań­ską dzia­łal­ność bia­łych kobiet o rela­tyw­nie wyso­kim sta­tu­sie spo­łecz­nym. Delap odzy­sku­je gło­sy kobiet-robot­nic, kobiet nie­bia­łych i innych z grup defa­wo­ry­zo­wa­nych, któ­re są cen­nym przy­po­mnie­niem eman­cy­pa­cyj­ne­go rdze­nia femi­ni­zmu. Ten rdzeń reali­zu­je się w róż­nych wymia­rach – edu­ka­cji, praw oby­wa­tel­skich, pra­cow­ni­czych i repro­duk­cyj­nych oraz wie­lu innych, i w róż­nym cza­sie dla róż­nych grup. Inną zale­tą tek­stu Delap jest zauwa­że­nie róż­no­rod­no­ści femi­ni­zmu tak­że w obsza­rze sprzecz­nych inte­re­sów kobiet – w obli­czu współ­cze­snych głę­bo­kich róż­nic w ruchu pod­kre­śla­nie tej nie­jed­no­li­to­ści i fak­tu, że nie wszyst­kie femi­nist­ki myślą to samo na każ­dy temat – co doty­czyć może róż­ni­cy płci, sto­sun­ku do innych grup mar­gi­na­li­zo­wa­nych, kwe­stii kla­so­wych, a nawet wła­snej eman­cy­pa­cji – wyda­je się klu­czo­we. Jest to istot­ne tak­że w Pol­sce, któ­ra z jed­nej stro­ny histo­rycz­nie przo­do­wa­ła w przy­zna­niu kobie­tom praw wybor­czych, ale z dru­giej stro­ny bieg dzie­jów spra­wił, że w dru­giej poło­wie XX wie­ku femi­nizm roz­wi­jał się w spo­sób odmien­ny od tego w kra­jach zachod­nich i gdzie dziś, w latach 20. XXI wie­ku w dys­kur­sie spo­łecz­nym sło­wa „femi­nizm” i „femi­nist­ka” mają bar­dzo czę­sto – by nie powie­dzieć zazwy­czaj – nega­tyw­ne kono­ta­cje, a świa­do­mość róż­nic w femi­ni­zmie wyda­je się niska. Inną zale­tą opra­co­wa­nia jest jego inter­sek­cjo­nal­ny cha­rak­ter – wska­za­nie tak­że na trud­ne ele­men­ty w łonie ruchu femi­ni­stycz­ne­go, takie jak kon­flik­ty na tle kla­so­wym, raso­wym czy zwią­za­ne z postrze­ga­niem trans­pł­cio­wo­ści. Osta­tecz­nie tak­że koń­ców­ka, czy­li spis „lek­tur uzu­peł­nia­ją­cych”, wraz z przy­pi­sa­mi, pozwa­la na samo­dziel­ne zba­da­nie poszcze­gól­nych wąt­ków. Pozy­cja spraw­dzi się więc jako książ­ka pogłę­bia­ją­ca wie­dzę, uświa­da­mia­ją­ca i inspi­ru­ją­ca do dal­szych, wła­snych poszukiwań. 

Nie da się nie zauwa­żyć jed­nak kil­ku istot­nych minu­sów. Tytuł, jak­kol­wiek sam w sobie odda­ją­cy treść, zapo­wia­da raczej sys­te­ma­tycz­ne opus magnum o histo­rii femi­ni­zmu niż książ­kę, któ­rą w isto­cie jest. Pomi­mo wyraź­ne­go popu­la­ry­za­tor­skie­go zacię­cia, u czy­tel­ni­czek i czy­tel­ni­ków nie­po­sia­da­ją­cych sze­ro­kiej wie­dzy na temat ruchu femi­ni­stycz­ne­go lek­tu­ra może wywo­łać wra­że­nie cha­osu – nie spraw­dzi­ła­by się więc jako samo­dziel­ny „pod­ręcz­nik do femi­ni­zmu dla począt­ku­ją­cych”. O ile oczy­wi­ście nie każ­da pozy­cja musi mieć pod­ręcz­ni­ko­wy cha­rak­ter, o tyle powyż­sza uwa­ga pocią­ga za sobą kolej­ną, waż­niej­szą – pyta­nie o to, kto kon­kret­nie był­by doce­lo­wym odbior­cą lub odbior­czy­nią książ­ki? Wyda­je się, że for­ma silva rerum celu­je raczej w oso­by dobrze oczy­ta­ne, zdol­ne bez więk­sze­go tru­du poru­szać się w gąsz­czu róż­no­rod­nych wąt­ków, a przy tym nie­ocze­ku­ją­ce bar­dzo deta­licz­ne­go zgłę­bie­nia któ­re­goś z nich.Delap chce być naszą prze­wod­nicz­ką, opo­wia­da­ją­cą o femi­ni­zmie jak o wiel­kiej moza­ice na ścia­nie budyn­ku – jak każ­dy prze­wod­nik wybie­ra z niej to, co naj­cie­kaw­sze i naj­istot­niej­sze z jej wła­snej per­spek­ty­wy i oso­bi­ste­go doświad­cze­nia, cze­go zresz­tą sama jest świa­do­ma i co wprost komu­ni­ku­je. Wyda­je się, że zapro­po­no­wa­na tutaj nie­ty­po­wa kla­sy­fi­ka­cja, znaj­du­ją­ca swo­je odzwier­cie­dle­nie w struk­tu­rze książ­ki, to nie tyle zamien­nik tych dotych­czas zna­nych i uży­wa­nych, co raczej dodat­ko­we narzę­dzie wspie­ra­ją­ce reflek­sję nad femi­ni­zmem. Książ­ka Delap to cie­ka­wy głos w dys­ku­sji inspi­ru­ją­cy do namy­słu nad natu­ral­ną róż­no­rod­no­ścią w łonie femi­ni­zmu i moty­wa­cja do pogłę­bie­nia szcze­gó­ło­wych wąt­ków we wła­snym zakre­sie – femi­nizm może ozna­czać zarów­no opór wobec chiń­skie­go oby­cza­ju krę­po­wa­nia stóp, akcje bojó­wek, jak i prze­ra­bia­nie sek­si­stow­skich reklam współ­cze­snej odzie­ży. Osta­tecz­nie – autor­ka wyka­zu­je za pomo­cą powyż­szych, że femi­nizm jest sta­łym pro­ce­sem, i może uwraż­li­wić czy­tel­nicz­ki i czy­tel­ni­ków na sytu­ację kobiet tu i teraz.